KOŁOBRZEŻANIE, WŁADZE I KURACJUSZE MODLILI SIĘ ZA MIASTO

Bez nazwyBez nazwy1Bez nazwy2

W bazylice  konkatedralnej WNMP w Kołobrzegu 24 maja w święto Zesłania Ducha św. odprawiona została Msza św. w intencji nadmorskiego kurortu, jego mieszkańców i kuracjuszy.

Każdego roku w trakcie obchodów Dni Kołobrzegu władze miasta proszą o modlitwę za miasto. Tak było i tym razem. Mszy św. przewodniczył proboszcz ks. dr Andrzej Pawłowski. W nabożeństwie uczestniczyli między innymi przedstawiciele Parlamentu RP, władze samorządowe i miejskie z prezydentem Kołobrzegu Anną Mieczkowską oraz poczet sztandarowy.

Wierni tłumnie wzięli udział w dzisiejszym święcie nazywanym także Zielonymi Świątkami.

Obchody Dni Kołobrzegu trwają od 16 do 24 maja. W tym czasie odbywały się wydarzenia kulturalne, sportowe, żeglarskie regaty i rodzinne atrakcje.

Dziś o godz. 19 na scenie Regionalnego Centrum Kultury im. Zb. Herberta wystąpi Chór Politechniki Morskiej w Szczecinie (ówczesny Chór Akademii Morskiej), pod dyrekcją Sylwii Fabiańczyk – Makuch.

Dni 2DNIDni 1Dni 4Dni 5

Foto Grzegorz Milewski

DLA TYCH, KTÓRZY PRAGNĄ POSZERZYĆ WIEDZĘ O DUCHU ŚW. /z kazania ks. dr Andrzeja Pawłowskiego/

– Dzisiaj modlimy się za wszystkich mieszkańców Kołobrzegu i za gości, za wierzących i niewierzących, praktykujących i tych, których w kościołach nie ma. Chcemy prosić Boga o Jego błogosławieństwo i pomyślność dla wszystkich – powiedział ks. Pawłowski, zadając pytanie czy w naszym życiu osobistym i społecznym pamiętamy o darach Ducha św. i czy wykorzystujemy je.

Dalej wyjaśniał, że na świecie byłoby mniej błędów i mniej  bezsensownych decyzji gdybyśmy pamiętali, że mamy Ducha św. i, że warto Jego prosić o pomoc. – Człowiek wierzący nie powinien wstydzić się swojej wiary, niezależnie od tego jaki zawód wykonuje. Ta wiara może być jego siłą. Jakże często zapominamy o Duchu św. i o Jego darach – mówił duszpasterz, przypominając słowa Jezusa: „Pokój Wam”.

Ks. Pawłowski zauważył, że świat dziś bardzo potrzebuje pokoju. – Ileż mniej złości i negatywnych emocji byłoby gdyby ludzie naprawdę uwierzyli Duchowi św. – Bracia i Siostry nie zapominajmy – przypomniał kapłan, dziękując wszystkim obecnym na Mszy św. która jednoczy tu wszystkich przedstawicieli władz niezależnie od tego z jakich są partii i jakie mają poglądy.

Ks. Pawłowski w kazaniu poświęcił wiele miejsca znaczeniu modlitwy do Ducha Św. , przypominając, że bardzo ważna jest modlitwa do Niego. Co niedzielę powtarzamy: – Wierzę w Ducha św. , Pana i Ożywiciela. Ale jak to jest poza niedzielą? – pytał kapłan, zauważając, że może zbyt łatwo o Nim zapominamy, a dzisiejsza uroczystość jest okazją do podziękowania za Jego obecność w naszym życiu.

Szczególne podziękowania duszpasterz skierował do wspólnoty Odnowy w Duchu św. Metanoia, za to, że każdego dnia jej członkowie uwielbiają i wypraszają Jego dary i jako jedna z grup  decydują o obliczu parafialnej wspólnoty. Są nam bardzo potrzebni – podkreślił ks. Pawłowski.

– Po owocach was poznamy, te słowa w szczególny sposób stosują się do działania Ducha św.  – mówił kapłan, zauważając, że mimo pustego grobu trudno było Apostołom uwierzyć w Zmartwychwstanie i to, że Jezus żyje i jest wśród nich. Ciągle mieli wątpliwości. Mimo tego wszystkiego niektórzy wątpili. A to przecież nie byli jacyś niektórzy, to byli Apostołowie,   którzy przez 3 lata z Nim byli i z Nim chodzili.

Ks. Pawłowski wyjaśnił, że dzisiejsza uroczystość jest odpowiedzią. Apostołowie wątpili, bo nie otrzymali jeszcze Ducha św. , tego wielkiego daru. Dopiero Duch Prawdy doprowadził ich do całej Prawdy o Jezusie, że nie tylko Jezus umarł i został złożony do grobu ale, że On żyje pośród nas. Do tego był potrzebny Duch św. – zaznaczył duszpasterz.

Nie wystarczyły 3 lata katechez, modlitw i nazwania przyjaciółmi. To wszystko jeszcze było za mało bo nie było Ducha św. Dopiero kiedy On ich umocnił, zaczęli głosić Ewangelię na całym świecie i to tak mocno, że każdy z nich, oprócz św. Jana oddał życie za Jezusa, ginąc śmiercią męczeńską.

