TANECZNE MISTRZOSTWA OKRĘGU LUBUSKIEGO

TurniejTRU

Relacja Marzanny Leszczyńskiej 

Taneczne Mistrzostwa Okręgu Lubuskiego PTT dla seniorów, odbyły się 22 kwietnia 2018 r. w Świdnicy koło Zielonej Góry.

Chociaż nie był to nasz pierwszy udział w tego typu turnieju, to wyjątkowa trema ogarnęła mnie tego dnia. Fakt, że zmieniono reguły i zamiast 10. tańców jak dotychczas, tym razem obowiązywało wykonanie 8. tańców, podziałał na mnie przygnębiająco. Niestety, odpadły moje ulubione: fokstrot i paso double. Organizatorzy chcieli pewnie w ten sposób zachęcić większą ilość par do wzięcia udziału w konkursie, ale  nie wiele ten „ukłon” w ich stronę dał, bo tylko dwie pary w ten sposób zwabiono. Być może każda para jest na wagę złota. Nie tylko ja byłam rozczarowana, bo po turnieju jak zwykle udajemy się całą „paką” na zasłużoną kolację po takim stresie i wysiłku i wtedy przy stole snujemy spokojnie pogawędki o tym co się wydarzyło  przed chwilą. Wszyscy zgodnie przyznaliśmy, że Mistrzostwa powinny być w 10. tańcach, bo to przecież jest walka o tytuł Mistrza, a jak Mistrz może nie znać „lisiego kroku”  czyli foxtrota? Toż to właśnie świadczy o kunszcie tancerza, bo to najtrudniejszy z wszystkich standardowych. A ogniste paso double? Piękny, żywiołowy hiszpański taniec. Poza tym masz namiastkę, że tańczysz flamenco. No nic nie jest łatwe, ale da się opanować lepiej lub gorzej. Senior po 50-tce jak pokaże, że to umie to powinien to pokazać !

Czas się pochwalić wynikami.

Zostaliśmy vice mistrzami w tańcach latinoamerykańskich. Nieco pechowo, bo mieliśmy tyle samo punktów co zwycięska para. Przegraliśmy, bo w takim przypadku rozstrzyga fakt, która para ma więcej jedynek ( czyli cząstkowe oceny sędziów są brane pod uwagę)

W każdym razie ucieszyłam się komplementem Grzegorza Depty, że nasza łacina była bardzo przyjemna.

W tańcach standardowych zdobyliśmy medal brązowy. Oj, tu łatwo nie było, ale zaszczyt jest zatańczyć z parą, która jest reprezentantem Kadry Narodowej Polski.

Tak, seniorzy mają swoją Kadrę Narodową, powołaną w zeszłym roku. I jesteśmy dumni, że z lubuskiego Ania i Jurek Stańczykowie posiadający klasę taneczną B  zostali do niej powołani.

Tak więc w kategorii senior 3 w tańcach standardowych:

  1. miejsce Anna Stańczyk i Jerzy Stańczyk  NDK – Nowa Sól
  1. miejsce Anna Krzykwa i Wojciech Krzykwa NDK – Nowa Sól
  1. miejsce Marzanna Leszczyńska i Andrzej Leszczyński Fan Dance- Gorzów Wlkp.

W kategorii senior 3 w tańcach latinoamerykańskich:

  1. miejsce Anna Krzykwa i Wojciech Krzykwa NDK- Nowa Sól
  1. miejsce Marzanna Leszczyńska i Andrzej Leszczyński Fan Dance- Gorzów Wlkp.
  1. miejsce Elżbieta Wawrynowicz i Grzegorz Wawrynowicz Alex- ŻagańNie mogę nie wspomnieć o milusińskich z Klubu Fan Dance, którzy tańczyli w moim bloku tanecznym i miałam okazję ich podziwiać bo był to jednocześnie Turniej o Puchar Wójta Gminy Świdnica.Sylwia Gałka i Michał Jaworski  zdobyli złoty medal w tańcach standardowych w klasie D, a brązowy medal wywalczyli w tańcach latinoamerykańskich.Alicja Giejbo i Michał Stępień wdrapywali się na podium pierwszego miejsca w kombinacji stylów.Brawo dla maluchów i młodzieży!Turniej uświetniły pokazy tańca argentino w wykonaniu uczestników kursów w różnym wieku. Pokazali się też tancerze pierwszego kroku. I były to liczne grupy.A już prawdziwą ozdobą i hitem imprezy był zapierający w piersiach pokaz tańca ….na rurze.

