MUZYKA KULTUR-DAGADANA W FILHARMONII GORZOWSKIEJ NIE ODBĘDZIE SIĘ

fg

Urszula Śliwińska – rzecznik prasowy Filharmonii Gorzowskiej informuje:

„Jest nam niezwykle przykro poinformować, iż z powodu nagłej i ciężkiej choroby wokalistki zespołu Dagadana, Dany Vynnytskiej, sobotni /25. XI. 2017/ koncert zmuszeni jesteśmy przenieść na inny termin.

Koncert odbędzie się 9 czerwca 2018 roku. Ubolewamy tym bardziej, że widzimy jak licznie chcieli Państwo przybyć na występ zespołu.

Mamy nadzieję, że na koncercie Dagadana spotkamy się z Państwem w czerwcu. Tymczasem zapraszamy na inne koncerty w Filharmonii Gorzowskiej, zaś Pani Danie życzymy dużo siły i szybkiego powrotu do zdrowia”.

Zakupione przez Państwa bilety zachowują ważność do 9 czerwca 2018.

W przypadku pytań lub wątpliwości zachęcamy do kontaktu z kasą biletową pod

nr tel. 95 739 2708 lub 95 739 2712

 

22 total views, 2 views today

KWARTET SMYCZKOWY IM. HENRYKA MIKOŁAJA GÓRECKIEGO W FILHARMONII GORZOWSKIEJ

 kwartet im.góreckiego12

Urszula Śliwińska rozmawia z członkami Kwartetu im. H.M. Góreckiego

Muzyka polska – współcześnie, ale z szacunkiem dla korzeni

24 listopada kolejny koncert kameralny w wykonaniu muzyków Filharmonii Gorzowskiej. Tym razem kwartet smyczkowy im. Henryka Mikołaja Góreckiego i polska muzyka współczesna.  Na koncert zapraszają członkowie kwartetu – Maciej Grygiel (skrzypce) oraz Piotr Więcław (wiolonczela).

Urszula Śliwińska: Przed nami ostatni w tym roku koncert kameralny. Tym razem będzie to polska muzyka współczesna, a więc cały wachlarz muzycznych doznań – od muzyki ludowej po jazz.

Maciej Grygiel: Tak, zagramy dwa kwartety smyczkowe dwóch kompozytorów polskich. Zbigniewa Bargielskiego kwartet nr 5 i Grażyny Bacewicz kwartet nr 4. Oba te utwory dość mocno nawiązują do muzyki folklorystycznej, zwłaszcza polskiej muzyki góralskiej. Szczególnie wyraźnie słychać te inspiracje w kwartecie p. Bacewicz. W kwartecie Bargielskiego z kolei znajdziemy wiele różnych nurtów muzycznych, począwszy od nawiązań do muzyki ludowej, przez jazz, tango, aż po typową muzykę współczesną.

Czy ta różnorodność i nawiązania do folkloru są wymagające dla muzyków, którzy na co dzień grają w orkiestrze?

Piotr Więcław: Nie, jest to raczej ciekawe wyzwanie. Poza tym w tych kwartetach muzyka opisana jest w sposób bardzo profesjonalny, dlatego nawet muzyk grający bardzo klasycznie byłby w stanie wykonać je prawidłowo. Niemniej na pewno są to utwory wymagające, zwłaszcza kwartet Bacewicz, który napisany jest bardzo klasycznie i wyraźnie słychać w nim wszystkie muzyczne niuanse. Z kolei w kwartecie Bargielskiego można pozwolić sobie na odrobinę dowolności i interpretacji.

Cykl koncertów kameralnych w Filharmonii Gorzowskiej ma na celu m.in. pokazanie osobowości, talentu naszych muzyków. Macie dowolność, jeśli chodzi o repertuar. Czym kierowaliście się planując najbliższy koncert? Wiem, że inspiracje ludową muzyką góralską nie są przypadkowe.

