ZMIANY W GORZOWSKIM MAGISTRACIE. KULTURA I SPORT ODDZIELNIE.

Od 17 kwietnia 2019 r. nastąpiły zmiany w gorzowskim magistracie wydział kultury i wydział sportu osobno

Prezydent Gorzowa w miejsce Wydziału Kultury i Sportu powołał w magistracie dwa wydziały – wydział kultury i wydział sportu. Zmiana była oczekiwana przez oba środowiska społeczne. Ma na celu usprawnienie zarządzania kulturą i sportem w mieście.

Na stanowiska dyrektorów obu wydziałów zostanie rozpisany konkurs.

Wydział Kultury (WKU) będzie m.in. nadzorował miejskie instytucje kultury, prowadził sprawy dotyczące stypendiów twórczych i artystycznych miasta, współpracował ze środowiskiem twórczym Gorzowa.

Wydział Sportu (WSP) będzie m.in. nadzorował działalność uczniowskich klubów sportowych oraz klubów sportowych, które nie prowadzą działalności gospodarczej, nadzorował realizację programu rozwoju kultury fizycznej i sportu oraz tworzył warunki do rozwoju działalności stowarzyszeń i instytucji upowszechniających sport.

Prezydent podjął decyzję po ocenie wielu postulatów płynących od środowisk związanych zarówno z kulturą, jak i ze sportem. Pomysł ten popierali również gorzowscy radni, dziennikarze, działacze społeczni, ludzie kultury i sportu. Zmiana powinna usprawnić zarządzanie tymi ważnymi dla miasta obszarami życia społecznego.

Informuje Wiesław Ciepiela – rzecznik prasowy Urzędu Miasta Gorzowa

36 total views, no views today

PORADNICTWO, DOGOTERAPIA I KOSMETYKA DLA OSÓB CHORYCH I ICH OPIEKUNÓW

DODOGDOGOT

Poradnictwo, dogoterapię, kosmetykę i masaże dla osób cierpiących na  chorobę otępienną i inne choroby psychiczne oraz dla ich opiekunów zaproponowało Gorzowskie Centrum Pomocy Rodzinie, poprzez realizację kilkutygodniowego projektu, który rozpoczął się pod koniec marca i potrwa do 10 maja.

Pierwsze zajęcia odbyły się w muzycznym Jazz Klubie „Pod Filarami”, w którym poprowadzone zostały czynności pielęgnacyjne i kosmetyczne oraz w lokalu Gorzowskiego  Związku Sportu  Niepełnosprawnych ,,Start”, w którym dla osób chorych odbyły się zajęcia z udziałem szkolonych psów.

Do niecodziennych zajęć zaproszeni zostali opiekunowie osób starszych i niepełnosprawnych oraz ich najbliżsi, którym na co dzień pomagają. W terapii uczestniczyli m.in. podopieczni Domu Dziennego Pobytu, Domu Pomocy Społecznej nr 1,  Środowiskowego Domu Samopomocy oraz mieszkańcy Gorzowa Wlkp.

Katarzyna Obszańska pracownik socjalny GCPR, która jest jedną z organizatorek projektu  wyjaśniła, że zajęcia z obydwu dziedzin odbywają się w tym samym czasie dla dwóch grup. Ich celem jest umożliwienie osobom przebywającym codziennie ze sobą, zmiany środowiska i  zaczerpnięcia przyjemności z obecnych trendów polepszania samopoczucia. – Ważne jest aby osoby wspierane i wspierające mogły odetchnąć choć na chwilę od siebie, a wolny czas mogły spędzić na oddzielnych zajęciach – podkreśla pracownik socjalny.

Dzięki uprzejmości kierownika klubu Bogusława Dziekańskiego, kierownictwa „Startu”oraz Jolanty Szarek-Rój, właścicielki Czeko-Laki-Team Dogoterapia, zajęcia mogą odbywać się bez ponoszenia kosztów i co ważne w niecodziennej atmosferze. Kosmetykę dłoni: manicure i masaż rąk prowadzą panie z Medycznego Studium Zawodowego. W przerwie, przy rytmach muzyki można się napić kawy, herbaty i zjeść pyszne ciasto.