    A cóż mogą pokazać tancerze najwyższych klas tanecznych tańca towarzyskiego tańcząc na rurze?  Ano poezję, moi drodzy, poezję. W dodatku do muzyki Leonarda Cohena i utworu  wyjątkowego jak „Alleluja”. Agata Kocińska i Mateusz Śmikiel wzruszyli i zaskoczyli pewnie wszystkich na sali. No cóż,  ciary przeszły po plecach. To było bardzo … „ścipatielne” za serducho. Gratulacje za odważny i oryginalny pomysł.Taka oprawa podniosła poprzeczkę.

    Dziękujemy, że zechcieli nam kibicować Małgosia i Piotr Dębiccy, również tancerze z naszego Klubu Fan Dance.

    Marzanna Leszczyńska

 

 

10 total views, 1 views today

NIEDZIELA W KANSAS. WELCOME TO POLAND

KOS

Fot. wejście do kościoła katolickiego pw. Św. Michała Archanioła

Niedziela. Dziś znowu wybieramy metodystów. Niedzielne Msze św. w kościele katolickim odbywają się raz dziennie, także nabożeństwa w innych kościołach chrześcijańskich są jeden raz dziennie, w związku z tym można sobie wybrać dowolną godzinę i dowolny kościół.

Ponieważ u metodystów w trakcie trwającego nabożeństwa  jest zorganizowana edukacja religijna dla dzieci i młodzieży chętnie korzystamy z tego właśnie kościoła. Poprzez czytanie i plastykę, dzieci czynnie uczestniczą w modlitwie. Natomiast dorośli mogą spokojnie wysłuchać przeważnie długich kazań, często prowadzonych jakby w formie wykładów.

Dzisiaj pastor podjął temat: „ Co Jezus by powiedział o przemocy w szkole?”, najpierw pokazano krótkie filmiki o protestach młodzieży przeciwko przemocy, nagrane z młodzieżą z okolicznych szkół. Potem kaznodzieja skupił się na statystyce pokazującej gdzie i w jakich okolicznościach giną młodzi ludzie w Ameryce. Problemem jest tu posiadanie broni, bez której wielu ludzi nie wyobraża sobie bezpiecznego egzystowania.

Pastor nie dawał rozwiązania, nie ukierunkowywał, pozostawił ten problem do przemyślenia, niektórzy ludzie bardzo się wzruszyli, widać było jak ocierali łzy. Są to tereny, na których znajdują się rancha dlatego ludzie posiadający broń czują się bezpieczniej. I znowu pastor  przypomniał co o tym mówi Jezus.: kto mieczem wojujeod miecza ginie”. Prawo w Ameryce pozwala na posiadanie broni, zatem słowa pastora są tylko do przemyślenia. Przypomniał także, że jest duża różnica zdań dotyczących tej kwestii, wielu ludzi jest za posiadaniem broni, i wielu jest przeciw.  

Po raz kolejny przypomnę, że każdego wchodzącego do kościoła wita uśmiechnięty wolontariusz, pytający „How are You”. Ponieważ akurat padał deszcz więc mnóstwo ludzi przyszło z parasolami, naturalnym odruchem każdego wchodzącego było pozostawienie parasola w przedsionku kościoła. Nikt się nie zastanawiał, nad tym jak odnajdzie swój parasol, kładli je wszyscy, dorośli i dzieci. Potem spokojnie wchodzili do wielkiego holu. Ponieważ było jeszcze sporo czasu do rozpoczęcia nabożeństwa, niektórzy nalewali sobie kawę z ekspresów inni, po zalogowaniu się w komputerze zaprowadzali dzieci do odpowiednich klas, w których czekali wolontariusze – jacy- ?

Tak!! Uśmiechnięci!

Wchodząc jednym z kilku wejść, z holu do kościoła głównego, z daleka ujrzałam uśmiechniętą wolontariuszkę Helen, tą, którą poznaliśmy kilka tygodni temu na sali balowej. Po przywitaniu nas, powiedziała, że jej mąż jest chory, dlatego dziś jest sama. Natychmiast wskazała nam miejsce do siedzenia. Chociaż kościół posiada kilkaset miejsc, prawie wszystkie były już zajęte, tylko gdzieniegdzie można było dostrzec wolne. Powiedziałam, że czekamy na rodzinę i potrzebujemy czterech miejsc, najlepiej obok siebie ale niekoniecznie, od razu ruszyła na poszukiwanie, a ja za nią, żeby nie robiła sobie kłopotu. Rozpoczęło się nabożeństwo, siedzieliśmy całą czwórką obok siebie.