MG: Ja osobiście wykonywałem już ten kwartet, miałem taką przyjemność podczas Festiwalu „Laboratorium muzyki współczesnej” w Białymstoku. Miałem też zaszczyt przed dziesięcioma laty poznać osobiście Zbigniewa Bargielskiego. Zrobił na mnie duże wrażenie jako wspaniały człowiek i muzyk. Obecnie jest uznanym profesorem na uczelni w Wiedniu.  Nie ukrywam, że miało to wpływ na wybór repertuaru. Z kolei kompozycja Bacewicz to bodaj najbardziej znany współczesny polski kwartet. Już w 1951 roku otrzymał nagrodę na konkursie we Francji, więc jest to bardzo uznany i utytułowany utwór. Został napisany na zamówienie kompozytorów polskich i wykonany po raz pierwszy  w Polsce w Krakowie na inauguracji Państwowego Wydawnictwa Muzycznego. Jest mi też szczególnie bliski, ponieważ mam pochodzenie i korzenie góralskie.

Kwartet im. Góreckiego powstał przed siedmioma laty, a więc wtedy gdy pojawiliście się w Gorzowie.

Czy muzyka współczesna jest wymagająca?

PW: Na pewno wymaga pewnego skupienia, jeśli chcemy w pełni dostrzec i docenić walory estetyczne tej muzyki. Niemniej, jest to muzyka nawiązująca do polskich korzeni, przede wszystkim tańców. Kwartet Bargielskiego składa się z aż dziewięciu części jest naszpikowany tańcem, krokami, podskokami. Jestem przekonany, że są to brzmienia, które spodobają się naszym słuchaczom.

 

 

18 total views, 2 views today

W OBRONIE POEZJI

O krytykach współczesnej wulgarnej ulicznej poezji

Łucja Fice

Dosyć mam już parszywego znawstwa krytyków, wulgarnej  Poezji. Na pewnym spotkaniu z młodą poetką przeczytano również recenzje o jej poezji. Zostałam zwalona z nóg. To muszą pisać  wypruci z talentu podglądacze  sztuki. Dlaczego to robią? – może  nie mogą sobie wyobrazić kogoś lepszego od nich samych. Pisząc recenzje automatycznie stają się literatami. Wychwalają więc młodych poetów i w ten sposób hołdują obłudzie.

Poezja umiera. Za to krytycy mają się dobrze w ciele śmierdzącej od przekleństw i ulicznej mowy poezji, a autorzy tej poezji,  świńsko uśmiechnięci wałęsają się  między stwarzanymi „dziełami”.  Wulgarna Poezja Młodych i  składany jej hołd w postaci wspaniałych recenzji  to draństwo, bo tworzy się papierowe pozytywne typki, które nie mają w sobie optymizmu, a złość o frustrację podkreślają przekleństwami. „Łucja, przecież poezja musi być blisko życia” – dudnią słowa buciorami energii wypowiadane przez obrończynię tejże sztuki, a osobę, która sama posługuje się pięknym językiem. Więc co? Fałsz, obłuda? Gdzie czyste myśli, te co płyną z serca. Czyżbym obracała się w gronie kłamców? Gdzie  myśli  co płoną blue  electrique?

Świat młodych, piszących poezję  dzielę dziś na dwie grupy. Ja odnoszę swoją krytykę  do tej wulgarnej grupy. I co?  Mam się kłaniać przed tą ohydą, co ogłupiała, spuszczona ze smyczy słów? Mam korzystać z tej nowej w naszych czasach wykolejonej biblioteki? To dla mnie jakieś nowe plemię poetów,  pół bydlęta.  Z nich łatwo by zrobić świetliki, te co błąkają się po slumsach ducha.  O nich coś powiedzieć może tylko psychiatra, czy psycholog. Teraz to wszystko scałkuję, zróżniczkuję, pomnożę i zapytam:  CZY W PRAWDZIWEJ POEZJI NIE MA JUŻ NIC DO ZROBIENIA? Ależ jest. To ta druga grupa, która  rozumie czym jest SŁOWO, bo w ich mózgach  piękne Igrzyska komórek. Prawdziwy poeta, to nie młynek, co  przemieli wszystkie słowa.

Łucja Fice  czerwiec 2017 r. – żaden autorytet.

