ALFA-CPR: URZĄD MIASTA PRACUJE NORMALNIE

Dariusz Wieczorek z Wydziału Promocji i Informacji Miasta Gorzowa Wlkp.

Do 29 stycznia na terenie Polski, w związku z uroczystościami 75. rocznicy wyzwolenia byłego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, został wprowadzony stopień alarmowy ALFA i ALFA-CRP. – Urząd Miasta Gorzowa Wielkopolskiego pracuje normalnie, zgodnie z codziennym rytmem. Wszystkie systemy teleinformatyczne działają poprawnie, a mieszkańcy obsługiwani są na bieżąco – poinformował Jarosław Żółtowski, dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego gorzowskiego magistratu.

Podczas obowiązywania stopnia alarmowego ALFA wszyscy powinni zwracać szczególną uwagę na wszelkie niestandardowe sytuacje i potencjalne zagrożenia, na przykład: nietypowo zachowujące się osoby, pakunki, torby lub plecaki pozostawione bez opieki w miejscach publicznych, samochody (szczególnie transportowe) zaparkowane w pobliżu miejsc zgromadzeń.

Stopień alarmowy ALFA jest najniższy w czterostopniowej skali (wprowadza się go w przypadku uzyskania informacji o możliwości wystąpienia zdarzenia o charakterze terrorystycznym, którego rodzaj i zakres jest trudny do przewidzenia), a jego wprowadzenie ma charakter prewencyjny (ogólnego ostrzeżenia).

Równolegle zarządzeniem Prezesa Rady Ministrów został wprowadzony pierwszy stopień alarmowy CRP (ALFA-CRP), który dotyczy zagrożenia w cyberprzestrzeni. Oznacza on, że administracja publiczna jest zobowiązana do prowadzenia wzmożonego monitoringu bezpieczeństwa systemów teleinformatycznych pod kątem naruszania bezpieczeństwa komunikacji elektronicznej.

 

 

 

2 total views, 2 views today

SYBIRACY PRZYGOTOWUJĄ OBCHODY 80. ROCZNICY DEPORTACJI NA NIELUDZKĄ ZIEMIĘ

SybirSY

10 lutego minie 80 lat od masowej deportacji Polaków na Syberię. W związku z tym centralne obchody tej rocznicy odbędą się w Warszawie, także z Gorzowa Wlkp. na uroczystości wyjedzie delegacja z prezes Marią Dratwińską, która wywieziona została z rodziną na Syberię w roku 1951 za udział jej ojca w Armii Andersa.

  1. lutego nastąpi przekazanie sztandaru Związkowi Sybiraków oddziałowi w Rzepinie.
  2. lutego obchody rocznicy przygotowują w Gorzowie Wlkp. kadeci Zespołu Szkół Technicznych i Ogólnokształcących.

W siedzibie Związku Sybiraków w Gorzowie przy ul. Borowskiego odbyło się 22 stycznia  spotkanie zarządu, celem omówienia bieżących spraw. W poczet członków wspierających przyjęto dziś Wandę Milewską, której dziadkowie oraz mama i jej dwie siostry oraz brat wywiezieni zostali na nieludzką ziemię w 1940 r. i tam cudem przeżyli 6 lat.

Miłym akcentem było także składanie życzeń Henrykowi Jarmołowiczowi z okazji przypadających dziś jego 84. urodzin. Henryk Jarmołowicz jest fotografem i uwiecznia m.in.  wszystkie uroczystości Sybiraków. Jest on jednym z inicjatorów powołania Związku Sybiraków w Gorzowie Wlkp.

Gorzowscy Sybiracy mają swoją kaplicę w kościele pw. NMP Królowej Polski przy ul. Żeromskiego. W Katedrze WNMP znajdowała się tablica pamiątkowa i wielki drewniany różaniec, na którego paciorkach wytłoczone są wagoniki. Różaniec poświęcił Jan Paweł II w 1997 r. podczas wizyty w Gorzowie. Miejskie rondo i ulica noszą nazwę Sybiraków. W sanktuarium maryjnym w Rokitnie lubuscy Sybiracy ufundowali kaplicę “Zesłańców Sybiru”. Obecnie trwa zbiórka funduszy na renowację kaplicy. Pieniądze można wpłacać na konto sanktuarium  34 1240 3578 1111 0000 4532 1270.

Pierwsza masowa deportacja Polaków na Sybir rozpoczęła się 10 lutego 1940 r. W głąb Rosji wywieziono ponad dwa miliony rodaków. Na zsyłce znalazła się przede wszystkim polska inteligencja. Wywożono ich w nieludzkich warunkach, często umierali w czasie transportu. Zesłańcy pracowali w lasach, na polach, w kopalniach, przy budowie dróg.

 

21 total views, 21 views today

GORZOWSKIE „60 KRZESEŁ” KINEM MIESIĄCA

MOSMOS1

Informuje Dariusz Wieczorek z Wydziału Promocji i Informacji UM

Fot. Bartłomiej Nowosielski, MOS

Gorzowskie Kino 60 krzeseł jest już ponad rok członkiem Europa Cinemas, sieci najlepszych europejskich kin arthousowych, do której w Polsce należy zaledwie 39 placówek „srebrnego ekranu”.