Tej niedzieli także odbył się jeden chrzest. Za każdym razem pastor bierze dziecko na ręce i oddala się od rodziców do chrzcielnicy. Pokazuje dziecko, lekko je unosząc, a przed momentem polewania wodą, prosi wiernych o wyciągnięcie ręki, aby w ten sposób dać znak przyjmowania dziecka do wspólnoty. Tym razem duchowny powiedział, trzymając dziewczynkę, że suknia, w której jest ubrana, ma sto lat. Chrzczona w niej była jej prababcia, babcia i mama, a teraz to kilkumiesięczne dzieciątko ma tę szatę na sobie. Ceremonia chrzcielna również ukazana jest na telebimach, gdzie także wyświetlane są słowa z Biblii. Wszystko to umieszczone jest pod olbrzymim witrażem obrazującym Jezusa Chrystusa.

Niżej rozciąga się scena, na której zasiada orkiestra. Piszę to już chyba po raz kolejny ale naprawdę oprawa muzyczna  zasługuje na uwagę. Wspaniała, filharmoniczna. W orkiestrze zasiadają uczniowie szkół muzycznych, dyrygentem był uczeń, który wcześniej wykonał śpiew liturgiczny. A w następnej kolejności zasiadł do fortepianu, akompaniując śpiewającej koleżance.

Orkiestra w pełnym składzie. Każdej niedzieli.

Pomyślałam sobie, nie dość, że podwójna modlitwa, bo kto śpiewa podwójnie się modli, to jeszcze doskonała praktyka. Występ przed olbrzymią publicznością, co tydzień. Na zakończenie także długi utwór, wtedy w skupieniu, jedni się modlą inni patrzą na grających, inni już idą po kawę a jeszcze inni wychodzą.

Zastanawiałam się jak to się dzieje, że wśród tak wielkiej ilości ludzi, byliśmy rozpoznawani, a chodzi o to, że podchodzili do nas ludzie z najbliższych rzędów, życząc nam dobrego pobytu, a przede wszystkim nas witając. Welcome!

Helen po zakończonym nabożeństwie chwyciła mnie za rękę i powiedziała, że musi mnie zaprowadzić do pastora Adama, on tam stoi już w holu. Szłam posłusznie za nią. Pastor rozmawiał z inną kobietą, ja w tym czasie powiedziałam Helen, że z tym pastorem mam nawet zdjęcie. Ona zrozumiała, że chcę z nim zrobić zdjęcie, ja znowu, że ja już z nim mam foto, a on w tym czasie spojrzał na nas:  How are You, I remember.

Helen była uradowana. Odeszłyśmy na bok. Zwróciłam uwagę na jej broszkę, którą miała przypiętą do sukni. Ponieważ była to ozdoba w formie fortepianu, z zachwytem powiedziałam: piękna broszka, ona natychmiast ją odpięła i przypięła do mojej sukienki. To prezent – powiedziała. Byłam zdumiona i uradowana, wtedy Grzegorz opowiedział jej o tym, że ja kolekcjonuję mini instrumenty i mam już pokaźną kolekcję. Była uradowana po raz kolejny.

Fortep

Nie chciała jeszcze nas opuścić, usiedliśmy przy stoliku, a ona powiedziała, że chciałaby zwiedzić Wieliczkę. Tym razem moja radość była wielka. Proszę bardzo! Tu znają naszą Wieliczkę. Zaproponowałam Kraków, a ona  – o tak, bardzo by chciała tam pojechać. Z dalszej rozmowy okazało się, że Helen była na misjach w europejskich krajach, w Islandii, Czechach i na Ukrainie – to w młodości, potem gdy wyszła za mąż musiała ograniczyć wyjazdy. Teraz w bardzo już dojrzałym wieku chce znowu wyruszyć w świat. I najbliższe plany to będą właśnie kraje europejskie i oczywiście Wieliczka. Zatem „Welcome to Poland”.

 

34 total views, 1 views today

TORNADO NADEJDZIE ZA GODZINĘ

MILLMIL

Od rana, pogoda była wspaniała, słońce grzało. Śnieżnobiałe chmury układały się w cudowne scenerie, niektóre stały w miejscu, inne wolniutko się przesuwały. Dzień rozpoczął się poranną kawą na tarasie. W takich momentach będąc w swoim polskim ogrodzie mawiałam: „Ameryka” – powiedzenie zapożyczyłam od Oli  Macierzewskiej – Pogodzińskiej. Ona wie o co chodzi. J.