 

28 total views, 2 views today

DAGADANA – AMBASADORZY KULTURY SŁOWIAŃSKIEJ NA ŚWIECIE

Dag3Dag55

Zdjęcia – archiwum zespołu

Wywiad przeprowadziła Urszula Śliwińska z FG

Uśmiechnięta, ciepła, otwarta – taka jest Daga Gregorowicz, wokalistka zespołu Dagadana. Taka jest również ich muzyka – łączy kultury, budzi emocje, inspiruje. 25 listopada zagrają wspólnie z Filharmonikami Gorzowskimi. Usłyszymy folk, elektronikę, jazz..

Urszula Śliwińska: Już 25 listopada w Filharmonii Gorzowskiej wystąpi zespół Dagadana, o którym w pierwszym skojarzeniu myśli się jako o zespole łączącym muzykę i kulturę Polski i Ukrainy. Ostatnia płyta Meridian 68 rzeczywiście jest najbardziej folkową odsłoną zespołu. Niemniej początki były nieco inne, bo wszystko zaczęło się na warsztatach jazzowych.

Daga Gregorowicz: Rzeczywiście. Na początku było wspaniałe spotkanie na wspólnych warsztatach i po prostu międzyludzka fascynacja. Później, dzięki półrocznemu stypendium Dany, która przyjechała do Polski  i dostała tą możliwość od naszego Ministra Kultury założyłyśmy zespół. Początkowo był to duet. Grałyśmy swoje własne kompozycje, ale w naturalny sposób chciałyśmy zainteresować się nawzajem swoimi kulturami, zafascynować się nawzajem swoimi korzeniami. Stąd wzięła się muzyka ludowa w naszym repertuarze. Początkowo nie myślałyśmy nawet o zakładaniu zespołu jako takiego, miał to być raczej projekt na czas trwania stypendium Dany. Szybko jednak okazało się, że potrzeba zarówno w naszych sercach, jak i ze strony publiczności jest większa. Dlatego wkrótce zespół powiększył się. Dłuższy czas graliśmy w trio z Mikołajem Pospieszalskim na kontrabasie. Po dwóch płytach skład powiększył się do kwartetu i dziś gramy z różnymi perkusistami. No i teraz – wielkie dla nas święto, ponieważ naszą najnowszą płytę zagramy z Filharmonikami Gorzowskimi. To nasz pierwszy raz z tak dużym składem.

Wróćmy jednak do pierwszych płyt. Nieczęsto zdarza się, by płyta debiutancka była wznawiana, a tak było w Waszym przypadku. Czy to oznacza, ze ambitny folk staje się coraz bardziej popularny?

DG: Słuchacze są bardzo inteligentni, mają ochotę słuchać muzyki ambitnej, ciekawej. Muszę przyznać, że jestem mile zaskoczona, ponieważ kiedyś rzeczywiście myślałam, że prezentujemy muzykę niszową. Dziś już tak nie uważam. Dowodem jest choćby ilość wydawanych przez nas płyt na całym świecie. W styczniu płyta wyjdzie w Niemczech, będzie dostępna w Anglii, Japonii, zostanie wydana także w Chinach. Oczywiście naszym marzeniem jest, by dotrzeć do jeszcze szerszego grona odbiorców. Czujemy się ambasadorami kultury słowiańskiej na świecie. Jesteśmy z tego dumni  i jednocześnie czujemy ogromną  odpowiedzialność.

Czy muzyka inspirowana kulturami polską i ukraińską jest zrozumiała dla słuchaczy w tak odległych krajach jak Chiny, czy Japonia?

DG: Wszędzie gdzie podróżujemy widzimy przede wszystkim radość w zetknięciu z naszą muzyką. Pamiętam, że rzeczywiście mieliśmy takie wątpliwości przed występami w Brazylii, czy te nasze rytmy nie będą dla nich zbyt proste. Tymczasem zostaliśmy niezwykle ciepło przyjęci, słuchacze podchodzili do nas i zachwycali się ciekawym brzmieniem, ale przede wszystkim pasją, duchem tej muzyki, emocjami jakie wywołuje. A zatem pochodząc z tego zakątka świata możemy być dla innych kultur bardzo oryginalni, inspirujący i tacy staramy się być. Śpiewamy w swoich narodowych językach. Wyjątkiem jest jedna chińska piosenka.