Gorzowskie Centrum Pomocy Rodzinie, którego dyr. jest Beata Kulczycka rozpoczęło realizację projektów socjalnych pt. ”OtępieNIE nie znaczy odrzuceNIE” oraz „Bliżej siebie – Razem łatwiej”. Grupą docelową projektów socjalnych są osoby borykające się z problemem chorób otępiennych, niepełnosprawności, poczuciem nieprzydatności i wykluczeniem społecznym oraz ich opiekunowie. Celem głównym projektów jest wzmocnienie funkcji poznawczych u osób z otępieniem oraz odciążenie ich opiekunów i integracja środowisk. Projekty są dedykowane mieszkańcom Gorzowa Wielkopolskiego i obejmują grupę 12-15 chorych i tylu też opiekunów.

Termin realizacji projektu odbywać się będzie od marca do maja 2019 r. w formie cotygodniowych spotkań, podczas których seniorzy będą uczestniczyć w zajęciach z terapii zajęciowej, muzykoterapii, kosmetologii i masażu. W tym samym czasie opiekunowie będą mieli możliwość skorzystać z zajęć, podczas których specjaliści zadbają o ich dłonie i ciało – głównie kręgosłupy, a także z porad dotyczących pielęgnacji i ergonomii w opiece nad osobami niesprawnymi fizycznie. Zakończeniem projektu będzie wspólny wieczorek taneczny przy ciastku i kawie, na którym gościć będą obie grupy beneficjentów. Wtedy też wręczone zostaną seniorom kołderki polisensoryczne.

Z inicjatywy pracowników socjalnych GCPR, do współpracy pozyskani zostali specjaliści oraz uczniowie Studium Medycznego w Gorzowie Wlkp. oraz Zespół Szkół Odzieżowych,   który zobowiązał się uszyć kołderki.

Wanda Milewska

 

 

66 total views, no views today

PRZEDSZKOLE W SZPITALU

SZPSZPITAL

Rzecznik prasowy szpitala Agnieszka Wiśniewska – informuje.

Pierwszy tydzień przedszkolnego pogotowia za nami. Zamknięte szkoły i przedszkola. To sytuacja, z którą w ostatnich dniach dotknęła wiele osób, także pracowników największego w regionie szpitala. Dla wielu rodziców trwający od tygodnia strajk nauczycieli wywołał lawinę kłopotów i trudnych do rozwiązania problemów związanych z zapewnieniem opieki nad dziećmi. Dlatego Zarząd Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie Wlkp. wychodząc naprzeciw potrzebom pracowników lecznicy utworzył tzw. pogotowie przedszkolne. Oferta spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem. W zajęciach codziennie uczestniczy ok. 20 dzieci.

Na czas strajku nauczycieli sala konferencyjna szpitala została zmieniona w strefę bezpiecznych zabaw dla dzieci. Pojawiła się wykładzina, basen z piłkami, ślizgawka, klocki, piankowe puzzle, bujane koniki, książeczki, kolorowanki i kredki.

Jest też strefa relaksu i jadalna. W trakcie pobytu dzieci w przedszkolnym pogotowiu animatorzy zapewniają im mnóstwo zabaw i atrakcji. Są zwierzątka i kwiaty z balonów, tatuaże i tor przeszkód. W środę dzieci były na spacerze podczas którego samodzielnie robiły ogromne bańki mydlane i skorzystały z niepowtarzalnej okazji do przyjrzenia się z bliska śmigłowcowi Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Dzieci są zachwycone. Rodzice też.