Potem gdy wszystko było już prawie gotowe do obiadu, wychodziłam od czasu do czasu  na ogród nacieszyć się słońcem. W międzyczasie odebrałam maila. Na pierwszym miejscu zobaczyłam wiadomość:

– Zadzwońcie. Pilne!!!

Skontaktowaliśmy się z Konradem najszybciej jak można było, poinformował nas o ostrzeżeniu, że do Overland Park zbliża się tornado.

– Zachowajcie spokój i znoście najpotrzebniejsze rzeczy do pokoju znajdującego się w piwnicy i zabezpieczcie przedmioty w ogrodzie, które mogą zostać porwane przez prąd powietrza.

Wynosiliśmy m.in krzesła, stół i narzędzia. Ola natychmiast przeegzaminowała Paulę, na temat tego co jest najpotrzebniejsze w  chwili zagrożenia tornadem, tego właśnie m.in. uczą dzieci w szkole. Paula wyrecytowała: woda, jedzenie, latarka i koce.

– Ale, nie tak sobie wyobrażałam piątek po zajęciach. Dzisiaj planowałam się relaksować zażywając długiej kąpieli i oglądać ciekawy film – powiedziała Paula.

Teraz zrozumiałam dlaczego tutaj wszystkie domy są z drewna, a jeśli elewację stanowi cegła lub kamienie, to na pewno jest to tylko imitacja. Konstrukcje są lekkie, a dachy pokryte papą przypominającą dachówkę.

Ponieważ silne tornado niszczy wszystko co jest na powierzchni ziemi, dlatego w każdym domu jest specjalne miejsce na poziomie piwnicy, gdzie trzeba się skryć aby przeczekać zawieruchę pogodową. Domy zbudowane z lekkich materiałów nie stanowią większego zagrożenia gdy zostaną zburzone i przywalą piwnice. Wtedy jest łatwiejszy dostęp do osób zasypanych. Tornado trwa bardzo krótko, może się skończyć nie uszkadzając niczego ale jeśli zdarzy się nieszczęście i dom zostanie zburzony, wtedy ludzie w piwnicach czekają na ratowników, którzy ich wyciągną spod  gruzowiska.

Gdy dowiedziałam się o tym ostrzeżeniu, specjalnej reakcji to u  mnie  nie wywołało. Tylko Paula się dopytywała czy się stresuję.

– Nie – nie stresuję się – odpowiedziałam i nadal bez pośpiechu smażyłam naleśniki. Skoro nie bałam się przylecieć dwoma samolotami, a nigdy dotąd żadnym nie leciałam więc już się niczego nie boję.

Po pewnym czasie Paula znowu weszła do kuchni i stwierdziła, że ja cały czas jestem w tej samej pozie, stojąc miedzy kuchenną wyspą a piecykiem. – Chcę skończyć smażyć, zabierzemy je ze sobą na dół. – powiedziałam.

Wszyscy co pewien czas sprawdzali w internecie przemieszczanie się huraganów i tornada. Cała fala szła w naszym kierunku, według ostrzeżeń, za godzinę tornado mogło się pojawić w Overland Park.

Paula, przypominała nam co trzeba znosić do piwnicy, a sama poszła po swoje rzeczy. Nikt jednak nie mógł znaleźć latarki. Zaczęliśmy ładować swoje telefony, bo komórką też można przyświecić, a w razie potrzeby kontaktować się ze służbami ratowniczymi.

Po raz kolejny Paula poszła na górę, schodząc pokazała co wynosi do piwnicy. Niosła św. obrazek z  Aniołkiem, a obok niego cztery puchary, na widok których zaśmiałyśmy się. – Po co ci te puchary? Przecież wyszczególniłaś, co jest najważniejsze – powiedziała Ola.

– Mamo, to jest dla mnie bardzo ważne, bo to są puchary z Polski, one mi przypominają Polskę, ja nie mogę ich stracić – mówiła przejęta Paula, trzymając jeszcze w torbie kilka książek i niektóre zabawki.

To był dzień przypominający, co jest najważniejsze, w momencie gdy może to być ostatni dzień życia. Ola powiedziała, żebyśmy wzięli paszporty, bo gdyby górę domu zmiotło, to wszystko przepadnie, a wyrobić nowe dokumenty jest dość trudno.

