Kołobrzeskie racuszki to rodzimy a zarazem rodzinny wyrób produkowany od pokoleń, który rozsmakował mieszkańców miasta i okolic a jeszcze bardziej turystów przyjeżdżających nad morze. Informacje o ich wyjątkowym smaku przekazują sobie kolejne pokolenia.
Produkcja tych delicji trwa ponad pół wieku. Recepturę wymyślili w latach 70. ubiegłego wieku Halina i Lucjan Majowie z Kołobrzegu. Potem postanowili postawić pawilon, którym najpierw była mała budka gastronomiczna i w niej sprzedawali swoje pierwsze drożdżowe racuchy. Nadszedł taki czas, że mieli możliwość wybudowania lokalu i go wybudowali, usytuowany jest bardzo blisko morza, niedaleko stąd do latarni morskiej.
Obecnie tradycję wytwarzania racuchów kontynuuje wnuk Jakub Maj, absolwent Zespołu Szkół Ekonomiczno-Hotelarskich im. Emilii Gierczak w Kołobrzegu i absolwent Uniwersytetu Szczecińskiego na kierunku turystycznym.
– Te obie dziedziny się uzupełniają, bo racuszki są także atrakcją turystyczną Kołobrzegu. Ludzie tu przyjeżdżający wielokrotnie mówili mi, że szukali tych racuszków, bo ktoś był, jadł i bardzo zachwalał. Wspominają, że rodzice i dziadkowie przywozili ich tu i razem smakowali tego wypieku, podawanego z cukrem pudrem, bitą śmietaną lub jagodami.
Receptura nie jest skomplikowana, jednak ma swoisty charakter, którego cechami są nie tylko przyjemność sprawiana kubkom smakowym ale wyczuwa się w nich swoistość domowego wyrobu – mówi Jakub Maj, podkreślając, że jest dumny, z dziadków, którzy to dzieło zainicjowali a on może je nadal prowadzić. – Dziadek już nie żyje, natomiast babcia już nie pomaga ale cały czas mi kibicuje – cieszy się potomek państwa Majów, twierdząc, że racuchy smaży na tzw. głębokim oleju, dokładnie przestrzegając przepisu babci.
Jakub Maj próbuje rozszerzyć działalność i otwiera stoiska z racuszkami przy okazji organizowanych lokalnych imprez. – Staram się wypromować na szerszą skalę nasz dziedziczny produkt – mówi młody gastronomik, zdradzając, że przy okazji tej sprzedaży jest uradowany nie tylko, że ludzie kupują ale najbardziej lubi mieć z nimi kontakt.
– Bardzo cenię kontakt z drugim człowiekiem, lubię konwersować i zauważyłem, że ludzie ze mną też chętnie rozmawiają. Czasem nawet wracają żeby jeszcze coś dopowiedzieć. Jest to bardzo miłe. Sama sprzedaż raczej nie dałaby mi dużej satysfakcji, a przyjazna rozmowa i uśmiech oraz to, że racuchy ludziom smakują, to jest coś wspaniałego.
Jakub Maj powiedział, że gotować i piec oczywiście lubi ale ma też inne zainteresowania. Na przykład kocha grać w piłkę, którą pasjonuje się od piątego roku życia.
– Gram na tak zwanych kartofliskach. Prawie w każdą niedzielę gram w regionalnej lidze. Jest to dla mnie odskocznia i świetny element weekendowy. Jestem też pasjonatem podróży i poznawania świata. Bardzo lubię jeździć po Polsce i za granicę. Kiedyś jeździłem z rodzicami teraz jeżdżę czasem sam, z kolegami albo z narzeczoną.
Dla mnie każda część świata jest wyjątkowa ale najbardziej pozostały mi w sercu Azja Południowo-Wschodnia. Byliśmy między innymi w Wietnamie i Tajlandii. Zachwycili mnie ludzie ich uśmiech, prostota, styl bycia. U nas w kraju bardzo brakuje mi spokoju. Zauważam, że my Polacy za bardzo pędzimy. Tam ludzie umieją celebrować życie. Wieczorami rozkładają krzesła, stoły i siadają razem: młodzi i starzy, babcie, dziadkowie, rodzice i dzieci. Jedzą kolację, rozmawiają, śmieją się. Wyczuwało się tam prawdziwą ludzką pokorę, spokój i radość, to jest coś wspaniałego – powiedział Jakub Maj.
Na pytanie: Co czuje wspominając swoich dziadków? Odpowiedział, że myśląc o Nich, mam na uwadze bliskość, otwartość, możliwość porozmawiania o wszystkim. Bo dziadkowie są do rozpieszczania. do pomocy i do rozmowy. Trzeba to szanować i bardzo pielęgnować. We mnie babcia rozbudziła empatię, czasem mi to nie wychodzi ale zawsze się staram być lepszy. – Babcia jest bardzo wierzącą osobą – powiedział Jakub Maj.
70 total views, 1 views today
[0]