W Gorzowie zabrzmią utwory z najnowszej płyty zespołu?

DG: Tak, choć zagramy też kilka utworów spoza tej pyty. Dla nas jest to wielkie wzruszenie i ważne wydarzenie. Nie możemy się doczekać , zwłaszcza że nigdy jeszcze nie graliśmy w towarzystwie aż tylu muzyków.

Planujecie już kolejną płytę?

DG: Tak, są już pewne zamysły. W przyszłym roku Dagadana obchodzi dziesiąte urodziny i w związku z tym odbędzie się na pewno wiele ciekawych muzycznych wydarzeń. Nie chcę w tej chwili zdradzać szczegółów, mogę jednak zapewnić, że na pewno będzie to muzyka świata. Przyszły rok będzie obfitował w liczne współprace artystyczne

 

21 total views, 2 views today

KONCERT SYMFONICZNY „NA PRZEKÓR LOSOWI” W FILHARMONII GORZOWSKIEJ

Relacja Ewy Rutkowskiej

Gorzów, 17 listopada 2917

Udział wzięli:

Orkiestra Filharmonii Gorzowskiej pod batutą maestro Ryszarda Zimaka

oraz  Janusz Wawrowski skrzypce

W repertuarze znalazły się utwory Beethovena i Brucha.

  1. Ludwig van Beethoven (1770-1827)

Uwertura do baletu Twory Prometeusza op. 43.

„Wg muzykologa Levisa Lockwooda – kompozycja ta wyraźnie odbiega charakterem od muzyki, którą znamy z podniosłych symfonii czy pełnych powagi dramatycznych uwertur twórcy „Ody do radości”. Wyróżnia ją intensywna dynamika, lekkość brzmienia i pełna barwnych efektów orkiestrowych instrumentacja… Uwertura ta, jako jedyna z całego dzieła utrzymuje się w repertuarze koncertowym” – czytamy w programie.

  1. Max Bruch (1838-1920)

Koncert skrzypcowy nr 1 g-moll op. 26. /Wstęp: Allegro moderato, Adagio. Finał: Allegro energio/, wykonał Janusz Wawrowski z towarzyszeniem orkiestry FG pod batutą Ryszarda Zimaka. Z programu: „ koncert g-moll był przez Maxa Brucha poprawiany długo i mozolnie, co sprawiło być może, że w żadnym innym utworze nie udało mu się już osiągnąć takiej doskonałości wyrazowej. Dziś dzieło to, stanowi  jeden z najwspanialszych koncertów skrzypcowych w historii muzyki, a zarazem jedyne dzieło kompozytora, które utrzymało się w tzw. „wielkim” repertuarze… Sprzyja temu zarówno wyjątkowo piękna skrzypcowa partia solowa (balladowa i poetycka w dwóch pierwszych ogniwach i wirtuozowska w finale), jak i chwytliwa, acz niebanalna melodyka dzieła”.

Publiczność gorzowska też doceniła wykonanie dzieła. Brawa długo nie cichły, więc artysta zagrał na bis.

Po przerwie ponownie muzyka wielkiego mistrza.

  1. Ludwig van Beethowen, II Symfonia D-dur op. 36. /Adagio molto-Allegro con brio. Larghetto. Scherzo. Allegro – Trio. Allegro molto/.

Z programu: „Sam twórca zaliczał tę  symfonię do grupy utworów nieudanych… A jest to chyba najbardziej optymistyczne, jasne i pogodne dzieło w całym dorobku kompozytora. To właśnie w tych opusach kształtował się niepowtarzalny, indywidualny styl Beethovena…”

Koncert był nastrojowy w „jesiennej zadumie”.  Lubię „uciec” myślami gdzieś z muzyką…

Ewa Rutkowska

 

22 total views, 3 views today

WERNISAŻ WYSTAWY SZCZEPAN WLEKLIK – MALARSTWO

Relacja Ewy Rutkowskiej

Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Z. Herberta

Galeria „Pod Kopułą” II piętro,  Gorzów, 16 listopada 2017

Była to kolejna wystawa rodzimego artysty, Szczepana Wleklika ( rocznik 1950). Absolwenta Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Od 1982 roku członka Związku Polskich Artystów Plastyków. Z Gorzowem związany od 1979 roku.

