„POD MISTRZOWSKĄ BATUTĄ” – ROZMOWA Z ALEKSANDRĄ KULS

Aleksandra

Fot. Piotr Iwaszko

Warto odkrywać bogactwo muzyki

Z Aleksandrą Kuls rozmawia Urszula Śliwińska z FG

Aleksandra Kuls uznawana jest za jedną z najciekawszych polskich skrzypaczek młodego pokolenia. Mimo wieku w recenzjach najczęściej pojawiają się takie określenia jak dojrzałość, emocjonalność, mistrzowska interpretacja. W Filharmonii Gorzowskiej Aleksandra Kuls wystąpi w koncercie „Pod mistrzowską batutą” u boku znakomitego dyrygenta Marka Pijarowskiego. O swoich scenicznych doświadczeniach i odkrywaniu muzyki niesłusznie zapomnianej opowiada w rozmowie.

Ostatnie lata to dla Pani pasmo sukcesów, występy ze wspaniałymi orkiestrami, dyrygentami i solistami, nagrania płytowe i zaproszenia na festiwale na całym świecie. Czuje Pani wiatr w żaglach, czy ta sława czasem bywa męcząca?

Aleksandra Kuls: Przepadam za pracą muzyczną. Uwielbiam festiwale, koncerty, próby, nawet samotne, codzienne ćwiczenie na instrumencie. Ciągły wir koncertowy potrafi być wyczerpujący, ale to też satysfakcja, radość. Jednak moje życie odbiega obecnie od obrazu, o który Pani pyta. Od dwóch lat jestem szczęśliwą mamą. Staram się łączyć mądrze życie mojej rodziny z działalnością artystyczną.

W wywiadach podkreśla Pani, że ważny jest dla niej balans między sceną a tak zwanym normalnym życiem. To chyba nie jest łatwe? Przecież ze sceną jest Pani zawiązana niemal od dziecka.

A.K.: Zachowanie tego balansu to poważne zadanie, często trzeba sobie zadawać pytanie o priorytety. Mój mąż jest pianistą. Umożliwiamy sobie nawzajem ćwiczenie zajmując się na zmianę dziećmi. Priorytet ma ten, kto gra niedługo koncert. Przede wszystkim przepadamy oboje za naszymi dziećmi i czekamy z niecierpliwością, by znów móc być tylko dla nich. Nasza praca w szkole muzycznej i na Akademii umożliwia zajmowanie się nimi.

W Gorzowie zagra Pani kompozycję Ignatza Waghaltera – polskiego kompozytora, pianisty i dyrygenta żydowskiego pochodzenia, którego muzyka do niedawna nie była w ogóle grywana, a on sam był pomijany jako twórca. Tymczasem Pani ma na swoim koncie znakomite nagranie jego koncertu dla wydawnictwa Teatru Wielkiego Opery Narodowej. Skąd ten wybór?

A.K.: Dla mnie również Ignatz Waghalter był kompozytorem nieznanym – całe szczęście, że jest odkrywany na nowo. Pierwszym utworem z jakim się zetknęłam był właśnie Koncert Skrzypcowy. Sonata na skrzypce i fortepian, Rapsodia i miniatury skrzypcowe także zasługują na uwagę. Ta muzyka jest szalenie wirtuozowska, ale zawiera piękne, chwytające za serce kantyleny. Mnie osobiście bardzo porusza i satysfakcjonuje jako wykonawcę. Jest przystępnie napisana, pomimo trudności wykonawczych. Widać, że kompozytor dobrze znał instrument.

O Koncercie skrzypcowym A-dur Waghaltera mówi się, że stawia przed solistą spore wymagania. Utwór zachwyca nie tylko wirtuozerią, ale również liryzmem – marzycielskim i momentami wzruszającym. Co Pani w nim znajduje? Jak wygląda proces interpretacji utworu? To szukanie emocji w sobie, czy w biografii kompozytora?

 A.K.: Dla mnie ta muzyka jest bardzo „polska”. W tych lirycznych kantylenach i tanecznych tematach jest coś bardzo charakterystycznego dla twórczości polskich kompozytorów. Znajdziemy w Koncercie stylizacje narodowych tańców, jak np. oberka czy kujawiaka w części trzeciej.

A jak wygląda proces interpretacji utworu… Nie mam jakiegoś modelu według którego bym postępowała. Długo gram utwór, ćwiczę, „obcuję” z nim, aż zacznie przemawiać, stanie się w pewnym sensie mój, abym mogła go wiarygodnie przedstawić. Lubię znać życiorys kompozytora i okoliczności w jakich utwór powstał. Taka wiedza może bardzo wpłynąć na interpretację.

Waghalter skomponował Koncert Skrzypcowy podczas swoich studiów w Berlinie. W podobnym czasie otrzymał Nagrodę Mendelssohna za swoją Sonatę skrzypcową – to było najwyższe uczelniane wyróżnienie. W Koncercie słychać ten wigor młodego, docenianego kompozytora.

W Filharmonii Gorzowskiej wystąpi Pani w koncercie „Pod mistrzowską batutą”. To cykl koncertów, w których dotychczas brały udział m.in. takie sławy dyrygentury jak Antoni Wit, Jerzy Maksymiuk, a teraz Marek Pijarowski. Pani miała przyjemność współpracować ze wszystkimi z nich. To wciąż nieco stresujące stawać u boku tak doświadczonych artystów?

A.K.: To wielka radość i zaszczyt moc tworzyć muzykę na scenie z wielkimi artystami. Solista koncertu ma to szczęście, ale też ważne zadanie, aby współtworzyć interpretację utworu wraz z dyrygentem, który odpowiada za całą orkiestrę. Nieraz te interpretacje są różne, różne są oczekiwania i wyobrażenia. Trzeba być otwartym na inną wizję, traktować te różnice jako ubogacające.

O czym marzy Aleksandra Kuls? Czy są jakieś artystyczne cele, do których Pani dąży?

 A.K.: Są utwory, które bardzo chciałabym wykonać, a które rzadko pojawiają się na polskiej scenie. Choćby Koncert Skrzypcowy Igora Strawińskiego – fascynująca kompozycja, pełna energii. Słuchacze chętnie wybierają się na koncert, na którym usłyszą znaną im muzykę, to naturalne. Jednak bogactwo literatury muzycznej (także najnowszej) jest tak wielkie, że zachęcam do otwartości! Koncert Skrzypcowy Ignacego Waghaltera jest świetnym przykładem, że istnieje muzyka niesłusznie zapomniana. Jestem pewna, że przyniesie słuchaczom wiele satysfakcji.

„Pod mistrzowską batutą”, koncert symfoniczny – 22 marca, godz. 19.00

BILETY:

55 zł / normalny

48 zł / ulgowy

40 zł / balkon

 

 

167 total views, 2 views today

[0]
0.00 zł Zobacz

Formularz zamówienia

NazwaCena
Anuluj
Better Pay - System sprzedaży dla WordPress!

Komentowanie zamknięte.