ALEKSANDRA MODZELAN O PRACY ORGANISTKI

fptbty

fptbty

Z organistką Aleksandrą Modzelan rozmawia Wanda Milewska

WM: Pracowała pani m.in w telewizji i w teatrze. Jak to się stało, że została pani organistką, to  przypadek czy realizacja marzeń?

Aleksandra Modzelan: Zdecydowanie realizacja marzeń, które pojawiły się nieśmiało zaledwie rok temu. Wcześniej moją drogę zawodową kształtowało wykształcenie. Miałam  19 lat, gdy  rozpoczęłam pracę jako reporterka w gorzowskiej Telewizji Tele Top.  Jej szef, Romuald Liszka, nauczył mnie od podstaw dziennikarskiego rzemiosła.  Dzięki niemu po trzech latach przeszłam do  Telewizji Polskiej. Zajmowałam się m.in. tematyką kulturalną i stąd znajomość z dyrektorem Teatru im. Juliusza Osterwy Janem Tomaszewiczem, dla którego pracowałam potem w Dziale Promocji i Obsługi Widzów. Do czasu, kiedy zdecydowałam się na pracę wyłącznie w parafii pw NMP Królowej Polski przy ul. Żeromskiego w Gorzowie Wlkp. Nie udało mi się pogodzić obowiązków, które musiałam wykonywać w kościele z tymi, które realizowałam w teatrze, choć przez 3 miesiące próbowałam pracować w obu tych miejscach.

WM: Jaką zdobyła pani edukację?

AM: Moje wykształcenie muzyczne jest skromne – skończyłam klasę fortepianu Szkoły Muzycznej I i II stopnia w Zgorzelcu. Muzyka zawsze była jednak moją pasją i przewijała się przez całe życie. Poza tym studiowałam pedagogikę opiekuńczo – wychowawczą w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Gorzowie Wlkp. Jestem również magistrem dziennikarstwa – ukończyłam  Dziennikarstwo i Nauki Polityczne na Uniwersytecie Warszawskim.

WM: Jest pani organistką od stycznia tego roku czy to jest pani pierwsza praca w kościele?

AM: Praca tak, ale kontakt z kościołem mam odkąd pamiętam. Miałam 5 lat, kiedy dzięki Rodzicom i Dziadkom zaczęłam muzyczną przygodę w scholce dziecięcej w konkatedrze św. Aleksandra w Suwałkach. Moja Babcia do tej pory z rozrzewnieniem wspomina, jak jej 6-letnia Oleńka śpiewała psalmy z ambonki, choć ledwo ją było zza tej ambonki widać. Potem były kolejne schole, wspólnoty, a także wyjazdy na oazy – wyjeżdżałam zarówno jako uczestniczka, ale też jako posługująca . Na jednej z takich oaz nauczyłam się grać na gitarze i dzięki temu byłam potem animatorką muzyczną. Raz zdarzyło się, że ksiądz moderator poprosił mnie o zostanie na dodatkowym turnusie jako pomoc kuchenna. Nigdy wcześniej nie naobierałam takiej ilości ziemniaków :).

WM: Gdzie zdobywała pani umiejętności gry na organach i wokalu? Gdy pierwszy raz posłyszałam, to pomyślałam: anielski śpiew.

AM: Za organami usiadłam po raz pierwszy rok temu w parafii pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego przy ul. Czereśniowej w Gorzowie Wlkp. Mój starszy syn przygotowywał się wówczas do przyjęcia sakramentu Pierwszej Komunii Świętej. Zaśpiewałam psalm podczas jednej z Mszy św. i za namową organisty Wojciecha Kuchnowskiego, który stwierdził, że mogłabym w krótkim czasie nauczyć się wszystkiego, aby zdobyć zawód organistki – podjęłam ten krok. Śpiewu natomiast nie uczyłam się nigdzie. Śpiewam  tak,  jak potrafię.

WM: Czy pani zdolności muzyczne są kontynuacją rodzinną?