Ja pamiętam wystawy i różne artystyczne działania w jego Galerii ARS na Wełnianym Rynku. Ale to już było…

Szczepan Wleklik specjalizuje się w malarstwie, rzeźbie, drzeworycie, linorycie i wystroju wnętrz. W Gorzowie zadebiutował w 1979 roku wystawą prac podyplomowych (w galerii klubu Empik). W  roku 1980 zaprezentował swoje prace, wspólnie z Juliuszem Piechockim w Galerii BWA. Wystawiał w wielu miastach na terenie kraju i w Niemczech. Uznanie zdobył jako autor wystroju wnętrz polskich kościołów w angielskim Slough (w latach 1988-1991) i Bristolu (1991-1992 – droga krzyżowa). W roku 2012 był uczestnikiem drugiej edycji wystawy „Pokolenia sztuki gorzowskiej”. Na tej wystawie znajdują się duże prace olejne. Niektóre tematy nieco pamiętamy. Np. intrygujące ptaki (chyba gawrony) czy traktor. Jest też dużo aktów.

Wystawę otworzyła i sylwetkę artysty przybliżyła Małgorzata Barczyńska-Kowańdy, kierownik Działu Zbiorów Specjalnych WiMBP.

Na wernisażu obecni byli przedstawiciele tzw. środowiska i dość liczne grono przyjaciół artysty. Zabrakło jedynie urzędników od kultury. No, ale u nas tak już bywa…

(Wiadomości zaczerpnęłam z wydanego na wystawę foldera).

Wystawa czynna będzie jeszcze w styczniu 2018. I trzeba ją zobaczyć.

Ewa Rutkowska

18 total views, 2 views today

ACH! ODESSA – MAMA… NA ZAKOŃCZENIE GORZOWSKICH SPOTKAŃ TEATRALNYCH

Odesss

Musicalowym spektaklem Ach! Odessa – Mama… , zakończyły się 34. Gorzowskie Spotkania Teatralne. Sztukę wystawił Lubuski Teatr im. L. Kruczkowskiego z Zielonej Góry, którego dyr. jest Robert Czechowski.

Reżyserem, choreografem, autorem scenariusza i libretta Odessy – jest Jan Szurmiej, który także wystąpił w spektaklu, zastępując chorego aktora.

Taniec, muzyka i śpiew, królowały tego wieczora na gorzowskiej scenie.

Zadziwiająca okazała się scenografia, którą stanowiły kotary, schody i pojawiające się krzesła.

Artyzm i sceneria nie pozwalały na nudę. Dzięki przesuwającym się przeźroczystym  kurtynom, jak w filmie zmieniały się kadry odsłaniające historyczną Odessę, pełną narodowości, handlarzy, przemytników,  porządnych ludzi ale też złodziei i bandytów.

Zmieniająca się scenografia, pobudzała wyobraźnię, pozwalała zachwycić się pięknem Odessy, zatęsknić do niej, bo jest – taka swoja,  – bo taka…. Mama.

Prawie realistycznie ukazany cmentarz żydowski wyrósł niespodziewanie przed oczami widzów dzięki odwróconym krzesłom, by po chwili w niezwykły sposób zmienić się w nostalgicznie zaludnione nabrzeże. A to już efekt wyłaniających się aktorów, zza oparć krzeseł, którzy nie wiadomo jakim cudem się tam znaleźli.

Zaskakujących scen było wiele. Ale nade wszystko panowała  muzyka i taniec w barwnych strojach. No i oczywiście śpiew. Bravo! Bravissimo!

