ROZWAŻANIA PIELGRZYMKOWE W DRODZE DO BLEDZEWA

blBLEble33BLEDZ

Relacja Marzanny Leszczyńskiej

Chciałam i nie chciałam. Wystraszyłam się upałów i tego, że mogę nie podołać, wszak 18 lat miałam bardzo dawno temu. Koleżanka, która miała tam być – wycofała się. W przeddzień pojechałam zapisać się i wypytać o szczegóły ale było już zamknięte.

Pomyślałam: jeśli wstanę o 6 rano i zdążę się spakować – to będę. Wstałam.

Zdecydowałam ubrać długą, lnianą sukienkę pod, którą włożyłam bluzkę, aby był rękawek. Przyszła kolej na buty. Wyciągnęłam tenisówki. Zobaczył mnie mąż i powiedział: – Te buty się nie nadają. Dlaczego nie założysz tych szarych do biegania?

– Te były już potargane i dawno je wyrzuciłam.

Wyciągnęłam trapery, były trochę zabłocone. Powinnam już wychodzić a ja jeszcze w powijakach  byłam.

– W tych to zupełnie nie dasz rady. To na zimę. W taki upał? – Ciągnął dalej mój małżonek.

Nie dam rady. Chyba nic z tego nie będzie. Spojrzałam na rany na swoich stopach, które zostały po gumowych klapkach. Jeszcze nie zagojone. Nie układa się.

W drzwiach stanął mąż z butami sportowymi, z których dawno wyrósł nasz syn Jakub. Były trochę za duże, ale jak je założyłam poczułam się bardzo komfortowo.

Wraz z dobranymi butami dobry humor i nadzieja we mnie wstąpiły.

Chwyciłam butelkę wody, okulary przeciwsłoneczne, 100 zł. , słomiany kapelusz i czym prędzej pojechałam pod katedrę.

Tak, zdecydowałam się na pieszą pielgrzymkę do Bledzewa.

Zdążyłam się zapisać i dopełnić formalności doszła tylko dezynfekcja rąk i mierzenie temperatury. Termometr pokazał 35,6 stopni Celsjusza.

I pomyśleć, że o mały włos pozbawiłabym się tego wszystkiego co mnie dzisiaj spotkało.

Pielgrzymka i covid ? Nie, nie trzymaliśmy się w odległościach, nie szliśmy w maseczkach, nie mieliśmy żadnej kontroli, nikt nas nie upominał,  nie przypominał o tym co panuje. Była tylko dezynfekcja rąk na każdym postoju. Jak cudownie, gdy nie ma tematu covida i wzbudzania zagrożenia, robi się całkiem inaczej.

Szłam w grupie akademickiej, która połączyła się z brązową.

To było dopracowane organizacyjnie piękne wędrowanie z Bogiem do miejsca – celu świętego jakim jest kościół w Bledzewie.

Szło się dobrze, bo w rytm różnorodnych pieśni pielgrzymkowych śpiewanych ze scholą, którą tworzyła uzdolniona muzycznie młodzież.

Mieliśmy zaszczyt iść z nowo wybranym rektorem seminarium duchownego, które z Gościkowa Paradyża przeniesie się niebawem do Gorzowa.

Zaangażowanie księży i ich  czuwanie nad grupą zmieniało tory tego wędrowania tak aby było ono jak najbardziej wędrowaniem z Bogiem.

Różaniec nabrał rangi, gdy księża zasugerowali, aby pamiętać i otworzyć się na innych, a szybko wypowiadane intencje przestały dotyczyć tylko zdrowia i zdanych egzaminów. Każdy miał możliwość podać intencję przez mikrofon. W małej grupie można pozwolić sobie na taki luksus i to  było trafienie w dziesiątkę: otworzyło grupę, ośmieliło wielu, rozwinęło ludzi na prawdziwą szczerość. Miałam wrażenie, że wszyscy z tego przywileju skorzystali, nie tylko najodważniejsi.

Z dużą uwagą wysłuchałam konferencji, której tematem przewodnim był perfekcjonizm demoniczny. Niczym sejsmograf aktualnych problemów wyczuł prowadzący konferencję i wydobył trudny, niebezpieczny i podstępny problem na powierzchnię. Była też mowa o zasadach na tej ziemi, naszych funkcjach i osiągnięciach, z których jesteśmy dumni, które stają się celem naszego życia, ale też o innej logice Boga, która jakże często pozostaje sprzeczna z naszą. Odwołano się do schematu Jakuba i drabiny czy też tzw. zejścia w dół, aby paradoksalnie wspiąć się do góry.

Wprawdzie zostaliśmy zachęceni do zadawania pytań, ale żadne nie padło publicznie, za to zauważyłam, że młodzież dyskutowała indywidualnie z księżmi w drodze. Kości zostały rzucone, a ja już drugi dzień myślami krążę wokół tematu tej konferencji.

Tęskno mi już było za święconą wodą, bo obostrzenia zabroniły jej w kościołach a tu ku naszej uciesze – zostaliśmy nią sowicie pokropieni.

O gościnności mijanych parafii już nie będę się rozwodzić, bo było pysznie i słodko. Ale już arbuz uraczył nas bardzo.

Księża mili, dowcipni (kawały na temat były)i zdystansowani do siebie.

Młodzieńcy – pielgrzymi zostali do wstąpienia do seminarium duchownego zachęceni: – I tak niedługo, jak podają internety będzie koniec świata, więc nie ma sensu zakładać rodziny, lepiej wstąpić do seminarium.

Było super, choć upał, zero wiatru, pojawiły się odparzenia.

Wiem, że tak nie powinnam, ale gdy przyszłam do domu o 21. spojrzałam na aplikację w telefonie: zrobiono dystans 35 km., spalonych 1100 kcal., zrobiono 51422 kroków. Oczywiście absolutny rekord.

Marzanna Leszczyńska

 

101 total views, 1 views today

[0]
0.00 zł Zobacz

Formularz zamówienia

NazwaCena
Anuluj
Better Pay - System sprzedaży dla WordPress!

Komentowanie zamknięte.