Liczący się w branży audiowizualnej, współpracujący z Europa Cinemas magazyn i portal Film New Europe, przyznał gorzowskiej placówce w styczniu 2020 roku tytuł Kina Miesiąca.

– Myślę, że największym wyzwaniem jest zbudowanie społeczności kinowej i utrzymanie zaufania naszych widzów. To największe wyzwanie, ale i najbardziej satysfakcjonujące. Jesteśmy małym kinem artystycznym z konkretnym repertuarem. Kiedy widzowie przychodzą do nas, wiedzą, że będzie inaczej – że czeka na nich nie zawsze proste, czasem całkiem nowe, ale ciekawe doświadczenie filmowe – powiedziała Iwona Bartnicka, zapytana w wywiadzie dla Film New Europe o największe wyzwanie dla prowadzącej to kino.

– Widzowie dzielą się z nami swoimi opiniami, pytają o filmy i wydarzenia, a niektórzy nawet nazywają 60 krzeseł „naszym kinem”, co jest największym komplementem dla całego naszego zespołu. Pewnego razu, zainspirowani pokazem Shine, niektórzy z naszych widzów udali się na koncert Davida Helfgotta w Londynie. Wysłali nam zdjęcia, to było niesamowite. Traktujemy widownię jak przyjaciół, a naszym celem jest utrzymanie rodzinnej atmosfery. Chcemy, aby wracali do naszego kina, byli jego częścią – dodała Bartnicka.

Cały wywiad tutaj:  https://www.filmneweurope.com/news/poland-news/item/119367-fne-europa-cinemas-cinema-of-the-month-kino-60-krzesel-gorzow-wielkopolski-poland

Kino 60 Krzeseł powstało w 2002 roku w ramach Miejskiego Ośrodka Sztuki w Gorzowie Wielkopolskim. Wyświetla filmy artystyczne, a także organizuje wydarzenia i programy edukacyjne, dotyczące filmu i mediów. Jest gospodarzem m.in. klubu filmowego DKF Megaron, który otrzymał nagrodę Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej w 2016 roku.

 

 

 

 

27 total views, 12 views today

KONCERT Z HARFISTKĄ ANNĄ SIKORZAK-OLEK W GORZOWSKIEJ FILHARMONII

HARF5HARf progr

Fot. FG

Urszula Śliwińska – rzecznik prasowy Filharmonii Gorzowskiej rozmawia z Anną Sikorzak – Olek. Artystka opowiada o harfie, muzyce miłości i koncercie „Poezje i Romanse”.

Dźwięk harfy przynosi szczęście miłości. 

Wybitna polska harfistka, kompozytorka, ceniony pedagog, nagrała muzykę do ponad setki filmów. W Filharmonii Gorzowskiej wystąpi podczas koncertu walentynkowego – wyjątkowej uczcie dla zmysłów, podczas której ukazane zostaną wszystkie odcienie miłości. Anna Sikorzak – Olek opowiada o harfie, muzyce miłości i koncercie „Poezje i Romanse”.

Filharmonia Gorzowska: W Filharmonii Gorzowskiej wystąpi Pani podczas koncertu walentynkowego. W jednym z wywiadów powiedziała Pani: „Nieodżałowanej pamięci Jerzy Waldorff powiedział kiedyś, że muzyka łagodzi obyczaje. Chyba nie pogniewałby się na małą zmianę, że to harfa łagodzi obyczaje.”  Rzeczywiście w jej brzmieniu jest coś kojącego, anielskiego. To dobra muzyka do opowiadania o miłości?

Anna Sikorzak – Olek: Harfa od wieków jest symbolem poezji. Motyw złotej harfy, o złotych strunach  przewija się w wierszach naszych Romantyków. To ślad druidzkiej przeszłości, gdzie do właśnie wtóru harf opowiadano historie – też miłosne. A co może, jeśli nie poezja oddać  najlepiej najtkliwsze nasze uczucia. W wierszu „Do M….” z roku 1823 Adama Mickiewicza, czytamy:

Czy zadumana w samotnej komorze

Do arfy zbliżysz nieumyślną rękę,

Przypomnisz sobie: właśnie o tej porze

Śpiewałam jemu tę samą piosenkę ………

FG: W Stanach Zjednoczonych niemal na każdym weselu rozbrzmiewa muzyka harfy. U nas to wciąż instrument niszowy, choć przecież jest jednym z najstarszych znanych ludzkości instrumentów. Z czego to wynika?

 Anna Sikorzak – Olek: Ciągle harfy mało, ciągle brak nam jej w wielu – nawet wojewódzkich miastach. To efekt naszej powojennej przeszłości. Ale powoli sytuacja się zmienia. Harfy stały się relatywnie tańsze. Orkiestry posiadają już świetne instrumenty. Harfiści również kupują na własność harfy najdroższych światowych marek. W Warszawie od 10 lat prowadzę zespół harfowy składający się z ponad 20 harfistów w wieku od 6 do 18 lat. To „Wiktorska Harp Open”. W lipcu tego roku jedziemy na Światowy Kongres Harfowy do Cardiff, do Walii. Zaprezentujemy tam ponad 45 minutowy program grany przez 38 harfistów. To będzie nasz pierwszy tak liczny udział w kongresach, które trwają już od lat 60- tych. Stowarzyszenie „Harfa Dzieciom”, które założyłam w 2010 roku, stawia sobie za cel popularyzację tego instrumentu w Polsce. Proszę zajrzeć na naszą stronę www.harfadzieciom.pl . Zobaczyć można tam, ile koncertów gramy. Oczywiście chętnie przyjedziemy do Gorzowa Wielkopolskiego z koncertem „Na 1000 strun”.