– To może dotyczyć każdego z nas – powiedział ks. Pawłowski, przypominając, że przecież od zawsze jesteśmy w szkole Jezusa Chrystusa, bo większość z nas została ochrzczona, tysiące dni było spędzonych z Nim na modlitwie, Mszach św. , na katechezach w szkole czy w parafii. Jednak gdy przychodzi czas pokusy, ileż to razy nie wybieramy Jego i łatwo zapominamy o tym co nam kazał wybierać.

Może to dlatego, że nie prosimy o moc Ducha św. , który jest w nas. Dostaliśmy Go na Chrzcie św. i w Sakramencie Bierzmowania. – Nie zapominajmy o Duchu św. Módlmy się do Niego – apelował kapłan, przypominając, że Zesłanie Ducha św. to nowa pięćdziesiątnica. To Prawo Miłości. Od tej pory nie ma „oko za oko i ząb za ząb” ale: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego, będziesz modlił się za nieprzyjaciół, za tych, którzy ci źle życzą, będziesz wybaczał wrogom – powiedział ks. Pawłowski, wyjaśniając, że rozumując po ludzku – to wszystko jest bez sensu, nielogiczne i niemożliwe. Bez Ducha św. nie ma żadnych szans. Właśnie dlatego potrzebujemy Ducha św. abyśmy mogli żyć Ewangelią, aby słowa Jezusa Chrystusa były nie tylko piękne ale prawdziwe w życiu każdego z nas.

 

 

 

 

48 total views, 48 views today

WISZĄCE RZEŹBY KĘDZIORY W KOŁOBRZESKIM RCK

KE1KĘk2k3PL

Foto Grzegorz Milewski

Rzeźby Jerzego „JotKa” Kędziory można oglądać w Regionalnym Centrum Kultury im. Zbigniewa Herberta w Kołobrzegu.

Wystawa niecodzienna, bo olbrzymie postacie zawisły przy suficie ponad głowami oglądających. Podczas wernisażu Autor opowiadał o zrodzeniu się twórczej myśli i procesie ich powstawania. Jerzy Kędziora wymienił wiele różnych sytuacji, którym zawdzięcza swoją twórczość, według niego mogły to być spotkania ze znajomymi, po prostu talent, a może „palec boży” albo jeszcze coś innego. – Być może wiele z tych rzeczy zadecydowało – mówił artysta, przyznając, że obecnie ma 80 lat a nad tymi rzeźbami pracuje od lat trzydziestu.

Wcześniej zajmował się różnymi formami plastycznymi ciągle poszukując drogi twórczej. W czasie przewrotu ustrojowego przeszedł na sztukę bardziej krytyczną, tworząc portret Polaka czasów transformacji. Po dziesięciu latach potrzebował podsumować ten okres, zadając sobie pytanie co dalej i jaka będzie rzeczywistość? Czuł, że jesteśmy na jakiejś krawędzi.

Wyznał też, że impulsem przejścia do  kolejnego etapu twórczego było towarzyskie spotkanie, podczas którego spojrzenie na szklankę z niedopitą herbatą z balansującą na niej łyżeczką, przyniosło skojarzenie z czasów studenckich biesiad, podczas których królowały sztuczki z aluminiowymi sztućcami. I prawdopodobnie ta wizja znalazła odzwierciedlenie w obecnych górnolotnych rzeźbach, skłaniających do refleksyjnego odbioru twórczości i analizy ludzkich działań i doświadczeń w zmieniającej się rzeczywistości.

Wystawie rzeźb towarzyszą fotografie młodego twórcy Bartka Kędziory.

Jerzy „Jotka” Kędziora urodził się w 1947 r. w Częstochowie. Jest absolwentem ASP w Gdańsku, medalier, projektant, pedagog. Odznaczony Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

– Od lat 80. XX wieku tworzył ,,Portret Polaka Czasów Transformacji Ustrojowej Solidarnościowej’’. Od lat 90. zaczął tworzyć cykl rzeźb Postaci Balansujących, będących jedynymi statuami w świecie, które podparte w jednym lub dwóch miejscach na linie, pręcie, szczycie piramidy, utrzymują równowagę, przecząc prawom grawitacji. Dzieła artysty znajdują się w zbiorach muzealnych i galeryjnych, zdobią wyjątkowe miejsca (Pałac Prezydencki w Warszawie, placówki dyplomatyczne w USA) oraz przestrzeń publiczną (Aleja Rzeźb Balansujących w parku pod zamkiem w Olsztynie) – fragment z https://tichauer.pl/tropem-rzezb-jotki-spotkanie-autorskie-z-jerzym-jotka-kedziora/.

Balansujące rzeźby Kędziory można oglądać między innymi w przestrzeni miejskiej Bydgoszczy, z nimi chętnie fotografują się turyści.

k

 

53 total views, 5 views today

ARTETERAPIA W BIAŁOGARDZKIM CENTRUM KULTURY I SPOTKAŃ EUROPEJSKICH

123

Atimaya Brzostyńska  poprowadziła 19 maja manualne warsztaty kreatywności i relaksu „Twórcza Mandala” w Centrum Kultury i Spotkań Europejskich w Białogardzie.