W pierwszej kolejności wzięłam wizerunek Jezusa Miłosiernego „ Jezu Ufam Tobie” oraz paszporty. Potem znosiłam wodę,  koce i jedzenie. Spakowałam naleśniki i wszystko co było w zasięgu ręki, a więc owoce i pieczywo.

Szymonek i Korrnelia spokojnie się bawili nie zdając sobie sprawy z mogącego nadejść zagrożenia. W bawialni wśród zabawek rozłożoną mają stację kolejową, po środku której umieszczone jest plastikowe tornado. Od najmłodszych lat dzieci są uczone o panujących tu zjawiskach atmosferycznych i niebezpieczeństwach z nimi związanych.

Pogoda nieustannie się zmieniała ale było bardzo ciepło. Czasem robiło się ciemniej, momentami się rozjaśniało. Czasem wiało, momentami przestawało. Gdy wszystko już w piwnicy przygotowaliśmy, łącznie z miejscami noclegowymi na 7 osób, w internecie sytuacja zaczęła się zmieniać. Tornado zaznaczone czerwonym kolorem, zdawało się z lekka przemieszczać bokiem od Overland Park jakby ocierało się o sąsiadujący z Kansas stan Missouri.

Przed każdym takim niebezpieczeństwem zaczynają wyć syreny. W pewnym momencie dało się słyszeć ale bardzo, bardzo gdzieś daleko.

Z każdą chwilą mapy pokazywały minimalne oddalanie się tornado od Kansas. Aż wreszcie wyraźnie zaznaczony został zwrot frontu.

Ucieszyliśmy się ogromnie i całą rodziną postanowiliśmy wyjść na spacer.  Ruszyliśmy chodnikami, które położone są tylko z jednej strony jezdni, wśród pięknych domków, zadbanych trawników, kwitnących drzew, wokół których skakały wiewiórki i króliki. Wszystko ożyło, już nawet nie było żadnych oznak, przypominających o tym, że może nadejść choćby burza.

Z sąsiedniego domu wyszedł mężczyzna. Oczywiście, że uśmiechnięty i zadający rutynowe pytanie: jak się mamy? Ponieważ się do nas zbliżył więc się przywitaliśmy. On się przedstawił: mam na imię Igor.

– Igor? Jak to Igor? Konrad się zdziwił i zapytał jakiej jest narodowości.

– Jestem Ukraińcem ze Lwowa, a moja mama jest pół Polką – powiedział dopiero co poznany sąsiad, oznajmiając, że mieszka tu od 25 lat, przyjechał z żoną do jej rodziny. I już tu pozostał. Tu także urodziło się ich dwoje dzieci.

Wtedy Konrad przedstawił nas oznajmiając, że jesteśmy z Polski, więc Igor zaczął z nami rozmawiać po polsku. Bardzo sympatyczne jest takie spotkanie, mimo iż jesteśmy tu dopiero od miesiąca. Umówiliśmy się z Igorem na dłuższe spotkanie i poszliśmy dalej na spacer. W Kansas Polaków jest bardzo mało. Kilku, których spotkaliśmy byli Rosjanami :). Jak w poprzednich doniesieniach wspominałam, dla tubylców Polacy są Rosjanami.

Tornado nas ominęło. Paulinka podczas wieczornego pacierza dziękowała Panu Bogu, że nie nadeszło.

 

 

 

 

 

138 total views, 3 views today

TAŃCZYĆ KAŻDY MOŻE W AMERYCE TEŻ

TANYmU

Wybraliśmy się na spotkanie taneczne w Johnson County Arts & Heritage Center. Zachwyciło nas miejsce, w którym obok sal muzealnych są także miejsca umożliwiające rozwijanie różnych pasji  artystycznych, plastycznych czy tanecznych. Na dancingową salę przybyły pary w różnym wieku, bez ograniczeń – w górę. Każdy kto miał siłę się ruszać, po prostu tańczył.

Szlagiery muzyczne wygrywał zespół składający się także z wiekowych,  a nawet niepełnosprawnych muzyków. Jeden miał zaklejone oko, inny ledwo poruszał się przy pomocy kul, każdemu coś dolegało. Ubrani w czarne spodnie białe koszule oraz czerwone kamizele. Repertuar prezentowali  raczej – country – ale zagrali także cza cza, walca, fokstrota  czy rocka. Grali naprawdę profesjonalnie, choćby dla posłuchania tej muzyki, warto było tam być.