Co ciekawe, w Nowym Yorku największą  firmę oferującą  granie na harfie podczas ślubów, spotkań i uroczystości, prowadzi z wielkim sukcesem polska harfistka. W Warszawie, Krakowie, Lublinie, Białymstoku i …..można by wymieniać jeszcze długo, już też harfy grają na ślubach. I jak głosi  fama,  to przynosi szczęście młodej parze.

FG: W Filharmonii Gorzowskiej co roku odbywa się Festiwal Muzyki Współczesnej im. Wojciecha Kilara. Podczas niedawnych koncertów karnawałowych prezentowaliśmy m.in. jego walc do filmu „Trędowata”. Pani również nagrywała muzykę do tego filmu. W jednej z radiowych rozmów powiedziała Pani, że nagrywanie muzyki filmowej jest dla Pani „przygodą życia”. Czy jest jakiś film, nagranie, które wspomina Pani najmilej?

 Anna Sikorzak – Olek: Dobrze pamiętam nagranie muzyki pana Kilara do „Trędowatej”. Był  rok 1976! Nagle przyszło mi zastąpić harfistkę orkiestry radiowej – nieodżałowaną Izię Cichoń. Partia harfy w dużej mierze polegała na graniu glissand – czyli ślizganiu się po strunach. Opłaciłam to wtedy bąblami na palcach. Ale warto było. Miałam w życiu wiele szczęścia. Nagrałam muzykę do ponad 100 filmów. Chyba największą moją przygodą muzyczną była współpraca ze  Zbigniewem  Preisnerem. Jego muzyka do filmów Krzysztofa Kieślowskiego (Dekalog. Trzy Kolory), Agnieszki Holland (Tajemniczy Ogród) i wielu innych, koncerty w całej Europie: na Akropolu w Atenach, Paryżu i w  Londynie, czy w kopalni w Wieliczce,  w Kamieniu Pomorskim po śmierci Krzysztofa Kieślowskiego, albo kolędy na koniec wieku w magicznym Teatrze Starym w Krakowie – tych przeżyć się nie zapomina. W moim CV znaleźć można jeszcze wiele nazwisk:  Michał Lorenc, Krzesimir Dębski, J. A. P. Kaczmarek, Maciej Zieliński, Paweł Szymański z muzyką do filmu „Plac Zbawiciela”. W krakowskim studio radiowym nagrałam  26 minutowy odcinek tej muzyki bez jednego cięcia i sklejania. Tego się nie zapomina. Dobra muzyka filmowa to ta, której się nie słyszy podczas oglądania. Dobra muzyka zaczyna żyć własnym życiem na koncertach. Uczestniczę w wielu takich koncertach i rozumiem jej popularność.

FG: Jest Pani nie tylko wybitną harfistką, uznanym pedagogiem, propagatorką gry na harfie, ale także kompozytorką. Komponuje Pani m.in. muzykę dla dzieci. Na czym polega specyfika takich kompozycji?

 Anna Sikorzak – Olek: Moje utworki dla dzieci powstają z potrzeby dopasowania utworu do temperamentu i umiejętności ucznia. A do tego wszystkiego są małymi prezentami dla każdego z nich. Jest tylko jeden utwór „poważny”, który zadedykowałam Żołnierzom Wyklętym  – to „Elegia” na harfę solo. Dałam w nim wyraz moim uczuciom dla tragicznych losów bezimiennych, zamordowanych bohaterów.

FG: Program koncertu „Poezje i romanse” w Filharmonii Gorzowskiej pomyślany został w taki sposób, by ukazać wszystkie odcienie miłości. Jakich kompozycji wysłuchamy? Jaki będzie duch tego koncertu?

 Anna Sikorzak – Olek: Pierwszy z nich powstał na początku XX wieku. To „Tańce” C. Debussy: Dance Sacre i Dance Profane  na harfę i kwintet smyczkowy. Muzykę można opisać kolorami – pierwszy błękitny przenosi nas w świat sacrum, drugi taniec to szaleńczy, zaskakujący walc w kolorach fioletowo – zielonych. Kontrast pomiędzy sacrum i profanum. Wszystko inne kryje się w otwartości naszej percepcji. „Tańce” to jedna z najlepszych kompozycji na harfę jaką kiedykolwiek napisano.

Koncert Mikołaja Hertla „Athos” powstał ponad 100 lat później. Kompozytora zainspirował do napisania koncertu pobyt w Grecji, wizyta w klasztorach na górze Athos i wielobarwność tamtejszej kultury. Dlatego usłyszymy w tej muzyce zwroty charakterystyczne dla Grecji, zmiany nastrojów, przepiękną harmonię i różnorodność barw.  Gram ten koncert zawsze na harfie zielonej – elektrycznej, która lepiej oddaje rozrywkowy, wręcz filmowy charakter tego utworu.