Atimaya Brzostyńska wyjaśniła, że warsztaty tworzenia mandali z kolorowej włóczki to arteterapeutyczne i relaksujące spotkanie, podczas którego uczestnicy poznają tradycyjną technikę wyplatania mandali – symbolu harmonii, równowagi i wewnętrznego porządku.

Zajęcia łączą elementy rękodzieła artystycznego, praktyki uważności oraz pracy z kolorem, sprzyjające wyciszeniu i skupieniu. Podczas warsztatów uczestnicy krok po kroku uczą się tworzenia mandali za pomocą przeplatania kolorowych włóczek na prostym stelażu, zasad doboru kolorów oraz ich symboliki. Każda osoba stworzy własną, unikatową mandalę, kierując się intuicją, nastrojem i osobistą intencją.

Uczestnictwo w zajęcia nie wymaga wcześniejszego doświadczenia. Warsztaty prowadzone są w spokojnej, wspierającej atmosferze, z naciskiem na proces twórczy, a nie perfekcję wykonania. Każdy uczestnik może liczyć na indywidualne podejście i wsparcie instruktora.

Atimaya Brzostyńska mówi o sobie:  jestem absolwentką liceum plastycznego w Koszalinie, magistrem sztuki organizacji produkcji TV, dyplomowaną arteterapeutką, certyfikowaną instruktorką Medytacji Aktywnych. Technikę wyplatania mandali metodą Ojo de Diosa poznałam 10 lat temu i od tamtej pory praktykuję ją osobiście oraz prowadzę zajęcia kreatywne skierowane do młodzieży, dorosłych i seniorów oparte na tej technice.
W swojej pracy z łączę różne formy sztuki z uważnością, formami medytacji, świadomym ruchem i oddechem, a także pracę z kolorami,  z intencją, motywem mandali oraz terapią przez sztukę, dzięki którym uczestnicy mogą wyciszyć się, zrelaksować umysł i ciało, odstresować się i poznać narzędzia, których będą mogli użyć na co dzień.

 

 

 

47 total views, 3 views today

BIAŁOGARD: KOLOROWA JAPONIA W OBIEKTYWIE JERZEGO BŁAŻYŃSKIEGO

20260519_105536IMG_938420260519_110611IMG_938620260519_113243

Foto Grzegorz Milewski

Do 22 maja w Centrum Kultury i Spotkań Europejskich w Białogardzie przy ul. 1 Maja 15, można oglądać wystawę „Japonia w obiektywie. Jerzy Błażyński”. Galeria czynna jest od poniedziałku do piątku, od godz. 8 do 16.

Autor zaprosił widzów do obejrzenia „kraju kwitnącej wiśni”, w którym znaleźć można  miejsca zatłoczone, pełne gwaru i wszelkich reklam ale można też zanurzyć się w oazie ciszy i spokoju. Całość sprawia optymistyczne wrażenie między innymi ze względu na kolorystykę fotografowanych obiektów.

Na wystawie, której wernisaż odbył się pod koniec kwietnia znalazło się 48 prac. Największy  fotogram pokazuje panoramę wielkiego miasta z drapaczami chmur, sprawiającymi wrażenie pewnego zagubienia ale zrównoważonego tłem kojącego duszę nieba i akwenu. Wszystkie prace pokazują miejsca w Japonii otulone ciepłą harmonią barw. Na podróżniczym japońskim szlaku Jerzego Błażyńskiego, znalazły się między innymi wielkie aglomeracje: Tokjo, Jokohama, Osaka, Kioto, Nara i Himeji.

Jerzy Błażyński urodził się w 1949 roku w Kołobrzegu. Fotografią interesuje się od najmłodszych lat. Od 1978 roku jest członkiem Kołobrzeskiego Towarzystwa Fotograficznego oraz Związku Polskich Fotografów Przyrody.

683319372_1615055623953707_4225639246551146440_n

Na zdj. Jerzy Błażyńśki. /Foto fb CKiSE/

Otrzymał wiele nagród i wyróżnień, między innymi w konkursach „Skandynawia” i „Woda”. Wystawy indywidualne jak „Herbertiada” i „ Angielskie migawki” pokazywał w kołobrzeskiej hali „Milenium” oraz w Bibliotece w Gniewoszowie, a w Galerii nad Wisłą w Dęblinie zaprezentował  „Na turystycznym szlaku”.

– Japonia staje się nam bliższa. Widzimy, że ludzie wszędzie są do siebie podobni – pracują, odpoczywają, wyznają swoje religie. A jednak wszędzie istnieje to co widzialne i niewidzialne. Jerzy Błażyński uchwycił swoim obiektywem także „ducha” tego kraju. Można go odnaleźć na fotografii tonącej w chmurach św. góry Fuji. – napisała Anna Szulęcka w Kulturalniku, wydawanym w sekcji dziennikarskiej Centrum Kultury i Spotkań Europejskich.

Centrum Kultury mieści się w wyremontowanym i rozbudowanym budynku dawnego Białogardzkiego Ośrodka Kultury, znajduje się w nim Kino Centrum, działają sekcje zainteresowań: teatralno-kabaretowa, wokalna, teatru lalek. Od 2009 roku prowadzona jest sekcja plastyczna, działająca w Galerii Miejskiej, w obrębie białogardzkiej starówki. W 2022 roku ruszyła filia Centrum Kultury przy ulicy Grunwaldzkiej 42 zwana Kuźnią talentów dla osób w każdym wieku.