– To świetny pomysł. Dzieci mają mnóstwo wrażeń. Na czas strajku musiałabym wziąć wolne, a tak mogę spokojnie pracować, a córka jest pod dobrą opieką – mówi mama Zuzi. Tata Igora dodaje, że syn słysząc o wyjściu do przedszkola tylko upewnia się czy aby na pewno do tego szpitalnego. – Jeśli słyszy odpowiedź twierdzącą nawet sam się ubiera, a zazwyczaj trudno go to tego namówić.

Szpital zapewnia dzieciom opiekę od godz. 7.00 do 16.00. Przedszkolne pogotowie w szpitalu jest bezpłatne. Najmłodsze dziecko zapisane na zajęcia ma 3 lata, najstarsze 10.

26 total views, 1 views today

TANECZNIE W MIERZYNIE POD SZCZECINEM JAK W BLACKPOOL

Relacja Marzanny Leszczyńskiej

MIEMIERZMIERZY

Fot. z arch. M.A Leszczyńskich

MARZA

Na zdj. Marzanna i Andrzej Leszczyńscy z młodzieżową parą

Już po raz czwarty odbył się turniej taneczny WDC Polish Cup w Mierzynie koło Szczecina.  Miałam przyjemność przyglądać się tej imprezie po raz trzeci, a pierwszy raz wzięłam w niej udział.

To piękne widowisko i ambitne przedsięwzięcie dla organizatora ( Szkoły Mistrzów Tańca -Dance Club prowadzonego przez Szymona Kalinowskiego i Grażynę Grabicką) jak zwykle zachwyciło światowym poziomem organizacji, obecnością topowych par i oryginalnych pomysłów.

Nic w tym dziwnego bo pan Szymon Kalinowski, który udziela szkoleń dzieciom w Fan Dance – Szkole Tańca Anny i Grzegorza Deptów często mówi na lekcjach o sobie, że jest marzycielem i artystą. Nie ma to jednak nic wspólnego z głową w chmurach, bo do zajęć przykłada się bardzo solidnie a jego metody pedagogiczne i psychologiczne są powalające. Wie jak rozbudzić ambicje i sprawić, że młodzież zabiera się do pracy metodami pozbawionymi niecierpliwości, nerwów i tzw. krytyki miażdżącej. Nigdy nie widziałam, aby panu Szymonowi „puściły nerwy”, a okazji bywało sporo. A mówię to jako osoba, która na równi z młodzieżą w takich szkoleniach uczestniczyłam.

Na taneczne wydarzenie zjechało 400 par z całej Polski i zagranicy. Turnieje odbywały się na dwóch salach jednocześnie: Blue Ballroom i Grand Ballroom.

Prawdziwą gratką jest oglądać galę na Grand Ballroom przy muzyce na żywo, gdy najlepsze pary oceniane są przez najlepszych sędziów na świecie, gdy panie sędzie wychodzą w pięknych wieczorowych kreacjach, aby w nich dokonać trudnej oceny najlepszych tańczących. Możemy być dumni, że w tym zacnym gronie sędziów znalazł się również nasz Grzegorz Depta.

Skoro już piszę o elegancji i kreacjach to należą się słowa zachwytu i uznania dla pani Grażyny Grabickiej. Pani Grażyna pojawiła się na gali w sukni – połączenie  wieczorowej czarnej wąskiej  z suknią turniejową różową falbaniastą. Pół na pół, połączenie przeciwności. Właścicielka powiedziała, że jest to jej pomysł.

Oczywiście na parkiecie wśród tańczących par to już istna rewia tanecznej mody i aktualnych trendów. Nowością są pióra ale nie puszyste tylko sztywne, przeważnie zdobiące rękawy. I niech nikt nie mówi, że kreacje turniejowe to tani blichtr i kicz. Wiele z nich to artystyczne dzieła sztuki. Tu obowiązuje moda bajkowa.

Choć gala kończy się ok. północy to wierzcie mi, że warto czekać. Co roku jest inaczej, a pan Szymon eksponuje swoje talenty dziennikarskie i poliglotyczne. Wciela się w konferansjera i zadaje 12. finałowym parom pytania. Z nich dowiadujemy się o wielu ciekawostkach, bo „przyparci do muru” tancerze uchylają rąbka tajemnicy jak osiągają sukces i jak żyją.