„Poezje i romanse”

Koncert symfoniczny

Piątek, 14 lutego, godz. 19.00

 WYKONAWCY:
Orkiestra Filharmonii Gorzowskiej
Jacek Kraszewski / dyrygent
Anna Sikorzak-Olek / harfa

 

BILETY:
45 zł normalny
38 zł ulgowy
32 zł balkon

35 total views, no views today

NIEMIECKI DYPLOM DSD II W GORZOWSKIM IV LO

TABLICA5

Fot. ze str. http://www.gorzow.pl/PL/3235/8180/W_IV_LO_z_DSD_II/k/

Informuje Dariusz Wieczorek – Wydział Promocji i Informacji UM

22. stycznia w IV LO im. Tadeusza Kotarbińskiego w Gorzowie Wielkopolskim zostanie odsłonięta tablica potwierdzająca, iż to liceum należy do sieci ponad tysiąca szkół, w ponad 60 krajach na świecie, które przybliżają język i kulturę Niemiec.

W szkołach tej sieci istnieje możliwość zdobycia dyplomu DSD II (Deutsches Sprachdiplom), który jest świadectwem znajomości języka niemieckiego, niezbędnej dla podjęcia studiów wyższych w Niemczech.

Z egzaminem DSD II i polską maturą można podjąć studia na każdym kierunku w Niemczech.

Dyplom może być również przydatny dla studentów polskich uczelni, którzy będą chcieli i mieli możliwość wyjechać na stypendium do Niemiec.

Absolwent DSD II zwiększa swoje szanse na zatrudnienie na polskim i europejskim rynku pracy – podkreśliła Hanna Mickiewicz-Kędziora, dyrektor IV LO.

Egzaminy na DSD są przeprowadzane w szkołach średnich w klasie maturalnej. Certyfikat DSD II zdaje się na poziomie B2/C1; egzamin ten jest niemieckim odpowiednikiem egzaminu CAE z Cambridge. Do egzaminu podchodzi się bez konieczności uiszczania jakiejkolwiek opłaty, o ile zdaje się go grupowo.

 

 

 

21 total views, 2 views today

STRAŻACKA ORKIESTRA DĘTA KOLĘDOWAŁA W KOŚCIELE NMP KRÓLOWEJ POLSKI

orkork1ORKIESTRA

Fot. 1 i 2 ks. Tomasz Gierasimczyk Fot. 3 wm

Gorzów Wlkp.: tłumy gorzowian na Mszy św. z udziałem strażackiej orkiestry dętej

Tłumy gorzowian z dziećmi wzięły udział 19 stycznia we Mszy św. w par. NMP Królowej Polski z udziałem Orkiestry Dętej Ochotniczej Straży Pożarnej „Siedlice” pod dyr. Grzegorza Krzeskiego. Muzycy ubogacili Liturgię, a na zakończenie nabożeństwa zaprezentowali koncert kolęd.

Orkiestrze towarzyszyła parafialna Schola „Łobuzy Maryi” pod kier. Elżbiety Zjawin –  nauczycielki religii, która prowadzi zespół od prawie dwudziestu lat, akompaniując na gitarze i flecie, skupiając w nim zawsze dużą grupę muzykujących dzieci i młodzież. Zespół bierze udział w festiwalach, imprezie winobraniowej w Zielonej Górze, występuje dla chorych i seniorów w domach pomocy. – I wszędzie tam  gdzie nas zaproszą – zapewnia Elżbieta Zjawin.

Mszy św. przewodniczył wikary ks. Józef Suchan, który przed rozpoczęciem kazania dla dzieci i młodzieży w imieniu orkiestry zachęcał do wstąpienia w jej szeregi. Ten koncert kolęd był m.in. zachętą do rozpoczęcia muzykowania, tym bardziej, że dyrygent zapewnia bezpłatne lekcje muzyki w ognisku działającym przy OSP oraz wypożyczenie instrumentów dętych, a potem także strojów.

Strażacka orkiestra, której siedziba znajduje się na terenie par. MB Różańcowej często uświetnia uroczystości religijne w różnych gorzowskich kościołach. Dyrygent Grzegorz  Krzeski zaproponował także członkostwo osobom dorosłym. – Wystarczą chęci. Reszty można się nauczyć, instrumenty można wypożyczyć także bezpłatnie. Próby odbywają się dwa razy w tygodniu i jest to doskonały sposób na oderwanie dzieci i młodzieży od komórek czy Internetu – zapewnił Krzeski. Rozpiętość wiekowa grających w orkiestrze jest obecnie bardzo duża od 6 do ponad 70. lat.

Żeby rozpocząć przygodę w tej orkiestrze nie trzeba mieć doświadczenia.  Ci, którzy nie mają swojej trąbki, klarnetu czy saksofonu też nie powinni się martwić – orkiestra OSP Siedlice ma kilka instrumentów w zapasie. Mimo to brakuje chętnych do grania.