Dyrektorem Centrum Kultury i Spotkań Europejskich w Białogardzie jest Wioleta Śmiałkowska.

Wanda Milewska

 

 

 

90 total views, 1 views today

HISTORYCZNY TARG SOLNY W KOŁOBRZEGU

IMG_9327IMG_9325IMG_9345IMG_9333IMG_9342IMG_9360IMG_9339IMG_9328IMG_9331

Przez dwa dni 16 i 17 na Placu Słowiańskim w Kołobrzegu odbywa się średniowieczny targ. To już  XXII edycja Historycznego Targu Solnego, podczas którego prezentują się miłośnicy historii oraz różnorakiego rzemiosła z dawnych czasów.Tym wydarzeniem rozpoczęły się obchody Dni Kołobrzegu.

Pasjonaci historycznych przedmiotów życia codziennego, strojów, instrumentów muzycznych, ówczesnych wartości i zasad społecznego życia opowiadali o zamierzchłych czasach, częstowali wyrobami przygotowanymi według receptur zbliżonych do oryginału.

Dzieci poznawały ówczesne zabawy sprawnościowe przy wykorzystaniu podstawowych rzemieślniczych narzędzi, panowie mogli postrzelać z łuku, przywdziać zbroje i sfotografować się w hełmie, panie podziwiały ubiory i gastronomiczne arkana. Nie mogło zabraknąć wyrobów pszczelarskich i rzeczywiście ich nie zabrakło, były różne gatunki miodów, także pitnych. Były pokazy tkactwa i koncert na dawnych instrumentach.

Monika Kuroń, wicedyrektor Szkoły Podstawowej im. Tadeusza Kościuszki w Rymaniu w rozmowie z milpress opowiedziała o początkach powstania w szkole Izby Muzealnej, która zapoczątkowana została przez nauczyciela historii, kolekcjonera dawnych przedmiotów, które początkowo były gromadzone w klasie. Potem udało się zagospodarować pomieszczenie w suterenie szkoły i tam powstała pierwsza izba. Dzięki pasji nauczyciela, dawne przedmioty zaczęli zbierać także uczniowie i wtedy powstała druga izba. W pierwszej zgromadzono najstarsze eksponaty a w drugiej znalazły się przedmioty związane z konkretnymi zawodami: kowalstwa, stolarstwa, kolejnictwa – przez Rymań przebiegała kiedyś kolej wąskotorowa, są także między innymi eksponaty z czasów PRL-u.

Historią żarna zainteresował Dariusz Pułło, prezes Stowarzyszenia Historycznego Dębosz w Rymaniu. Powiedział, że były zakazy i nakazy zwiazane z żarnami

Wiodącym tematem Targu jest średniowiecze na talerzu, czyli kuchnia z użyciem produktów typowych dla danej epoki. Wystawcy zapraszali do degustacji chleba ze smalcem, kołobrzeskich śledzików, zupy rybnej oraz kasz.

Było także stanowisko medialne. Wojciech Tułaza z Muzeum Oręża Polskiego opowiadał o świecie dawnych Słowian i o tym co jadano i pito w średniowieczu.

Organizatorami wydarzenia pod patronatem prezydenta Kołobrzegu Anny Mieczkowskiej są: Towarzystwo Przyjaciół Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu (organizator główny), Kołobrzeg 2028 Polska Stolica Kultury (współorganizator).

Foto Grzegorz Milewski

 

67 total views, 2 views today

MOTOSERCE W KOŁOBRZEGU JUŻ 18 RAZ

IMG_9289IMG_9302IMG_9304IMG_9313

Motoserce, to akcja charytatywna organizowana przez kołobrzeski Klub Motocyklowy Voyager. Na Skwerze Pionerów w Kołobrzegu prowadzono zbiórkę krwi a także zbierano pieniądze na wsparcie miejskiego hospicjum.

Podczas wydarzenia prezentowano stoiska ze sprzętem kołobrzeskiej policji i Straży Granicznej. Uczestnicy mogli obejrzeć pokaz ratownictwa drogowego przygotowany przez strażaków z OSP Dygowo. Organizatorzy zapewnili bezpłatną strefę gastronomiczną oraz wiele atrakcji dla dorosłych, dzieci  młodzieży. Osobom chętnym pielęgniarki z kołobrzeskiego szpitala udzielały konsultacji a także wykonywały pomiary poziomu cukru oraz ciśnienia.

W Krwiobusie osoby chętne oddawały krew, której w tym roku zebrano ponad 50 litrów. Natomiast na wsparcie placówki paliatywnej uczestnicy przekazali ponad 7 tysięcy złotych.

Jedną z atrakcji wydarzenia była parada motocykli, która ruszyła przed południem. W programie znalazły się również koncerty zespołów rockowych.

Organizatorzy charytatywnej akcji twierdzą, że Motoserce jest ideą, której celem jest zwrócenie uwagi na brak cennego daru jakim jest krew w polskich szpitalach oraz propagowanie idei krwiodawstwa. Na dzisiejszą akcję dla krwiodawców przewidziano  nagrodę, którą jest Skuter Junak.

Akcję Motoserce oficjalnie otworzyła prezydent Kołobrzegu Anna Mieczkowska.