Gdy się dowiedzieli, że jesteśmy z Polski – zagrali polkę, w rytm której ruszyliśmy w tan. Byli zdziwieni, gdy wyjaśniłam im, że polka jest tańcem pochodzącym z Czech. Wręczyli mi mikrofon  i chcąc nie chcąc przemówiłam ludzkim głosem: „I am from Poland” i coś jeszcze, a oni pozdrawiali i po amerykańsku się uśmiechali, ale tak naprawdę niewiele ich to obchodziło skąd jesteśmy, tym bardziej, że byli przekonani, że Polska – to Rosja, a my jesteśmy Rosjanami. Niektórzy mówili do nas „zdrawstwujcie”, jedna z pań chcąc zabłysnąć lingwistycznie – wypaliła „pszia krew” – z typowym amerykańskim „r”. Gdy zapytałam ją czy pochodzi z Polski, odparła: –  tak, mój dziadek mieszkał w Kijewie. I dalej wyrecytowała: „jak się czujesz, czeszcz, dobranoc, do widzenija”.

112 total views, 1 views today

JEŚĆ PO POLSKU PIĆ PO AMERYKAŃSKU

W nocy była burza z piorunami, padał deszcz prawie cały dzień, z krótkimi przerwami. Musieliśmy jednak poczynić pewne zakupy, a sklepików małych takich jak u nas niestety nie ma. Zatem wyprawa samochodowa po sprawunki odbyła się do…. ukraińskiego sklepu  spożywczego po utęsknione  produkty europejskie, a najlepiej polskie J.  I owszem, były także z Polski, m.in. pierogi różnego rodzaju, chleb krakowski i oczywiście słodycze wedlowskie, m.in Ptasie Mleczko czy Torcik Wedlowski, oprócz tego kilka rodzajów  kiełbas, których od dawna nawet w Polsce nie jadłam. A teraz ich zapragnęłam. Dla równowagi, Grzegorz chciał kupić amerykańskie piwo. I tu niespodzianka! W sklepie nie było żadnego alkoholu, ale miły pan, sprzedawca poinformował, że sklep z różnymi alkoholami znajduje się naprzeciw, po drugiej stronie ulicy, na którą także trzeba przedostać się samochodem. Przejścia nie ma.

Zatem pojechaliśmy do marketu specjalizującego się w alkoholach. Po otwarciu drzwi, jak nas przywitano? Oczywiście, że z serdecznym uśmiechem. Obawiam się, że wrócę do kraju z rozciągniętymi ustami, ale jest nadzieja, że po powrocie do domu wrócą do  normy. Ale teraz, proszę bardzo J.

Wybór procentów nie do ogarnięcia, z całego świata. Ale dla chcącego się napić, nie ma nic trudnego. Znaleźliśmy piwo takie jakie próbowaliśmy poprzedniego dnia w restauracji, było znakomite.

Na uwagę zasługuje krajobraz. Znacznie się różni od naszego. Nie ma na każdym rogu ulicy, sklepu alkoholowego albo takiego, który prowadzi ten produkt. Aby kupić procentowy napój trzeba znaleźć specjalistyczny market.

87 total views, 2 views today

GORZOWSKI POWIEW W KANSAS

FG w Kansas

Na fb umieściłam fotomontaż: wachlarz z napisem Koncert Inauguracyjny w Filharmonii Gorzowskiej 18 maja 2011 r.  i podpisałam: „Gorzowski powiew w Overland Park. Kolejną rocznicę powstania Filharmonii Gorzowskiej „obejdę” właśnie tu z tym wachlarzem z 18 maja 2011”. Jednym z lajkowiczów był Ryszard Bronisz, który napisał mi, że był pomysłodawcą filharmonicznego gadżetu, a o tym pomyśle opowie mi po moim  powrocie do Gorzowa. Nie mogę tak długo czekać. Wymogłam :), żeby natychmiast mi opowiedział. Uprzejmie zatem napisał, za co serdecznie mu dziękuję.

„W 2011 roku byłem czynnym zawodowo prezesem Gorzowskiego Rynku Hurtowego S.A.. Kończyła się budowa obiektu Gorzowskiej Filharmonii i snuto plany  uroczystego jej otwarcia. Ponieważ moje wielokrotne udziały w koncertach  i przedstawieniach operowych w różnych salach koncertowych i  operach w Europie a nawet w Buenos Aires (Teatro Colon) dały mi poznać „rolę” jaką odegrały (może mało znaczące) wachlarze. Widziałem w tych obiektach, wystawy wachlarzy pamiątkowych mających nawet ponad sto lat, na których składane były autografy wybitnych twórców spektakli i najlepszych wykonawców.