Orkiestra dęta OSP Siedlice działa przy Ochotniczej Straży Pożarnej od 60. lat, jest jedną z dwóch orkiestr dętych działających w Gorzowie Wlkp. Orkiestra wykonuje utwory uświetniając uroczystości państwowe, lokalne i kościelne. Aktywnie uczestniczy w życiu kulturalnym miasta, biorąc udział w obchodach rocznicowych i festiwalach orkiestr dętych. W 2016 r. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego uhonorował Orkiestrę Dętą OSP Siedlice odznaką „Zasłużony dla kultury polskiej”.
Stowarzyszenie Ochotnicza Straż Pożarna „Siedlice” jest członkiem Związku Ochotniczych Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej. Cele statutowe realizuje m.in. poprzez: drużyną pożarniczą, świetlicę środowiskową, orkiestrę dętą, oraz działające przy orkiestrze ognisko muzyczne czy salę wykorzystywaną do imprez okolicznościowych.

121 total views, 7 views today

GORZÓW NA ZDJĘCIACH UKOŚNYCH I W 3D

 MAPAMAPA1

Informuje Dariusz Wieczorek – Wydział Promocji i Informacji UM

Fot. Jan Wojtanowski

W kwietniu ubiegłego roku nad miastem krążył samolot, który wykonywał trójwymiarowe zdjęcia. Projekt był wykonywany na zlecenie Związku Powiatów Lubuskich, a jego efekty teraz można obejrzeć i w Internecie.

 – Nowe dane pozwalają analizować zmiany zachodzące w mieście i to w trzech wymiarach.  Są trwałą inwentaryzacją przestrzeni miejskiej, którą będzie można analizować także w przyszłości – podkreślił Jerzy Oleksiewicz, dyrektor Wydział Geodezji i Katastru Urzędu Miasta.

Mapę można obejrzeć tutaj. https://gorzow.obliview.com/

Internauci mają do dyspozycji widoki ukośne z funkcją mierzenia np. budynków z każdej strony, ortofotomapy o pikselu terenowym 5 cm czy model 3D. Zarówno na ortofotomapie czy fotoplanach ukośnych można nałożyć granice ewidencyjne działek, a w przypadku 3D przeanalizować zacienianie budynków w zależności od daty i pory dnia (wysokość słońca).

Ciekawą funkcją jest wykorzystanie usługi lokalizacji i wyświetlania działek ewidencyjnych na podstawie identyfikatora działki z wykorzystaniem informacji zawartych w bazach danych EGiB. W trybie ortofotomapy jest możliwość analizowania zmian w zakresie roczników (2019, 2012, 2011, 2008). Widać inwestycje i zmieniający się układ przestrzenny miasta.

Fotomapę wykonała firma MGGP Aero. – Jest to nasza najnowsza wersja rozwijanego oprogramowania, która integruje kilka typów danych w jednym miejscu. Publikujemy ortofotomapy, zdjęcia ukośne oraz modele 3D typu mesh w jednym miejscu – wyjaśnił jej przedstawiciel Witold Kuźnicki.

 

 

 

 

 

20 total views, no views today

M. i A. LESZCZYŃSCY ORAZ JOANNA URBANIAK Z FAN DANCE OPOWIADAJĄ O TAŃCU

FILFIL5FIL6logo6FIL4FIL3PLA

 Z Marzanną i Andrzejem Leszczyńskimi – tancerzami Klasy C, sekcji Senior Hobby w Szkole Tańca Fan Dance Anny i Grzegorza Deptów rozmawia Wanda Milewska. O miłości do tańca opowiada także Joanna Urbaniak – tancerka klasy D, tańcząca w parze z Patrykiem Tomaszewskim. Obie pary wystąpiły w Filharmonii Gorzowskiej  podczas koncertu „Niech żyje walc”. Orkiestrą FG dyrygował Jacek Kraszewski, konferansjerem był Robert Janowski.  

WM – Jakie były początki Waszej pasji tanecznej. Kto kogo zainspirował?

Marzanna L. –Nasza pasja zrodziła się dość późno. Byłam już stateczną żoną i mamą trzech synów. Propozycja była moja, a mąż opierał się przed tym pomysłem chyba dwa lata. Zachęcali nas  znajomi z czasów studenckich z Wrocławia. Oni zapisali swoje dzieci na tańce i sami zaczęli też trenować i jeździć na turnieje. Podczas kolejnych spotkań opowiadali o ich zamiłowaniu tanecznym, a kiedyś wspomnieli, że w Gorzowie jest bardzo sympatyczny nauczyciel  Grzegorz Depta, który ich oceniał na turniejach. – Spróbujcie nauki u niego – powiedzieli. Po tej rozmowie znaleźliśmy szkołę tańca Fan Dance i Grzegorza Deptę.

 WM – Jakie były początki nauki, czy taniec małżonków jest trudnym wyzwaniem?

 ML – Tu możemy mówić o swoich przypadkach. Jest nawet takie powiedzenie, że aby małżeństwo ze sobą mogło tańczyć musi być dobre. Dla mnie jest to wyzwanie, bo często słyszę za dużo uwag np. że „ już tyle razy o tym było a ja dalej nie wiem o co chodzi”. Trzeba wybaczać cięty język i duże wymagania partnera i wiedzieć jak zatrzymać tę spiralę, która się często potrafi rozkręcić tak, że odbiera ochotę do dalszej wspólnej pracy. No ale jeśli już do tego doszło to trzeba zapomnieć i wybaczać, umieć doceniać to co się ma i nie porównywać do nikogo ale cieszyć się najmniejszymi postępami. Mąż twierdzi, że jest to bardzo duże wyzwanie dla niego bo…jestem konfliktowa i mało podporządkowana. Ja uważam, że Andrzej ma charakter typowego  bossa, moje koleżanki, które nas czasem obserwują,  twierdzą, że by tego nie wytrzymały. No cóż, on ma mało czasu, chciałby szybko zrobić pewne rzeczy a ja lubię samą naukę, lubię poświęcić więcej czasu na opanowanie kolejnych elementów czy figur.