Foto Grzegorz Milewski

50 total views, 4 views today

ALEJA GWIAZD GORZOWSKIEJ KULTURY

Wozniakwoz

ALEJĘ GWIAZD GORZOWSKIEJ KULTURY, już pora ożywić!

Jakże często zadziwia nas upływ czasu, tym szybszy im jesteśmy starsi, doświadczyłem tego wrażenia przed chwilą kiedy natrafiłem na artykuł na łamach Echo Gorzowa pt. „Czy komuś nie podoba się Gorzowska Aleja Gwiazd?” A było to 17 kwietnia 2025 roku – w reakcji na zignorowaną przez Ratusz inicjatywę wznowienia tradycji Alei Gwiazd popartą przez 58 osób – twórców i animatorów gorzowskiej kultury, 4 października 2024 roku w foyer Filharmonii Gorzowskiej przy okazji inauguracji roku.

„Ponad ćwierć wieku temu powstała spójna koncepcja wspierania rozwoju, promowania i honorowania gorzowskich twórców kultury. Kontynuowane są dwie z trzech ówczesnych idei. Pierwsza – stypendia edukacyjne, naukowe i artystyczne Prezydenta Miasta, których celem było i jest materialne i mentalne wspieranie rozwoju młodych talentów artystycznych. Druga – Nagroda Kulturalna Prezydenta Miasta, która promuje oraz wspiera kariery artystyczne wybijających się twórców oraz animatorów kultury. Niestety, trzecia idea –  upamiętniania najwybitniejszych gorzowskich artystów, została zarzucona. Oczywistym jest, że budowanie tożsamości wspólnoty gorzowskiej oraz pozytywnego wizerunku miasta, potrzebuje nowych projektów i kampanii marketingowych. Jednak wymaga jednocześnie pielęgnacji i synchronizacji wielu wątków wcześniej zaistniałych. Powinniśmy troszczyć się o to, by nie powstały „dziury” w splocie  misternej tkaniny, jaką jest tworzenie marki miejsca dla nas i przyszłych pokoleń gorzowian. Tworzenie się Genius loci naszego miasta – miejsca tak nowego etnicznie i kulturowo wymaga cierpliwej i starannej kontynuacji ważnych idei zakorzeniających naszą społeczność w jej najlepszym dziedzictwie artystycznym i intelektualnym” – tak pisali do Jacka Wójcickiego, Prezydenta Gorzowa autorzy listu – Ewa Hornik, Monika Kowalska i niżej podpisany.

Przypomnijmy zatem – 17 lipca 1997 roku, uroczyście, z udziałem prezydenta miasta, w bruku Starego Rynku zostały osadzone trzy spiżowe tablice upamiętniające wybitnych gorzowskich twórców kultury; Wiesława Strebejko, Jana Korcza i Andrzeja Gordona, którzy odeszli pozostawiając po sobie dorobek artystyczny tworzący pejzaż kulturowy Gorzowa i regionu, a nawet kraju. Każdy z nich, to wielki talent i wybitna osobowość artystyczna. Jan Korcz – pionier i senior gorzowskiego środowiska artystycznego, zwany gorzowskim postimpresjonistą – założyciel „Akademii pana Jana”, która stała się kuźnią gorzowskich, wybitnych malarzy i ludzi kultury. Wiesław Strebejko – wybitny plakacista, autor około 250 plakatów wystawianych przez wiele lat na Międzynarodowym Biennale Plakatu w Warszawie,  plakatów, które znalazły swe miejsce nawet w Muzeum Plakatu w Warszawie. Akty i przesycone erotyzmem, nierzadko wielkoformatowe olejne obrazy i pastele, którymi wówczas szokował Andrzej Gordon, są i dzisiaj wyjątkowe i poszukiwane przez koneserów malarstwa. Obaj tworzyli dzieła wybitne, a przy tym też niezapomniany i do dzisiaj owiany legendą klimat gorzowskiej bohemy artystycznej… Tablice, autorstwa rzeźbiarza Andrzeja Moskaluka, w subtelny sposób wyrażają istotę artystycznego emploi swych bohaterów i same w sobie są też dziełami sztuki. Odsłonięcie pierwszych tablic było wielkim wydarzeniem i zgromadziło liczne rzesze ludzi kultury, którzy w atmosferze zadumy, przeszli do klubu Lamus, gdzie w długi wieczór w radosnym nastroju wspominali wielkich nieobecnych i ich dorobek artystyczny. Tak jak wtedy, tak i dzisiaj myślę, że nie było na początek, od tej trójki godniejszych… A już dwa miesiące później, 14 sierpnia, w artystycznej oprawie, prezydent Gorzowa wraz z muzykiem Edwardem Dębickim odsłonili tablicę dedykowaną Papuszy, wybitnej poetce cygańskiej. Było to niezwykłe wydarzenie kulturalne, mające charakter widowiska kultury romskiej – uczestnicy zajechali na Stary Rynek konnymi powozami w pełnej krasie. Spontaniczne widowisko zaprezentowali – w romskich strojach z muzyką, śpiewem i tańcem – artyści z gorzowskiego Teatru TERNO i inni,  którzy zjechali się do Gorzowa na rozpoczynający się kolejny festiwal kultury romskiej „Romane Dyvesa”.