Finałowe pary tańczą przepięknie, trzeba dużej uwagi widza, aby nie przegapił tej, która ma najwięcej do pokazania, więcej niż pozostali. Oczywiście czekamy w napięciu, czy trafnie wytypowaliśmy faworyta. Jest to też sprawdzian dla nas czy się na tańcu nieco znamy. Widowisko jest cudowne, poziom wysoki i nudy nie zaznasz.

Gdybym miała wybrać z całego wydarzenia to co mnie najbardziej zachwyciło i o czym długo potem myślami powracałam to stwierdzam po pierwsze:

SANDRA JABŁOŃSKA zwyciężyła w tańcach standardowych. Cieszę się, że trafnie tutaj obstawiłam. Jej praca głową wychodziła poza ramy, to jest poezja ruchu niesamowitej miękkości i plastyczności.

W tańcach latynoamerykańskich  całą uwagę skupiłam na Adrianie Kopczyńskim, który również udziela szkoleń w Fan Dance Anny i Grzegorza Deptów. Zajął trzecią pozycję.

Po drugie:

dziecięca para JOSHUA I MARGARETA z Rosji w kategorii 10-11 lat. Drudzy vice mistrzowie świata. Zjawiskowa uroda dziewczynki i niesamowity talent dzieci. Słowem mieszanka piorunująca. Para rzuca się w oczy każdemu i od samego początku. O tej parze mogę powiedzieć tyle: otóż na widowni obok mnie zasiadła znajoma z Gorzowa ze swoim partnerem życiowym. Ciągle wzdychała, że jej się podoba, a jej połowa niestety nie jest zainteresowana tym co się dzieje na parkiecie. Spojrzałam na pana, niestety ciągle przeglądał telefon. Gdy zatańczyły dzieci ożywił się nagle, zadawał pytania i oczywiście kibicował Joshua i Margaret. Nasza kuzynka, którą zabraliśmy ze sobą na pytanie co podobało ci się najbardziej? Bez wahania odparła „Dzieci są niesamowite”.

Są turnieje, w których zaszczytem jest się znaleźć i miejsce się nie liczy. Jest to taniec w najlepszym towarzystwie. Ze świeżo zdobytą klasą C znaleźliśmy się na parkiecie z 13. innymi parami, a 8 z nich posiada najwyższą międzynarodową klasę S. W przerwie spotkałam na korytarzu Grzegorza Deptę. Chwilkę rozmawialiśmy. Powiedziałam, że ma nadzieję, że dostanę choć jedno skreślenie.

– Przy tak wielu uczestnikach z tak wysoką klasą musisz się liczyć z tym, że wszystko pójdzie na ich konto. Tak to bywa – odparł.

Dlatego cieszę się z każdego z pięciu iksów od szanownej komisji.

Trzy pary młodzieżowe z Fan Dance zmierzyły się na Blue Ballroomie: Marysia Maciejewska i Kuba Szelczyński, Weronika Przepłata i Jędrzej Kozłowski, Weronika Zastróżna i Kuba Minorowicz.

Na razie na Blue Ballroomie. Wzdychają, że marzy im się kiedyś występ na Grand Ballroom przy prawdziwej orkiestrze.

Wszystko przed Wami. Trzeba być marzycielem jak pan Szymon.

Marzanna Leszczyńska

 

187 total views, 1 views today

SIOSTRA MICHAELA RAK I GORZOWSKIE WĄTKI W FILMIE MIŁOŚĆ I MIŁOSIERDZIE

MichaelaMicchaSNA

 Tekst i foto Helena Tobiasz

Kino Helios w bieżącym repertuarze proponuje „Miłość i Miłosierdzie”. Refleksyjny film przybliżający kult Miłosierdzia Bożego od jego narodzin za sprawą objawień siostry Faustyny Kowalskiej poprzez zawierzania świata Miłosierdziu Bożemu 17 sierpnia 2002 r. przez Papieża Jana Pawła II w Łagiewnickim Sanktuarium i dalsze szerzenie się orędzia o Bożym Miłosierdziu w Polsce i na całym świecie. 