 WM – Czy macie inne wspólne pasje? Czy taniec zajmuje tyle czasu, że inne nie są potrzebne?

ML – Lubimy podróżować, chodzić po górach, jeździć na rowerach, pływać, jeździmy na nartach i rolkach. Jednak zawsze pamiętamy o kalendarium tanecznym. Taniec to zazdrosna muza, szybko da o sobie znać, że się ją zaniedbuje. Ale wszystko co robimy dodatkowo, też się przydaje w tańcu, bo wzmacnia naszą kondycję, prostuje nas, relaksuje i jest natchnieniem. Trzeba tylko rezolutnie gospodarować wspólnym czasem oraz zasobami fizycznymi, wtedy wszystko da się pogodzić.

WMCzy taniec umacnia małżeństwo? Na pewno są emocje i nerwy. Jak z tego wychodzicie żeby nadal było harmonijnie?

ML – Na pewno taniec turniejowy i pokazy wyzwalają emocje. Chęć dobrego wyniku i to aby był ładny efekt bo inni patrzą prowadzi do konfliktów. Gdy tańczymy dla siebie, presji takiej nie ma. Ale jest tak na tym świecie, że bez walki, bólu nie ma specjalnego postępu. Lubimy widzieć błędy po stronie partnera i jego obarczać za to, często któraś ze stron jest bardziej leniwa a to jest denerwujące. Dlatego się kłócimy w tańcu. Oboje jednak bardzo lubimy  tańczyć, dlatego sporo sobie wybaczamy i zapominamy urazy. Wielokrotnie umiejętność tańczenia przydała nam się w różnych sytuacjach życiowych. Czasem widzę jak ludzie zmieniają do nas nastawienie gdy podoba się im to co robimy. Zdecydowanie, taniec umacnia  związek. Trudno też powiedzieć czy gdybyśmy ze sobą nie tańczyli czy po tylu latach bylibyśmy idealną parą. Jeśli się zdarzy, że ktoś się bardzo obraził to przerywamy i dopiero po pewnym czasie wracamy do ćwiczeń. Warto o tym też porozmawiać, przeprosić a najlepiej odpuścić drugiej osobie. Czasem dobrze jest podejść do newralgicznych sytuacji żartobliwie i pośmiać się z siebie samych. Jedna z koleżanek mówiła, że przez tango możemy się mocno pokłócić, możemy się nawet rozwieść, tylko co to da?

WM – Braliście udział w wielu turniejach. Czy występ przed gorzowską publicznością był większym wyzwaniem niż w innym miejscu?

ML –Zawsze instynktownie bałam się występów przed rodziną i znajomymi. Chętniej wyjeżdżałam na turnieje tam gdzie nikt mnie nie znał. Towarzyszy temu świadomość, że stało się i znikamy, zapominamy o wszystkim, zwłaszcza wtedy, gdy pójdzie nie tak jak chcieliśmy. Nie jest to do końca prawdą, istnieją przecież kamery, nagrania, zdjęcia. Do końca nie wiemy kto i jak to użyje i komu pokaże. Muszę przyznać, że występów tu w Gorzowie nie mieliśmy wielu a te, które były pozostawiły piękne wspomnienia. Echa, które do nas dochodziły potem były przesympatyczne. Ludzie, którzy nas znają inaczej odbierają to niż obcy ludzie. Widać było wzruszenia, podziw. Rozkleiły mnie łzy. To dla mnie chyba największy komplement, że ktoś się rozpłakał ze wzruszenia i nie był to pojedynczy przypadek. Jeśli ktoś płakał bo też tak chciałby umieć tańczyć to znaczy, że warto było poświęcić tyle czasu na to i wyglądało to nieźle. Poza tym świadomość, że jest tu tyle znajomych była dla mnie sporą motywacją do zmobilizowania się, dodawało mi to energii oraz pomysłów. Jednym słowem uskrzydlało

WM – Jaka była atmosfera zakulisowa, czy ktoś Was wspierał duchowo?

Andrzej L. – Mieliśmy swoje garderoby, wodę, herbatkę. Obsługa imprezy była bardzo sympatyczna. Osoby odpowiedzialne za organizację podpowiadały nam kiedy musimy być gotowi. Wprowadzano nas w odpowiednich momentach na salę, informowano co się dzieje.

Filharmonia jest labiryntem, a my wymyśliliśmy sobie zejście po schodach. Musieliśmy więc w różnych momentach koncertu znikać, gdzie indziej się pojawiać i tutaj mieliśmy pomoc.

Żona w takich chwilach raczej lubi się odseparować, wyłączyć z otoczenia bo ją to rozprasza, woli jeszcze coś na boku przećwiczyć, rozgrzać stawy. Ja jestem bardziej rozproszony. Znalazła się chwila na autograf i zdjęcie z sympatycznym Robertem Janowskim, który był konferansjerem.