AM: Tak. Moja Mama gra na fortepianie. Kiedy byłam małą dziewczynką, pracowała jako akompaniatorka w Młodzieżowym Domu Kultury i bardzo często zabierała mnie ze sobą. Dźwięki fortepianu płynęły po mieszkaniu każdego dnia. Tata natomiast gra na gitarze i jest prawdziwym melomanem.  Ma niezliczoną ilość płyt i mogę o nim powiedzieć, że delektuje się muzyką. To on ukształtował moje muzyczne gusta. Rodzice są nauczycielami, także katechetami, i zawsze wykorzystywali muzykę także podczas prowadzonych przez siebie zajęć.

WM: Czy bazuje pani na znanych pieśnach czy wprowadza pani nowe utwory?

AM: Jedno i drugie. Wiem, że tradycyjne pieśni to podstawa, ale czasem nie mogę sobie odmówić  przyjemności zaśpiewania – np. podczas uwielbienia – utworu, który jest mniej znany, a uważam, że chwyta za serce i warto go zaśpiewać.

WM: Wierni chyba wolą śpiewać znane pieśni?

AM: Tak się przecież potocznie mówi, że lubimy te utwory, które już znamy. Wierni szybko się jednak uczą i sama widzę – a może bardziej słyszę – że wystarczy kilkukrotne wyświetlenie jakiejś pieśni na slajdach, aby ludzie się jej nauczyli i polubili.

WM: Czy organista czuje kontakt z wiernymi,  czy jest bardziej skupiony na współpracy z kapłanem?

AM: To są dwa zupełnie różne elementy współpracy. Z księżmi mój kontakt jest stały i konieczny, bardziej konieczny dla mnie niż dla nich – w każdej parafii są bowiem inne tradycje i zwyczaje, a ja pracuję  od stycznia i muszę się ich wszystkich nauczyć. Dla przykładu, jako że w naszej świątyni mieści się Sanktuarium świętej Weroniki Giuliani, w każdy trzeci piątek miesiąca wieczorna Msza Święta odprawiana jest za wstawiennictwem tejże świętej. Kapłan na koniec Mszy św. błogosławi wiernych jej relikwiami, a ja śpiewam z ludem pieśń do św. Weroniki, po której następuje nabożeństwo Gorzkich Żali. Takiej Mszy św. nie odprawia się w innych parafiach, to jest specyfika naszej parafialnej wspólnoty. I takich niepowtarzalnych, przypisanych do danej parafii szczegółów, jest wiele.  Wiadomo, że takie elementy jak liturgia nie zmieniają się, są stałe, ale jest wiele innych punktów, o których muszę z księżmi rozmawiać, najczęściej oczywiście z moim przełożonym, proboszczem ks. Grzegorzem Polowczykiem.

Z wiernymi natomiast mój kontakt jest rzadszy, chociażby dlatego, że dzieli mnie od nich           odległość jednego piętra.  Siedzę na chórze sama, zamknięta na klucz. Zamykam się, odkąd o mały włos nie spadłam z ławki, kiedy zza moich pleców wyłonił się mężczyzna z dzieckiem na ręku. Pan chciał pewnie pokazać synkowi, jak wygląda chór, ale troszkę mnie wtedy wystraszył :).  Ja od początku czuję od wiernych bardzo dużą sympatię. Często ktoś mnie zatrzymuje, kiedy schodzę z chóru, dziękuje za grę i śpiewanie. Niedawno przyszedł pan i powiedział, że przychodzi teraz w niedziele na dwie Msze św. – na godzinę 7.30, ponieważ całe życie o tej porze przychodził i jest do tego przyzwyczajony, a potem  jeszcze na 18.30, jakpowiedział – „żeby znów panią posłuchać”. To bardzo miłe.

WM: Pięknie zabrzmiała oprawa liturgiczna w czasie Triduum Paschalnego, kogo miała pani do współpracy? Czy były to wielogodzinne próby?