Projekcja filmu zbiega się z informacją zamieszczoną przez red. Hannę Kaup na portalu egorzowska.pl, że siostra Michaela Rak ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego w niedzielę, 31 marca 2019 r. w Muzeum Powstania Warszawskiego odebrała nagrodę im. Jana Rodowicza „Anody” w kategorii „Wyróżniająca się akcja lub inicjatywa społeczna zakończona sukcesem”. Siostra Michaela przez 13 lat prowadziła w Gorzowie Hospicjum św. Kamila. W 2009 r. skierowana została do Wilna z misją szerzenia idei hospicyjnej na Litwie. Jej dziełem jest stworzone tam od podstaw Hospicjum im. bł. ks. Michała Sopoćko.

W filmie wśród szeregu postaci opowiadających o kulcie Miłosierdzia Bożego pojawia się również siostra Michaela Rak. Swój hospicyjny etap życia ujmuje jako dzieło miłosierdzia, skierowane do niesienia pomocy cierpiącym. W jej rozważaniach kilkakrotnie pojawia się Gorzów z tutejszym hospicjum i późniejsze wątpliwości czy podoła zadaniu jakie ma do spełnienia w Wilnie. Siostra Michaela mówi, że akurat w czasie największego zwątpienia, a właściwie pewności, że dzieło ją przerasta, przebywała w Wilnie pewna zaprzyjaźniona rodzina z Gorzowa, której opowiedziała o swoich wahaniach. Słysząc to, ich córka Asia, która w dzieciństwie przeżyła ciężki wypadek porażenia prądem dodała jej otuchy przypominając, że przecież ciocia ciągle mówi Jezu Ufam Tobie, ciocia da radę. Ta z pozoru błaha zachęta zmotywowała ją do działania, w oparciu o ufność wyrażaną w westchnieniu Jezu Ufam Tobie i od tej pory, już bez zbędnych pytań podjęła hospicyjne wyzwanie.

Oprócz gorzowskiego wątku, w filmie są migawki z pobliskiego Myśliborza, w tym kościółek z witrażem, wymieniony i opisany w Dzienniczku siostry Faustyna czyli kościół  pw. Świętego Krzyża w Myśliborzu – obecnie Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, oraz siostry ze Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego w Myśliborzu rozdające pokarm potrzebującym.

Zdjęcia: Widok na Sanktuarium Świętego Jana Pawła II i Sanktuarium Bożego Miłosierdzia podczas Dni Młodzieży w Krakowie, lipiec 2016 r.; S. Michaela źródło: Hanna Kaup Habit/Hospicjum; Łączą nas ludzie i miejsca.

Tekst i foto Helena Tobiasz

61 total views, 1 views today

SPOTKANIE AUTORSKIE ZOFII MĄKOSY

MĄK5MĄKOSARAMRAM5

Relacja Ewy Rutkowskiej

 Literatura  historii regionu

Zofia Mąkosa, autorka trylogii „Wendyjska winnica”

Laureatka Lubuskiego Wawrzynu Literackiego w 2017 roku

Spotkanie z cyklu „Region w literaturze”

Gorzów WiMBP, 3 kwietnia 2019

Zofia Mąkosa urodziła się w Kargowej. Dzieciństwo spędziła w Chwalimiu, na niemiecko-polskim pograniczu. W tej wsi, gdzie się wychowała, umiejscowiła dzieje swojej pierwszej (z cyklu) powieści. Pisać zaczęła po przejściu na emeryturę. Na początku były to opowiadania w trakcie których nabierała umiejętności tworzenia fabuły i pewności siebie. Była to też nauka warsztatu. Gdzieś z „tyłu głowy” świtała jej ciągle  myśl, aby napisać powieść. Pisanie zawsze sprawiało jej przyjemność. Z zawodu jest nauczycielką historii. Na początek namówiła męża do napisania książki. I tak powstała jego książka o Karszynie.