Dzieje świata kołem się toczą. Ta historia także koło zatoczyła, więc na jego okręgu było miło i wesoło, mądrze i głupio ale także strasznie i ponuro. „Ach! Odessa… Mama” – do myślenia i  refleksji skłania! Aby Miłość i Kultura zawsze grała i wygrywała!

Na zakończenie spektaklu, odbyło się spotkanie aktorów z publicznością, tym razem na dużej scenie. Prowadziła Hanna Kaup.

Jan Szurmiej, powiedział, że ten spektakl jest również w aspekcie zmiany świata i to nie tylko na terenach Rosji czy Związku Radzieckiego. Niestety ludzkość nie nauczyła się niczego! Nie należy wierzyć politykom. Tyle wam powiem – zaznaczył twórca, zwracając uwagę, że ludzie są często naiwni jak dzieci, ulegają namowom rządzących światem i wtedy staje się tak jak się staje. W konsekwencji jednak Szurmiej daje nadzieję, mówiąc słowami bohatera: „czekamy na rewolucję dobrych ludzi”.

Dyr. Czechowski odniósł się nie tylko do spektaklu ale także do aktualnych dziejów. „ To jest opowieść o ludziach, którzy mają marzenia w tle z patriotyzmem. Jak się słucha tych kretynów polityków z wszystkich opcji, którzy bezmyślnie powtarzają nic nie znaczące frazesy i banały – niech im Pan Bóg odpuści – to mogliby się uczyć od artystów, którzy mało zarabiają ale hodują dziecko w sobie i przypominają o wrażliwości,  o prostych prawdach,  jak, to, że jeśli nie będziemy szanować rodziców, to kto nas będzie szanował? Jeśli nie będziemy słowni w stosunku do innych to inni nam tym się nie odpłacą”.

– Ten spektakl – mówił dalej dyr. Czechowski – jak wszystkie Szurmieja, mówi o podstawowych prawdach i wartościach , w które można wierzyć albo nie, ja wierzę – zapewnił dyrektor teatru z Zielonej Góry. – I ciągle chciałbym żeby w teatrze były bajki takie jak „Ania z Zielonego Wzgórza” czy spektakle typu Odessa, po to, żeby cały czas sobie przypominać co w naszym życiu jest ważne. I nie słuchać idiotów, którzy nas kupują za 5 groszy. Oni przeminą jak katar, dżuma, czyraki na tyłku, a my zostaniemy – przypomniał Czechowski, mając na uwadze, że to KULTURA przetrwa.

Dyr. Czechowski powiedział, że formalnie Szurmiej jest jego doradcą ale tak naprawdę „to ja jestem jego uczniem, mam ten zaszczyt, że u jego boku mogę realizować swoje plany”. A na koniec przyjaznym okrzykiem: Niech żyje Zielona Góra i Gorzów! Połączył w uścisku oba lubuskie miasta.

Ostatnie słowa należały do Jana Tomaszewicza – dyr. gorzowskiego teatru, który wszystkim podziękował za udział, zaprosił na kolejne 35. Gorzowskie Spotkania Teatralne ale wcześniej na kolację sylwestrową połączoną z balem.

Wanda Milewska

http://www.teatr-gorzow.pl/?p=3710

ACH! ODESSA – MAMA…

scenografia: Wojciech Jankowiak
kostiumy: Marta Hubka
muzyka: Hadrian Filip Tabęcki
przygotowanie Wokalne: Krzysztof Mroziński

przekład piosenek: Wojciech Młynarski,  Aleksander Rosenbaum, Andrzej Zaorski, Roman Kołakowski, Andrzej Ozga, Jan Szurmiej
występują:
Robert Kuraś, Wojciech Brawer, Jerzy Kaczmarowski, Tatiana Kołodziejska, Marta Frąckowiak, Radosaw Walenda, Przemysław Falej, James Malcolm, Aleksander Podolak, Aleksander Stasiewicz, Marek Sitarski, Janusz Młyński, Beata Małecka, Anna Haba, Joanna Wąż, Romana Filipowska, Kinga Kaszewska-Brawer, Beata Sobicka-Kupczyk, Alicja Stasiewicz, Anna Chabowska, Joanna Koc, Waldemar Trębacz, Ernest Nita, Wojciech Romańczyk, Sandra Babij.