AM: Dziękuję, cieszę się, że się pani podobało. Słyszała pani kilka głosów i instrumentów, ponieważ oprawę muzyczną Triduum Paschalnego tradycyjnie przygotowywała parafialna schola, którą kieruje pani Agnieszka Woźna.  Z tego, co wiem, próby mają często, a chętnych do śpiewania ciągle przybywa. I – co najważniejsze, a  wcale nie oczywiste – ich muzyka jest kojąca, a głosy czyściutkie. Sama przyjemność słuchania. Wracając do oprawy Triduum Paschalnego, nie mieliśmy wspólnych prób, zespół ćwiczył osobno i ja również przygotowałam się sama.

WM: Czy należała pani do wspólnot religijnych?

AM: Tak, jak wspomniałam już wcześniej, należałam do Oazy Dzieci Bożych.  W dorosłym już życiu działałam muzycznie we wspólnocie Odnowy w Duchu Świętym „Effatha” przy tzw. Białym Kościółku w Gorzowie Wlkp. oraz we wspólnocie „Kanaan” przy gorzowskiej Katedrze, którą opiekował się Ksiądz Waldemar Grzyb.

WM: Czy to jest pani podstawowe zajęcie czy jeszcze gdzieś pani pracuje?

AM: W parafii pw. NMP Królowej Polski pracuję na cały etat. W tygodniu do moich obowiązków należy oprawa muzyczna na Mszy św. o godzinie 8.00 oraz 18.30. Najbardziej pracowitym dniem jest oczywiście niedziela. Wówczas zaczynam dzień Mszą św. o godzinie 7.30, a kończę Mszą św. o godzinie 20.00. Do tego dochodzą różne nabożeństwa, w zależności od dnia czy też miesiąca – nabożeństwa pierwszo-piątkowe, Gorzkie Żale, litanie, godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny,  itp. itd. Praca w kościele jest moim głównym, ale nie jedynym zajęciem. Od 11-tu lat mam działalność gospodarczą – prowadzę zajęcia szachowe. Jest to praca dodatkowa z dziećmi w Klubie Szachowym Stilon oraz w kliku gorzowskich i podgorzowskich placówkach oświatowych. Na każde zajęcia zabieram ze sobą gitarę – i jako przerywnik – śpiewam z dziećmi wymyślone przeze mnie szachowe piosenki.

WM: Bycie organistką daje radość, spokój, poczucie misji? Co jeszcze?

AM: Wszystko to, co Pani mówi – tak. Ale dla mnie samej mój zawód daje przede wszystkim poczucie spełnienia. Świadomość, że znajduję się w odpowiednim miejscu i naprawdę robię to, co lubię. Przygotowywanie się do mojej pracy sprawia mi radość i – choć to może dziwne – lubię wstawać codziennie o 6 rano, żeby móc pojechać na poranną Mszę Świętą J. Myślę, że nie każdy może to samo powiedzieć o swojej pracy, jestem więc chyba w tej sferze życia szczęściarą.

WM: Jaka jest jeszcze rola organistki w kościele?

AM: Związek muzyki i śpiewu z liturgią był zawsze istotny i takim pozostanie do końca. Szczególne miejsce w tej relacji przypada więc organiście. Moim zadaniem jest przede wszystkim aranżacja oraz wykonanie oprawy muzycznej podczas wszelkich liturgii kościelnych. Nadaję także oprawę muzyczną obrzędom liturgii uroczystej, np. specjalnym Mszom św. takim jak „pasterka”, rezurekcje wielkanocne  itp. Muszę także wykazywać się znajomością muzyki klasycznej, wykorzystywanej podczas uroczystości okolicznościowych, takich jak śluby i pogrzeby.

Często  organista zajmuje się formowaniem, szkoleniem i prowadzeniem chóru kościelnego. W    mniejszych ośrodkach, szczególnie na wsiach, funkcja organisty obejmuje dodatkowo nadzór nad sprawami organizacyjnymi parafii., np. przygotowanie i rozprowadzanie opłatków bożonarodzeniowych. Przede wszystkim jednak rola organisty to wykonanie oprawy muzycznej liturgii,  w czynnej współpracy z wiernymi.

WM: Jaką pani lubi muzykę, kompozytora?