Pani Zofia w trakcie pisania opowiadań zaczęła pilnie studiować historię regionu. Zawsze ją to interesowało. A w historii jakoś szczególnie interesowały ją losy kobiet w różnych okresach historii i w trudnych czasach życia na Pograniczu. W okresie poprzedzającym II wojnę światową i tuż po wojnie. O zagmatwanych dziejach tego regionu, dużo wieści zaczerpnęła z internetu. Wiarygodności dodawały rozmowy z osobami, które jeszcze żyły i pamiętały te okrutne czasy. Rozmawiała z Polakami i Niemcami, byłymi  mieszkańcami tych terenów. To czego się dowiadywała z tych rozmów, było wręcz wstrząsające. To też utwierdzało ją w przekonaniu, że trzeba  o tym pamiętać. Nie wolno zapomnieć.

Książki Zofii Mąkosy mówią o trudnych czasach wojny i tuż po wojnie. O rodzinie, o łączących je więzach. O sile miłości.  Ale przede wszystkim o determinacji kobiet.

Trylogia nosi tytuł „Wendyjska winnica”.

Pierwszy tom „Cierpkie grona”, której akcja  umiejscowiona jest we wsi Chwalęcice. Opowiada dzieje rodziny Marty Nejman, gorliwej luteranki, która stara się utrzymać gospodarstwo odziedziczone po przodkach. Obejmuje okres tuż przed wojną i okres wojny. Tom drugi nosi tytuł „Winne miasto”. Dzieje tej powieści umiejscowione są w Zielonej Górze. Opowiada o okresie lat 1945 do 1948 . W tym mieście po wojnie  zamieszkała córka Marty Nejman, Matylda. Trzeci tom, pod roboczym tytułem: „Kropla słodkiego wina”, opowiadać będzie dalsze dzieje potomków Marty Nejman. A akcja rozgrywać się będzie w Niemczech. Najwięcej wątków autobiograficznych znajduje się w drugim tomie. Problem przesiedlenia nie jest autorce obcy. Dotknął on także jej najbliższą rodzinę, którą po wojnie przesiedlono z Wileńszczyzny.

„Autorka plastycznie i wiarygodnie odtwarza rzeczywistość prowincji…. Ukazuje trudny ludzki los. Każda z postaci w tych powieściach wnosi swoją przeszłość, ale także widzenie swojej przyszłości” (K. Kamińska).

Książki zostały wydane przez Wydawnictwo Książnica i mają być w niedalekiej przyszłości tłumaczone na język niemiecki.

Pani Zofia nie chce być utożsamiana z jednym tematem. Interesuje ją historia, a w historii problemy ludzi w czasach dawniejszych i współczesnych.

W planach  powieść sięgająca czasów wieku XVII. Będzie to powieść o kobietach.

Moderatorem spotkania była Renata Ochwat.

Po spotkaniu autorskim odbył się koncert na cztery ręce, pięknej muzyki z klimatem na dwóch fortepianach, w wykonaniu Józefa Sobolewskiego i Przemysława Raminiaka.

Ewa Rutkowska

 

58 total views, 1 views today

SKARBY LIDII PRZYBYŁOWICZ

LIDIA PLIDIA PRZLIDLPSKAR LiD

Relacja Ewy Rutkowskiej

 „Zbieractwo – Przyjemność czy utrapienie”

Wernisaż wystawy, zbioru przedmiotów różnych Lidii Przybyłowicz,

Gorzów, WiMBP, 2 kwietnia 2019

Życie każdego człowieka składa się  z bardzo wielu drobiazgów. Nawet nie zwracamy uwagi na to, że w pewnym momencie zaczynamy „obrastać” w różnego rodzaju „niezbędne” rzeczy, które stawiamy na półce. Lubimy, jak przypominają nam jakąś egzotyczną wycieczkę, albo poznanych ludzi i na dodatek są śliczne.