Postanowiłem w ramach reklamy swojej firmy zrobić coś podobnego na wzór i podobieństwo, jako wkład upamiętniający „Koncert Inauguracyjny” Filharmonii Gorzowskiej. Jedna z pracownic zajmująca się marketingiem nawiązała kontakt z firmą (nie chińską), która  po uzgodnieniach technicznych wykonała 500 egzemplarzy tych wachlarzy. Zostały one przekazane kierownictwu FG do dyspozycji. Dalej już nas i mnie nie informowano co się z nimi stało i kto je otrzymał.

Stwierdziłem, że  nie tak to sobie wyobrażałem. Ale Gorzów to przecież …

Dlatego jak zobaczyłem to u Ciebie to moja reakcja była natychmiastowa. Mam jeszcze zdjęcia projektów tego wachlarza i inne dokumenty”.

Ryszard Bronisz

130 total views, 2 views today

AMERYKAŃSKI DIAKON MÓWIŁ O POLSKIM ŚW. M. MARII KOLBE

KościMuseum5

Podczas Mszy św. Wielkiego Piątku w kościele katolickim pw. St. Michael Archangel w amerykańskim stanie Kansas w Overland Park,  diakon John Weist mówił o św. Maksymilianie Marii Kolbe, który życie swoje poświęcił za polskiego żołnierza, sierżanta Wojska Polskiego, więźnia niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz.

Duchowny, mówiąc o Męce Chrystusa, przedstawił postawę człowieka w obliczu śmierci, któremu udaje się jej uniknąć dzięki innemu człowiekowi. Ten człowiek dziękuje – mówił kapłan, podając przykład uratowania polskiego żołnierza Franciszka Gajowniczka, przez rodaka, którym był Maksymilian Maria  Kolbe. – „ Ten człowiek wyratowany z Auschwitz przez współbrata, żył jeszcze 44 lata i przez ten czas dziękował Bogu za uratowanie i modlił się za Kolbego, że cały świat o nim usłyszał, a Kolbe został świętym” – powiedział diakon. Następnie duchowny odniósł się do śmierci Jezusa,  stawiając  pytanie: jaka powinna być zatem nasza  postawa?  Odpowiadając na nie, powiedział: – Jezus zmierzył się ze śmiercią, zwyciężył ją, a każdy człowiek otrzymał obietnicę życia wiecznego. Dzięki jego śmierci nie zginiemy, będziemy wieczni, więc jeszcze bardziej powinniśmy dziękować Jezusowi”- podkreślił diakon John Weist.

Triduum Paschalne rozpoczęło się nabożeństwem w Wielki Czwartek, udział w Liturgii jest ułatwiony dzięki tekstom, które znajdują się w każdej ławce i są dostępne, każdemu kto po nie sięgnie. Niektóre czytania i śpiew przedstawione są po łacinie i w języku angielskim.  

Przed rozpoczęciem każdej Mszy św. w drzwiach kościoła, wiernych witają wolontariusze, mają przypięte identyfikatory i rozdają teksty liturgii albo foldery z ogłoszeniami, ponieważ na zakończenie Mszy św. nie ma zwyczaju czytania przez księży ogłoszeń duszpasterskich. Wierni często otrzymują informacje jako wiadomości sms-owe lub korzystają z informacji internetowych.

W Niedzielę Palmową w kościele katolickim pw. Wniebowstąpienia jak zwykle wolontariusze w drzwiach witali i pozdrawiali każdego wchodzącego do świątyni. Na środku kruchty stał duży stół, na którym wyłożone były palmy w formie trzcinowego liścia. Wierni brali po jednym lub po kilka i wchodzili do kościoła głównego. Na rozpoczęcie Mszy św. z  kapłanem weszła grupa dzieci niosąca trzcinę. Liturgia Słowa Niedzieli Palmowej jest bardzo długa, czytanie można było śledzić z Biblii udostępnionych przy wszystkich ławkach. Gdy nadszedł czas Komunii św. do ołtarza podeszli szafarze, którzy najpierw sami przyjęli Ciało Chrystusa, a następnie otrzymali pateny i rozeszli się po kościele udzielając Jej wiernym. Komunia zawsze w tym kościele udzielana jest w dwóch postaciach, Chleba i Wina. Podawana jest najczęściej na złożone dłonie, tylko niektórzy przyjmują do ust. Natomiast Wino, podawane jest z jednego kielicha, który jest za każdym razem przecierany po kolejnej  osobie z niego pijącej.