Odessa była taka jak Łódź. Ziemia obiecana dla wszystkich, którzy chcieli szybko się wzbogacić. Dla kupców eksportujących ukraińską pszenicę oraz dla handlarzy i przemytników korzystających z odeskiej strefy wolnocłowej. A także dla złodziei i bandytów okradających przedstawicieli obu tych grup społecznych. To był właśnie świat Beni Krzyka, legendarnego bandyty. Świat małych, najwyżej trzypiętrowych domów, podwórek zabudowanych najdziwaczniejszymi krużgankami, balkonami i werandami połączonymi drewnianymi, skrzypiącymi schodami. Mieszało się tu wszystko. To tu Benia Krzyk zdobywał sławę, wykonując pierwsze zadania odeskiego bandiugi Froima Gracza, zanim został królem Mołdawanki, a potem całej Odessy… „Ach! Odessa-Mama…” to musical oparty na błatnych (czyli wywodzących się ze światka przestępczego) pieśniach, będących prostą  opowieścią o uczuciach, miłości, honorze, zdradzie, zaprawiony poczuciem humoru. Dźwięki muzyki żydowskiej, rosyjskich romansów, rumuńsko-besarabskich rytmów, turecko-kaukaskich brzmień, czy nostalgiczność kozackich pieśni ludowych tworzą oprawę dla odeskiego półświatka.

41 total views, 1 views today

GORZOWSKIE SPOTKANIA TEATRALNE I UPADŁE ANIOŁY OCH-TEATRU

„Upadłe Anioły”

występują: Magdalena Cielecka, Marta Chyczewska, Maja Ostaszewska, Tomasz Drabek, Wojciech Kalarus, Cezary Kosiński

Sztuka lekka i łatwa. Na taki rodzaj jest zapotrzebowanie, co potwierdza dwukrotne wystawienie spektaklu i ilość dostawek /czyli dostawionych krzeseł/.

W długie jesienne wieczory widz potrzebuje wytchnienia i radości, więc radośnie było. Znane aktorki tworzyły komiczne sytuacje, zatem śmiech na scenie królował.

Niestety……. , nasz dzisiejszy widz, był bardzo chory i ta choroba postępuje. Kaszlom i kichaniem końca nie było. Ratowały sytuację dwa antrakty. Komfortu grania na pewno aktorzy nie mieli. Trudno coś więcej powiedzieć, ponieważ dziś spotkania z aktorami w Art. Cafe nie było ze względu na to, że grali „podwójnie”, a drugi spektakl zakończył się bardzo późno.

 

Noël Coward
przekład: Elżbieta Woźniak
reżyseria: Krystyna Janda
scenografia: Maciej M. Putowski
kostiumy: Tomasz Ossoliński
światło: Katarzyna Łuszczyk
konsultacja muzyczna: Janusz Bogacki
konsultacja choreograficzna: Anna Iberszer
asystentka scenografa: Małgorzata Domańska

Historia dwóch kobiet, Julii i Jane, które niegdyś zakochały się w czasie wakacji w tym samym mężczyźnie. Dawne emocje i uczucia odżywają, kiedy po wielu latach dowiadują się, że ich ukochany pojawił się w Londynie. Mimo wielu wahań i wątpliwości, obie postanawiają spotkać się z nim. Dawne wspomnienia sprawiają, że dochodzi między nimi do konfliktu i scen zazdrości. Pojawienie się na nowo w ich życiu wymarzonego mężczyzny prowadzi do wielu zaskakujących sytuacji, tym bardziej, że obie damy są już statecznymi żonami, których mężowie przyjaźnią się ze sobą…

Klasyczna, znakomicie napisana komedia, ciesząca się od chwili napisania (1925 r.) niezwykłą popularnością na scenach amerykańskich, jednakowo wysoko ceniona i wielokrotnie inscenizowana w teatrach całej Europy. Wystawiana regularnie do dziś, ponieważ z biegiem lat nie traci nic ze swojej aktualności.

47 total views, 1 views today