W następnych latach pojawiały się kolejne tablice poświęcone zasłużonym artystom. W sumie jest ich 12 i tworzą Aleję Gwiazd – oryginalne gorzowskie zjawisko kulturowe, które stało się jednym z bardziej rozpoznawalnych i istotnych symboli gorzowskiej kultury. To symbol prestiżowy dla twórców, ale i ważny dla mieszkańców. Zauważany i doceniany przez osoby odwiedzające Gorzów.

Wystąpienie o reaktywację Alei zostało zignorowane, a sygnatariusze dopytując o reakcję prezydenta miasta, dowiedzieli się w wydziale kultury UM, że ich list został zakwalifikowany jako …anonim, bo autorzy nie podali swoich adresów. Komizm takiej reakcji Ratusza tkwi w tym, że adresy sygnatariuszy są w posiadaniu owego wydziału kultury, który wysyła regularnie do podpisanych zaproszenia na miejskie eventy. W tej sytuacji, po kilkukrotnych przypomnieniach przez adres e-mail, a następnie przez profil zaufany, niżej podpisany, uzupełniwszy swój adres korespondencyjny, ponownie złożył całość w magistrackiej kancelarii w dniu 25 lutego ubiegłego roku. Nie dano Ratuszowi zapomnieć o nie załatwionej sprawie, wielokrotnie przypominając ów wniosek w social mediach.

Publikacje medialne i silna społeczna presja, ostatecznie okazały się skuteczne. W marcu ubiegłego roku  – „odpowiadając na Pana wniosek z 31 stycznia 2025 r. dotyczący wznowienia tzw. Gorzowskiej Alei Gwiazd uprzejmie informuję, że został on rozpatrzony pozytywnie. Środki na ten cel zostaną zaplanowane w budżecie Miasta na rok 2026.”  – odpisała do mnie z-ca prezydenta Miasta, Izabela Piotrowicz.

Warto o tym pamiętać, ten przykład pokazuje bowiem, że zjednoczeni obywatele jednak mogą wpływać na decyzje władz!

Dzisiaj, wierząc, że pani prezydent nie rzucała słów na wiatr, zwracam się z pytaniem o wielkość tych zaplanowanych środków oraz plan wznowienia i kontynuowania Alei Gwiazd. A jednocześnie pragnę zgłosić do upamiętnienia osobę wybitnego literata, animatora i organizatora kultury oraz nauczyciela młodych adeptów literatury – śp. Ireneusza Krzysztofa Szmidta, którego piąta rocznica odejścia miała miejsce 4 maja br. Ten wybitny gorzowski twórca, zanim wiedziony głosem serca, trafił w początku lat 90-tych do Gorzowa, wcześniej od swych młodych lat żył i tworzył w Szczecinie, kładąc tam właśnie, wielkie zasługi dla rozwoju szczecińskiej kultury.

Ireneusz Krzysztof Szmidt – którego bogaty dorobek artystyczny w obszernym biogramie opisał A. Androchowicz w  Encyklopedii Pomorza Zachodniego, a którego pamięć szczeciniacy uczczą posadzeniem pamiątkowego dębu w październiku tego roku – jak nikt inny zasługuje na upamiętniające w panteonie gorzowskiej kultury – w Alei Gwiazd Gorzowskiej Kultury.

 

Gorzów, maj 2026 r.                                                  Henryk Maciej Woźniak

Foto archiwum HMW

99 total views, 2 views today

POCZĄTKI OŚWIATY I JEJ NIETUZINKOWI TWÓRCY W POWOJENNYM ZRÓŻNICOWANYM WIELORAKO GORZOWIE

IMG_2087IMG_2102

Weronika Kurjanowicz we wcześniejszym tekście wspominała jak obce miasto stawało się przystanią życiową dla ofiar II wojny światowej http://wandamilewska.pl/?p=30989. Tekst aktualny dotyczy zarówno instytucji jak i ludzi, którzy je tworzyli.

Ciągle nie do końca rozpoznane pozostaje pytanie, jakie mechanizmy działały wtedy, kiedy powstawało nasze gorzowskie społeczeństwo. Wydawało się, że tzw. „Ziemie Odzyskane” zostały nam przyznane za utracone Kresy Wschodnie. Taki pogląd głosiły powojenne władze polskie. Z bliższych dociekań jednak wynika, że w 1945 roku najwięcej ludności tu napłynęło z poznańskiego i centralnej Polski. Bardzo wcześnie docierali też (niekiedy na krótko) ci, którzy wracali z przymusowych robót w Niemczech oraz z różnych obozów. Powszechnie znana jest wędrówka kobiet z obozu z Ravensbrück. Okazało się, że i w Landsbergu byli przymusowo zatrudnieni robotnicy z Polski. Tak więc byli tu przybysze z różnych kręgów i miejscowości, co widoczne jest chociażby z przeglądu pierwszych nauczycieli.

Pozostaje zatem żywotne pytanie jak ci ludzie zżyli się na tyle, że powstała jednolita społeczność, jakimi motywami się kierowali, czy ktoś świadomie sterował tymi procesami. Otóż z własnych doświadczeń mogę powiedzieć, że przeciwników ówczesnego ustroju było najwięcej, ale byli to ludzie na ogół zastraszeni doświadczeniami ze wschodu i swoich poglądów nie ujawniali. Po prostu bali się innych, a szczególnie powrotu Niemców, stąd takie opinie, że Niemcy zatruwali studnie, a nawet zapasy w spiżarniach np. weki. Takie obawy trwały stosunkowo długo.