W piątek, w tygodniu poprzedzającym Wielki Tydzień w kościele pw. Św. Michała Archanioła odprawiona została wieczorem Droga Krzyżowa. Głównym instrumentem w kościele jest fortepian. I właśnie muzyka fortepianowa towarzyszyła modlitwie przy Stacjach. Wierni przed wejściem brali wyłożone w koszykach książeczki z modlitwą Drogi Krzyżowej, w których znajdują się także obrazy Męki Pańskiej.

W tym dniu, kilka godzin wcześniej wierni przychodzą do dolnych obszernych pomieszczeń kościoła i obchodzą tzw. postny piątek. Polega on na smażeniu ryb i ich wspólnym spożywaniu, a potem bardzo licznie zgromadzeni wierni dorośli i dzieci wspólnie biesiadowali przy kilkudziesięciu zastawionych stołach.

Kościoły w regionie Kansas, tak jak prawie wszystkie budowle nie są tak wysokie jak w Polsce czy innych krajach europejskich, są płaskie i bardzo obszerne.

Kansas jest jednym z pięćdziesięciu stanów Ameryki Północnej, położony w środkowej części kontynentu. Graniczy z Kolorado, Missouri, Oklahomą i Nebraską.

Nazwa stanu pochodzi od nazwy miejscowego plemienia indiańskiego Kansa, tłumaczonej jako ludzie południowego wiatru. Charakteryzuje się podzwrotnikowym suchym klimatem, z  dużymi różnicami temperatur między latem a zimą. Wiosną i jesienią bywa, że kilka dni jest upalnych a kilka nawet mroźnych, przynajmniej nocą i  z rana. Ale jest tu dużo słońca. Ludzie zatem są bardzo pogodni.

Największe miasta tego stanu to: Topeka, WichitaKansas CityHutchinsonLawrence.

 

 

85 total views, 1 views today

MIGAWKA Z KANSAS

Wielki Piątek.

Dla nas i za nas umarł Chrystus. Dzień zadumy, troski i trwogi. Ale także nadziei, że słońce zaświeci, że radość nadejdzie, bo On Zmartwychwstanie, dla nas. A my razem z Nim.

Nadziei. Miłości. Radości z każdego dnia i z tego, że możemy coś komuś ofiarować. Każdy może! Tylko trzeba chcieć. Rozdawać uśmiech!

Tego życzę wszystkim Czytelnikom, Przyjaciołom, Znajomym. – na Triduum Paschalne i na Wielkanoc.

Z Overland Park Wanda Milewska

i Grzegorz Milewski 

Nasz  siedemnasty dzień na prerii. W stanie Kansas blisko miasta Kansas City, a dokładnie w Overland Park. Co mnie tutaj zachwyciło? Budynki? Cuda techniki? Wynalazki?, a może porządek i widoki jak z obrazków?

Nie! Choć to wszystko jest. Zresztą tak jak i w różnych innych krajach.

Zachwycają mnie ludzie i każdy pojedynczy człowiek, którego spotykam i który mnie spotyka. Żadne dobra materialne nie mają wpływu na bycie i obycie. Bo pieniądze, wiara, polityka, to tematy delikatne, indywidualne. Rozmowa o nich na forum – nietaktowna. Właściwie nic dziwnego. W  naszej polskiej kulturze, też jest to nietaktowne, więc dlaczego tym się zachwyciłam? Przecież w Polsce też się do siebie uśmiechamy, pozdrawiamy. Tylko czasem gdy się wypadnie z obiegu niektórzy udają, że nie poznają, że zapomnieli, że oni są wyżej w jakiejś hierarchii. W jakiej?

 P.S jak to się stało, że ja, której nigdy nawet się nie przyśniła taka przygoda, znalazłam się na amerykańskim kontynencie i ja, która zarzekałam się, że nigdy w życiu nie wsiądę do samolotu, wsiadłam do dwóch naraz? I to w tempie nie pozwalającym na zastanawianie się.

Odpowiedź można znaleźć w mojej książce „Nadzwyczajne zwyczajności” – tam są różne świadectwa wiary i zdarzeń, których nigdy sami sobie nie wymyślimy ani nie zaplanujemy.

 

150 total views, 1 views today