Wszyscy, którzy lubią ładne przedmioty, zachwyca na drodze wszystko. I kamień i muszelka i gałązka z kwieciem… Do takich osób na pewno należy Lidia B. Przybyłowicz. Żyje już trochę czasu, więc i zgromadziła niemało. Poza tym zwiedziła kawałek Polski i jak powiedziała na wernisażu, cztery kontynenty.

A wszędzie było coś do kupienia na pamiątkę. Podkreśliła, że nie jest to hobby ani kolekcjonerstwo. Bo nie jest to nijak oznaczone, ani skatalogowane. I nie są to „przydasie” czy „durnostojki”. Są to przedmioty „do mania”.

Te cudeńka zapełniają w jej domu różne zakamarki i pudełka. A to co wystawiono, to nie jest wszystko. Pewnej części zbiorów nie wystawiła np. porcelanowych filiżanek, ozdobnych talerzy, czy drobnych instrumentów muzycznych. Choćby ze względu na kruchość przedmiotów no i brak miejsca wystawienniczego. Na wystawie zgromadzonych jest ponad sześćset przedmiotów.

Zbieraniem zajmowała się jej mama i zajmuje się tym jej siostra Ludmiła. Wystawa została podzielona  na kilka zagadnień. I została zadedykowana sceptykom i nieobecnym.

Są tu bibeloty, porcelanowe solniczki, słonie z trąbami do góry i w kapeluszach, zwierzęta różne, koty z wyspy Bali, gadżety z bliskiego i dalekiego wschodu (wachlarz, alabastrowe jajka, japońskie pałeczki, wazoniki), różne kufereczki,  nalepki na owoce – (zbiory jej siostry jest ich 1669). Różne miseczki, grające ptaszki, dzwoneczki i różne dziwne przedmioty. Jest cała gablota widokówek (1793 sztuki) nawet z przedwojennych czasów. Zbiór płyt winylowych (375 albumów), na wystawie jest ich tylko kilka. Są książki, np. modlitewnik z 1918 roku i  śpiewnik z 1925 roku. Jest też znana sztuka teatralna „Krakowiacy i Górale” z 1951 roku i  zszywka rocznika gazety z 1936 roku „Moja Przyjaciółka”. I jeszcze wiele innych ciekawych i zdumiewających przedmiotów. Warto to zobaczyć.

Pomysłodawczynią wystaw i tego miejsca wystawowego od ośmiu lat jest Agnieszka Pospieszna, pracownik Informatorium WiMBP.  I może są to „tylko bibeloty”, ale każda aktywność, każdego człwieka w każdej dziedzinie jest pożyteczna. Przy gablotach zawsze można spotkać zwiedzających.

Jak powiedział znany aktor Z. Buczkowski „w spotkaniach najpiękniejsze jest to, że się spotykamy…” .

Lidia Przybyłowicz, gorzowianka od urodzenia, absolwentka I LO i WSE w Sopocie oraz Szkoły Muz. I st. w Gorzowie w klasie fortepianu. Od 1973 roku związana jest z Gorzowem zawodowo. Pracowała m.in. jako z-ca dyr. domu kultury „Kolejarz”, jako kierownik działu artystycznego  a potem dyrektor  WDK.  Z-ca dyr. Muzeum Okręgowego i jako dyr. Wydziału Kultury. Jest laureatką wielu nagród i odznaczeń. m.innymi „Motyla” w 2010 roku, nagrody Marszałka Województwa Lubuskiego, odznaką Zasłużony Kulturze Gloria Artis w 2005 roku.

Jest współtwórcą gorzowskiego Dyskusyjnego Klubu Filmowego (DKF Megaron) i kilkuletnim prezesem Stowarzyszenia ZTL „Mali Gorzowiacy””.

Ewa Rutkowska

52 total views, 1 views today