Cały czas wspieraliśmy się z drugą tańczącą parą: Joanną Urbaniak i Patrykiem Tomaszewskim. Scenariusz był poprawiany na bieżąco, bo wpadały nam do głowy nowe pomysły i ustalaliśmy drobne poprawki. Słowa otuchy docierały od znajomych. Byli tacy co przeżywali to razem z nami, przejęci dzwonili i wczuwali się w nasze role. Koleżanki i koledzy ze szkoły tańca przyszli nas obejrzeć a także wesprzeć. Żona mogła  liczyć na ich podpowiedzi w sprawie doboru  dodatków do stroju. Ja pożyczyłem spinki do koszuli, które gdzieś się zapodziały. Miło, że w tym zagonionym świecie znajdują się wspaniałomyślni, pomocni ludzie.

WM – Ile posiadacie pucharów i jaką zdobyliście klasę w tańcach?

ML – Mamy około 50. pucharów. Zapełniamy już drugą półkę. Część z nich była zdobyta podwójnie, czyli dostał mąż i ja za to samo. Mamy też całe pudło medali. Wszystko przechowujemy, bo mamy ku temu warunki w domu. Jesteśmy posiadaczami klasy tanecznej C w obu stylach, czyli standardowym i latinoamerykańskim.

WMCo zawdzięczacie swojej szkole, swoim nauczycielom z Fan Dance?

ML – Umiejętności taneczne zdobywamy i utrwalamy na zajęciach w szkole tańca Fan Dance dwa, trzy razy w tygodniu. Grzegorz Depta jest wiceprezesem PTT Okręgu Lubuskiego i często kieruje nas na szkolenia z różnymi Mistrzami Polski, które organizowane są dla par turniejowych. Ostatnio braliśmy udział w szkoleniu z Markiem Kosatym i Pauliną Glazik (finaliści najważniejszego turnieju świata w Blackpool). Wiosną ubiegłego roku mieliśmy okazję i szczęście uczestniczyć w szkoleniu prowadzonym przez Arunasa Bizokasa (dziewięciokrotnego Mistrza Świata w stylu standardowym).

Do pokazu w filharmonii pomogła nam się przygotować Anna Depta sugerując zarys przedstawienia do muzyki, podała inspirację i czuwała nad tym abyśmy wzięli się do pracy. Ale muszę przyznać, że dosyć samodzielnie przygotowaliśmy całość na tej bazie. Cała nasza czwórka miała duży samodzielny wkład. Jestem pełna uznania dla umiejętności, kreatywności i zgodnego współdziałania Asi i Patryka. Grzegorz Depta udostępnił  nam salę na dowolny czas.

WMCo powinni wiedzieć, ci, którzy pragną rozpocząć wspólną przygodę z tańcem?

A.L. – Że powinni to robić z żoną.

ML. – Że zbyt wygórowana ambicja jest gorsza niż faszyzm. Trzeba przede wszystkim czerpać przyjemność z nauki tańca. Jak powiedział papież Benedykt XVI na spotkaniu w Krakowie: „trzeba pracować, uczyć się  i nie mieć ambicji”. Reszta przyjdzie sama.

WMProszę jeszcze o refleksje po występie w Gorzowskiej Filharmonii.

AL – Występ w Gorzowskiej Filharmonii przerósł nasze wyobrażenie. Jest z pewnością innym przeżyciem niż turniej taneczny, a mieliśmy ich około siedemdziesięciu. Na pewno sprawiła to wyjątkowa oprawa jaką daje filharmonia. Muzyka na żywo przy tak potężnej ilości instrumentów, z towarzyszeniem harfy…  .  W Polsce większość turniejów tanecznych odbywa się w halach sportowych, gdzie na parkietach są linie do gry w piłkę. Wchodzą panie w sukniach z falbanami i w kamieniach ale czar w połowie pryska.

Przebywałaś parę miesięcy w Ameryce i opisywałaś jak to tam ludzie znają parę kroków tanecznych a już daje im się możliwość zatańczenia na pięknej sali z towarzyszeniem orkiestry. Ale poczekajmy, z pewnością dożyjemy innych czasów. Już w Mierzynie pod Szczecinem co roku można oglądać finały taneczne do orkiestry na żywo podczas Turnieju organizowanym przez Dance Club Grażyna Grabicka i Szymon Kalinowski. Na razie to nagroda  dla najlepszych w Polsce. Kto już popróbował raz prawdziwej orkiestry – widzi różnicę. Ciekawe, że takie warunki występowania wyzwalają nas bardziej, a wydawałoby się że mogłoby nas to przytłoczyć. To była bajka i można się znaleźć w krainie czarów w każdym wieku.

A nasze refleksje po występie w Gorzowskiej Filharmonii? Mój mąż twierdzi, że ciągle jeszcze się nie kończą….

Joanna Urbaniak posiada klasę D tańca towarzyskiego. Jest uczennicą ósmej  klasy Szkoły Podstawowej nr 13 w Gorzowie Wlkp.  Tańca uczy się w Szkole Tańca Fan Dance Anny i Grzegorza Deptów. Jej partnerem w tańcu jest Patryk Tomaszewski.

WM – Czy taniec jest twoją jedyną pasją, czy jedną z wielu?