Duże zasługi w łagodzeniu różnic i łączeniu ludzi wiązać można z działalnością kościoła katolickiego, który potrafił skupić wokół obyczajów religijnych większą część mieszkańców. Wielkie znaczenie miała sprawnie zorganizowana oświata: szkoły na różnym poziomie nauczania oraz sami nauczyciele, którzy tutaj wrócili do zawodu. Można wymienić wiele nazwisk ofiarnych pedagogów zaangażowanych w swoją pracę oraz w działalność społeczną w środowisku.

Najwięcej moich wspomnień wiąże się z tzw. „Kursami Maturalnymi”. Wówczas było to bardzo dobre rozwiązanie. Nauka odbywała się na trzech poziomach: kursy I i II stopnia realizowały program gimnazjum, kończyły się tzw. „małą maturą”; kurs III stopnia obejmował program dwu klas licealnych i zamykał edukację egzaminem dojrzałości. Jak wielkie było zainteresowanie tą formą kształcenia zaświadczyć mogą następujące liczby: pierwsza matura na kursach i w liceum młodzieżowym odbyła się już w roku 1946; świadectwa dojrzałości otrzymało 56 osób, lecz z klasy młodzieżowej tylko 12. Pozostali to „kursanci”, a spośród nich wielu ukończyło studia i powróciło do Gorzowa. Podobnie było w roku następnym: 77 absolwentów, w tym 58 „kursantów” (warto dodać, że 12 z tej grupy to uczniowie Niższego Seminarium Duchownego w Gorzowie Wlkp., zdający tu niektóre przedmioty).

Tam właśnie na „Kursach Maturalnych” miałam pole obserwacji, ponieważ byłam uczestniczką zdarzeń. W gronie nauczycielskim skupiły się osoby, które miały pewne doświadczenie zawodowe, praktykę, ale też i niepospolite osobowości, co ujawniło się formalnie dopiero po wielu latach.

Kursy maturalne organizowały się równolegle z zapisami do klas młodzieżowych; przez pierwsze dwa lata był to właściwie jeden organizm. Nauczycielami na Kursach w większości byli pedagodzy zatrudnieni w „szkole rannej”, wyłącznie kursowymi byli: Czesława Malewska oraz Bolesław Kudelka. Pierwsza – o przezwisku Puella – to dama w wieku podeszłym, ale pełna energii i zapału, drobna, ruchliwa i nieco egzaltowana, położyła duże zasługi w organizowaniu szkolnictwa średniego w Gorzowie (odnotowywana w wielu wspomnieniach). Wkrótce niepostrzeżenie znikła z życia publicznego.

Bolesław Kudelka pojawił się w roku 1946 i dowiedzieliśmy się, że to nasz „kursowy” dyrektor. Zresztą później kierował Liceum Ogólnokształcącym dla Pracujących. Miał wówczas 62 lata. Postać charakterystyczna – wysoki, szczupły, wyprostowany, zawsze starannie ogolony i ubrany, bez śladów, które wyryła wojna na ludziach, niezależnie od ich statusu społecznego i zawodu. Człowiek zrównoważony i powściągliwy, budził szacunek otoczenia. Później można było się dowiedzieć, że miał interesujący życiorys. Urodził się pod Kijowem. Ojciec jego był poddanym austro-węgierskim, nosił czeskie nazwisko. Studiował we Lwowie prawo, ale w czasie I wojny światowej jako obcokrajowiec wysiedlony do Saratowa. Po powrocie do Polski mieszkał w Szamotułach; okresowo był wizytatorem szkół na Polesiu, potem dyrektorem prywatnego liceum w Poznaniu. W czasie okupacji organizował tajne nauczanie na Lubelszczyźnie. Do Gorzowa przybył z żoną Antoniną. Również nauczycielką, absolwentką germanistyki na uniwersytecie lwowskim. Legenda głosi że w młodości była Miss Lwowa. Istotnie, długo widoczne było, że to piękna kobieta.

Innym wyrazistym przykładem był profesor Antoni Możdżer, który objął historię i naukę łaciny. Wtedy wydawało się nam, że był obdarzony cechami znanymi przede wszystkim z literatury, czyli rozlicznymi dziwactwami, i tak na przykład w zapale nauczania burzył swoją czuprynę różnymi sposobami, także pod koniec lekcji wyglądał niezwykle. A my uczniowie korzystając z jakiejś okazji, jako prezent podarowaliśmy mu pięknie opakowany, gęsty grzebień. Ów nauczyciel to dziadek dzisiejszego wielkiego pianisty Leszka Możdżera. Zestawiając niezwykle starannie utrzymaną fryzurę artysty Leszka, mimo woli przypominam sobie tenże grzebień podarowany profesorowi Możdżerowi.