AM: Nie ograniczam się muzycznie. Moje zainteresowania sięgają od Michaela Jacksona po Jana Sebastiana Bacha J.  Słucham, w zależności od nastroju: Procol Harum, King Crimsson, Pink Floydów, Muse, Chrisa Rea, Michaela Buble, Uriah Heep, Queen, Joe Bonamassę. Z polskich wykonawców lubię Grzegorza Turnaua, Anię Dąbrowską, Ralpha Kamińskiego, Macieja Maleńczuka, Tadeusza Nalepę i naprawdę całe mnóstwo innych wykonawców….  A kiedy spotykam się wieczoramw przyjaciółką, słuchamy i śpiewamy na cały głos piosenki Alibabek, Anny Jantar, Ewy Jarockiej czy Czesława Niemena.

    Jeśli chodzi o muzykę klasyczną to odpływam przy wspomnianym wyżej Bachu. Kiedy włączam   jego „Pasję według Świętego Mateusza”  to nie potrafię przy tej muzyce sprzątać czy nawet czytać – słucham tego dzieła bardzo głośno i za każdym razem przechodzą mnie ciarki, przeżywam każdy dźwięk. Takie moje osobiste katharsis.

WM: Czy grała pani na ślubach, Mszach pogrzebowych?

AM: Tak, to również wchodzi w zakres obowiązków organisty. Śluby, komunie, a także msze pogrzebowe są elementami mojej pracy. W okresie pandemii ślubów niestety jak na lekarstwo, często natomiast przychodzi mi pracować na cmentarzu….

WM: Czy śpiewa pani w domu pieśni religijne?

AM: Śpiewam w domu codziennie. Sama dla siebie chcę poszerzać zakres pieśni, które mogę potem wykorzystać w kościele. W mojej sypialni stoi instrument, który jest non stop włączony i często siadam do niego nawet w nocy, kiedy nie mogę spać. Z moimi synami natomiast śpiewam akompaniując im na gitarze. Bardzo to lubią.

WM: Czy ma pani możliwość rodzinnego spędzenia czasu w niedzielę?

AM: Owszem, pracuję w  niedziele, ale to nie znaczy, że nie ma mnie cały dzień. Śniadanie i drugie śniadanie jem z księżmi na plebanii (Pani Emilka wspaniale dba o podniebienia J), ale na obiad zawsze przyjeżdżam do domu. To jest kilka godzin przerwy na spędzenie czasu z dziećmi. Mam za to więcej czasu w tygodniu, pomiędzy porannymi  a wieczornymi mszami. Spokojnie mogę ugotować obiad, posprzątać w domu, i starcza jeszcze chwila na przyjemności. Tak, jak każdy etatowy pracownik, mam do wykorzystania urlop, z którego  skorzystam w lipcu. Jestem mamą dwóch synów, 10-letniego Wojtka i 6-letniego Antosia. Przystosowali się do mojej nowej pracy bez problemów. Kiedy ja wychodzę, opiekuje się nimi Tata albo niania. Bardzo żałuję, że moi Rodzice mieszkają tak daleko i chłopcy nie mogą podczas mojej nieobecności spędzać z nimi czasu, ale cóż zrobić…. Niech będą wdzięczni wszyscy ci, którzy mogą liczyć na wsparcie Babci i Dziadka, wiem co mówię J.

Wielu osobom wydaje się, że bycie organistą jest ogromnym wyrzeczeniem ze względu na dyspozycyjność czasową. Zajęty każdy wieczór, niedziele i święta. A tak naprawdę chodzi tu o umiejętność poukładania sobie pewnych rzeczy w głowie. Tak, jak zresztą w każdej innej kwestii. Wszystko jest proste od momentu, w którym zrozumiesz, że życie to Twój wybór i Twoja kompozycja.

Aleksandra Modzelan ukończyła Szkołę Muzyczną I i II st. w Zgorzelcu.. Studiowała  pedagogikę opiekuńczo – wychowawczą w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Gorzowie Wlkp. Jest absolwentką wydz. Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

 

 

 

 

 

 

 

 

413 total views, 2 views today

[0]
0.00 zł Zobacz

Formularz zamówienia

NazwaCena
Anuluj
Better Pay - System sprzedaży dla WordPress!

Komentowanie zamknięte.