Joanna U. Tańczyć zaczęłam wcześnie, bo już od przedszkola, więc taniec jest częścią mojego życia i nie wyobrażam sobie abym mogła z niego zrezygnować. Od wielu lat uczę się w Fan Dance i jest mi tu bardzo dobrze, tu zgłębiam technikę, kierunkuję się do zdobywania  wyższych klas, tu jest fragment mojego życia. Gdybym nie tańczyła, czułabym pustkę.

WM – Tańczy się w parze, czy nie masz problemu z partnerami, czy zawsze masz z kim ćwiczyć?

JU – Miałam już kilku partnerów do tańca. Z obecnym ćwiczy mi się bardzo dobrze. Taniec w parze polega na współpracy i akurat doskonale się ona układa.

WMW czym pomaga taniec? I czy nie jest czasem uciążliwy albo w czymś przeszkadza?

JU – Taniec to na pewno jest przyjemność ale także wysiłek. Jeżeli jednak się zaangażuje w to co się bardzo lubi, a ja taniec kocham i mogę mu poświęcać kilkanaście godzin tygodniowo. Bardzo lubię przychodzić do tej szkoły. Taniec pomaga zachować dobrą kondycję, a ruch jest także bardzo potrzebny. Taniec mi nigdy w niczym nie przeszkadza.

WMCzy zdarzają wam się kłótnie podczas treningów?

JU- Każdej parze to się przytrafia ale trzeba umieć się pogodzić. Wtedy najlepiej omówić problem, co ma być po kolei, trzeba ustalić co dodać a co należy odjąć. Tu jest konieczna współpraca i zrozumienie. Jeżeli partnerka czegoś nie wie to partner powinien jej powiedzieć. A po za tym jest wsparcie trenerów pani Ani  i pana Grzegorza, którzy nam pomagają. Każde z nas uczy się wszystkiego po kolei i wiadomo, że zdarzają się błędy.

WM – Czy lubicie tworzyć własne układy i czy jest to dopuszczalne podczas nauki?

JU – Bardzo lubimy i czasami tworzymy, dostosowując kroki do rytmu, bo jeśli chcemy coś zmienić to musimy zgrać jedno z drugim, a poza tym dostosować do swoich predyspozycji. Nie każdy ma doskonałą technikę, a każdy ma inną zwinność i szybkość. Nasze pomysły czasem wydaje się, że biorą się nie wiadomo skąd, jakby znikąd. Najczęściej powstają w tym czasie, który mamy tylko dla siebie pomiędzy practicem a zajęciami. Dodajemy jakieś obroty które są pełną improwizacją.

WM – Co możesz powiedzieć o roli nauczyciela tańca?

JU – Czasem wydaje nam się, że trenerzy mówią to, czego byśmy nie chcieli słyszeć, a tak naprawdę to daje bardzo dużo. Trzeba wszelkie uwagi i propozycje przyjąć, wytrenować i wtedy są efekty.

WM –Czy w przyszłości chciałabyś być zawodową tancerką?

JU – Zawsze byłam kierunkowana ku tańcu. I z tego się cieszę. Chciałabym być choreografem albo instruktorką. Byłabym szczęśliwa ucząc maluszków od podstaw i pokazać, że taniec to nie tylko ciężka praca ale także przyjemność z robienia tego co się kocha.

WMCzy lubisz występować przed publicznością. Czy to duży stres dla ciebie?

JU – Stresują się na pewno wszyscy. Niektórych stres blokuje, tak jak w moim przypadku ale znam osoby, dla których stres jest motywujący. Tancerz może się obawiać przed występem jeśli czuje, że ma niedopracowaną figurę, niedokończoną. A poza tym to jest taka ogólna obawa, czasem nawet przed tym żeby się nie przewrócić. Nasz ostatni występ w Filharmonii Gorzowskiej uważamy za najważniejszy do tej pory, mimo, iż wielokrotnie braliśmy udział w turniejach. Najpierw mieliśmy małe pokazy, a potem stopniowo przed większą publicznością. A ten w filharmonii był dla nas pewnego rodzaju show dance. My się lubimy także  pokazać, a niektóre pary wolą tylko przygotowywać program turniejowy.

WM –  Które tańce są twoimi ulubionymi?

JU – Kiedyś preferowałam „łacinę” ale po ostatnim obozie zmieniło mi się upodobanie i to bardzo. Zaczęłam się odnajdować w standardzie. A zależy to też od tego jaka jest muzyka czy jaki mam nastrój. Jeżeli jestem zła, to ja pokażę tę złość na parkiecie, a jeśli będę szczęśliwa to pokażę to co jest najlepsze.

WM – Czy tancerki mogą samodzielnie  zdecydować w jakiej sukni wystąpią?

JU – Są wymogi co do strojów, obowiązują akceptowane przez Polskie Towarzystwo Taneczne. W klasie C nie można mieć zdobień, świecących cekinów, musi być bardzo klasycznie. A od klasy B już są możliwe cekiny czy pióra. Kolor jest dowolny, oprócz cielistego.

WM – Dziękuję Państwu za rozmowę. Na zakończenie przypomnę za Marzanną cytującą Benedykta XVI: –  Trzeba pracować, uczyć się  i nie mieć ambicji. Reszta przyjdzie sama.

 

156 total views, no views today