Niezapomniane pozostało zdarzenie z 1947 roku, które włączyło się w przebieg ustnych matur. Przy którejś grupie do oczekujących wyszedł profesor Możdżer, żeby oświadczyć, że odpytywanie zostaje zawieszone, a nas abiturientów prosi o poszukiwanie swojego niesfornego dziecka, które opuściło samowolnie dom i wyruszyło w wędrówkę po mieście. Dla identyfikacji podał takie szczegóły: pięciolatek, na pewno umorusany, na pewno bosy i bez spodenek. Ciekawe, czy w rodzinie żyje pamięć tego odległego zdarzenia. (Także: http://wandamilewska.pl/?p=23860 )

Niezwykłą i długo pozostającą w pamięci postacią był również polonista Zbigniew Cierkoński – wielki miłośnik epoki romantyzmu. Wyróżniał się szczególnie na tle szarzyzny czasów swoim ubiorem. Przybył ze zrujnowanej Warszawy. Na każdym oficjalnym wystąpieniu, również na lekcjach, pojawiał się w nienagannym garniturze z charakterystyczną chusteczką w lewej kieszonce. Po każdorazowym użyciu kredy wycierał ręce również w czystą białą chusteczką wydobytą z innej kieszeni. Występował publicznie często, przy różnych okazjach, akademiach. Mówił porywająco i odważnie. Zapamiętałam jego słowa, że Polskość i katolicyzm są tak związane, że trzeba by je rozdzielać ciosem siekiery, ale wtedy byłaby krew na jej ostrzu. Pamiętne stało się zadane przez niego wypracowanie na temat: „Patriotyzm, nacjonalizm, szowinizm”, poruszył i poróżnił on wielu słuchaczy tak dalece, że spory objęły nawet Radę Pedagogiczną i trwały dosyć długo.

Nasze obserwacje prowadzących nauczanie i wychowanie dostarczały wiele doświadczeń i przemyśleń, nawet natury ideowej. Bowiem był to czas kształtowania się ogólnej polityki państwa i zasad politycznych obywateli. Był to czas, w którym można było wypowiadać wyraziście swoje poglądy, ale równocześnie było wielu donosicieli i strażników wierności partyjnej.

Drugim zjawiskiem społecznym było poznawanie ludzi po traumatycznych przeżyciach wojennych. Nie brakowało takowych wśród naszych nauczycieli, dopiero po upływie wielu lat na przykład dowiedzieliśmy się, że profesor Badecki znalazł się u nas po uwolnieniu z ciężkiego obozu koncentracyjnego, a profesor Jan Lisowski okazał się „Sprawiedliwym wśród Narodów Świata”. Ogólnie wspominam swoich nauczycieli ze szkoły średniej jako ludzi oddanych bardzo pracy i traktujących swój zawód jako rodzaj posłannictwa.

Działalność społeczną nauczycieli poza szkolną widzieliśmy również we współpracy z teatrem. Budynek ocalał i jego wnętrze pozostało nietknięte. Dla przykładu wielkie poruszenie w Gorzowie wywołało widowisko (żywy obraz) wg dramatu Władysława Ludwika Anczyca „Kościuszko pod Racławicami”. Tak około 1946 roku zaczynał swoją pracę miejscowy teatr, a mieszkańcy chodzili wielokrotnie żeby to zobaczyć. My uczniowie, chodziliśmy na to przedstawienie tak często jak się dało żeby zobaczyć na scenie swoich nauczycieli, przebranych za historyczne postacie i obdarzyć ich oklaskami i kwiatami własnoręczne zebranymi w ogródkach i na polach. Do dziś pamiętam ucharakteryzowanych, poprzebieranych, odtwarzających poszczególne sceny swoich nauczycieli na scenie: profesora Zbigniewa Cierkońskiego, Jana Boguckiego, Jana Lisowskiego, Antoniego Możdżera, Felicję Korsak.

Niemały wkład w życie miasta miała również znana dziennikarka Natalia Bukowiecka (szczegółowe przedstawienie tej postaci w przygotowaniu). Pracowała ona dla Głosu Wielkopolskiego, który prowadził stałą część poświęconą Gorzowowi. W tej publicystyce można znaleźć takie informacje jak kupno-sprzedaż, wolne miejsca pracy, reklama rzemieślników itp.; także informacje o losach osób zagubionych w różnych sytuacjach wojennych.

Dziś trudno sobie wyobrazić sytuację, kiedy istnieją szkoły i różne instytucje kultury a nie ma biblioteki. Otóż powstanie tejże w Gorzowie ma interesujący początek. Nauczycielka z Grodna – Helena Kuźmicka przybyła do naszego miasta już jako osoba wykształcona i mająca doświadczenia pracy w szkole i w domach założonych przez Janusza Korczaka. Owa pani przywiozła w swoim bagażu ponad 1000 książek i utworzyła z nich przy ul. Pocztowej prywatną bibliotekę (wypożyczała je za niewielką kaucją). Były to książki staranne wybrane opowiadające o najważniejszych przeżyciach narodowych. Zainteresowały one wiele uczących się osób i były w ciągłym obiegu. Ale równocześnie zainteresowały również Urząd Bezpieczeństwa i wywoływały częste rewizje i zakazy wypożyczania. Ta pierwsza biblioteka, ze względu na stanowisko UB długo nie pożyła: częściowo została zarekwirowana, a ostatecznie wykupiła ją któraś z instytucji związana z Lasami Państwowymi.

Miasto w nowych warunkach stopniowo przybierało normalne oblicze. Mieszkańcy przyzwyczajali się, że jest to ich nowy dom i w ten sposób powstawała wspólnota.

Weronika Kurjanowicz

Wspomnienia spisała Helena Tobiasz

Zdjęcia z archiwum Weroniki Kurjanowicz

 

118 total views, 3 views today