Józef Ankutowicz, maszyny do szycia naprawia przez całe dorosłe życie. Będąc dzieckiem złamał igłę i od tego momentu zainteresował się budową maszyn krawieckich. Z czasem naprawa maszyn stała się jego pasją a potem także profesją. Ukończył zawodową szkołę mechaniczną, a w czasie gdy był jeszcze uczniem podpisano z nim umowę o pracę. – Tak kiedyś było – opowiadał Józef Ankutowicz, którego na pewno zna wielu ludzi w Gorzowie Wielkopolskim.
Przez kilka lat pracował w gorzowskich spółdzielniach inwalidów, w międzyczasie prowadził działalność usługową dojeżdżając rowerem do klientów, również do pobliskich miejscowości. Przez 20 lat miał swój zakład przy ul. Mickiewicza, stamtąd przeniósł się do centrum miasta i przez 25 lat prowadził punkt naprawy maszyn przy ulicy Hawelańskiej 5. Teraz to miejsce pan Józef opuszcza.
Tylko do końca października można będzie go tam spotkać. Potem zajmować się będzie maszynami tylko hobbystycznie ale już nie w Gorzowie tylko w Starym Kurowie, gdzie mieszkali kiedyś jego rodzice.
Gdy odwiedziłam zakład naprawy maszyn pan Józef akurat opróżniał swoje lokum. A moja wizyta stała się przyczynkiem do wspomnień, które napłynęły gdy spoglądał na jedną ze ścian swojej pracowni.
– Przez 25 lat dekorowałem tę ścianę. To jest przegląd całej działalności w tym lokalu. Na tej ścianie umieszczałem różne elementy maszyn, najpierw były to paski, potem gdy kupowałem jakieś części, to zazwyczaj nabywałem więcej niż jedną, żeby mieć na zapas. Te nadliczbowe wkładałem do woreczków i wieszałem na ścianie. Niektóre to są takie drobiazgi, że można było wziąć je tylko pęsetą. Półki miałem też, ale one były do grubszych rzeczy.
Te wszystkie drobiazgi umieszczone na ścianie odnajdywałem z zamkniętymi oczami. Bez zastanawiania wiedziałem, w którym miejscu jest potrzebny mi element.
Teraz gdy zacząłem już to wszystko sprzątać to się okazało, że wywożę to już pół roku i się zastanawiam, jak ja to wszystko tutaj zmieściłem. Wywożę do magazynu w Starym Kurowie, tam się przeprowadzam i tam będę raczej hobbystycznie zajmował się maszynami ale już nie w takim stopniu jak do tej pory. Jestem już na emeryturze więc nie muszę – opowiadał pan Józef, przypominając, że pracował w większości z osobami niepełnosprawnymi. Jego pierwszym zakładem pracy był „Świt” przy ul. Krótkiej, pełna nazwa była Spółdzielnia Pracy Przemysłu Skórzanego „Świt”, kolejnym była Spółdzielnia Inwalidów „Sizel” i Spółdzielnia Handlowo – Usługowa Piast.
– Kiedyś było tak, że rok przed ukończeniem szkoły mechanicznej, miałem podpisaną umowę o pracę. Po skończeniu nauki zawodu zapewniono mi etat. Ówczesne firmy zatrudniały młodych ludzi jeszcze w czasie edukacji. Cały czas się dokształcałem, otrzymując dokumenty mistrzowskie i dyplom mechaniki precyzyjnej.
We wspomnieniach pan Józef powrócił jeszcze do początków swojego zawodu: – Zaczęło się od tego, że złamałem igłę w maszynie mojej mamy, byłem wtedy w szkole podstawowej i na zajęcia szyłem gąbkę do wycierania tablicy. Gdy ją zszywałam to złamałem igłę. Wtedy się zainteresowałem działaniem maszyny i pracą igły, byłem ciekawy jak to się dzieje, że to urządzenie szyje. Zacząłem szukać książek ale okazało się, że nie ma żadnej literatury na ten temat. Po jakimś czasie znajomy przysłał mi książkę w języku polskim z Nowego Yorku a do tego dołączył zdjęcie ekspozycji muzeum, na którym był widoczny wielki guzik, kamień i jakaś postać, a podpisane było: Żyd szwacz.
Książka była o historii powstania maszyny do szycia. Według tej historii maszynę do szycia wynalazł Eliasz Howe a potem dopiero Singer ją zmodyfikował. Ta pierwsza jednak się nie nadawała bo ścieg się nie trzymał, a pierwsza igła miała otwór po środku. Było też czółenko tkackie zamiast bębenka.
Maszyny do szycia to nie jedyna pasja pana Ankutowicza. Także przez przypadek rozwinęło się zamiłowanie do fotografowania, ale to już odrębna historia.
W każdym razie jeśli ktoś z Państwa chciałby się skontaktować z mistrzem naprawy maszyn, to jego numer telefonu oraz adres mailowy można znaleźć w internecie.
354 total views, 1 views today
[0]









