– Ja im pokażę, jak tylko dojdę do sił – powiedziała 85-letnia Teresa, z trudnością łapiąc oddech.
Przed dwoma laty spotkałam kobietę próbującą nieść zakupy. Minęłam ją rowerem, ale po chwili wróciłam z pytaniem: – Może pani pomóc, położę te torby na rower i powoli będziemy szły? Potem zaniosłam na trzecie piętro i po robocie.
Zostawiłam jej swój numer telefonu, gdyby czegoś potrzebowała. Podziękowała i na tym się skończyło. Po jakimś czasie gdy byłam gdzieś w drodze, wyświetliło się: „Teresa”. Oniemiałam. Kobieta potrzebuje pomocy a mnie już tam nie ma.
Uruchomiłam chyba wszystkie komórki mózgowe. I……. jest. Kiedyś w tej miejscowości poznałam młodą kobietę – Gabi, z którą nadawałyśmy na tych samych falach a od czasu do czasu ona przysyłała do mnie na komunikatorze prośby o modlitwę w intencji różnych osób, które z kolei ją o to prosiły. I tak czasem kontynuowałyśmy tę znajomość.
Zatelefonowałam do Gabi i nie musiałam dużo tłumaczyć. Wystarczyło: Pani Teresa potrzebuje pomocy. – Oczywiście, za godzinę będę u niej! Była. Pomogła. Minęły dwa lata, znowu byłam w tej miejscowości. Wyświetliło się: „Teresa”.
– Witam serdecznie pani Tereso! – Pani Wandeczko, czy jest pani tutaj? Byłam! – Do jutra mam termin dostarczenia zaświadczenia do Zakładu Usług Społecznych ze Wspólnoty Mieszkaniowej. Jeśli nie zdążę, przepadnie dofinansowanie, a mam niską emeryturę. Nie mam kogo poprosić. Gabi wyjechała.
– Za chwilę będę, bo znowu przemieszczam się rowerem. Na mój widok Teresa powiedziała: Duch Święty panią mi przyprowadził! Po chwili już tłumaczyła: Trzeba wypełnić wniosek, potem urzędniczka musi napisać, że nie zalegam z czynszem i koniecznie postawić pieczątkę. Wyjaśniała gdzie jest Wspólnota, a gdzie Urząd Społeczny, w którym tylko mam zostawić wypełniony dokument.
Przeżegnałam się i ruszyłam w drogę ale w trakcie zwątpiłam czy na pewno tak daleko i w nowym budynku jest Wspólnota. Nagle dostrzegłam kolejną znajomą – z widzenia. Szybkie pytanie : O Wspólnotę. – W starym zabytkowym budynku, na pewno nie w nowym, zresztą to też moja Wspólnota – powiedziała znajoma – z widzenia. Natychmiast się tam znalazłam, miejsce na umocowanie roweru na mnie czekało. Weszłam, tłumaczę. Widzę smutne, posępne miny pań urzędniczek. To jeszcze raz, wolno i wyraźnie: – Chcę pomóc pani Teresie i tylko tyle. Jedna urzędniczka wypełniała już wniosek, druga coś tłumaczyła. Na koniec zapytałam: Czy na pewno jest napisane: Nie zalega z płatnością. A pieczątka? – Stawiam! I wszystkie się roześmiałyśmy. Dzięęęęęękuuuuję!!!
Teraz do Usług Społecznych. Tu „elegancja – Francja”. Miejsce na rower, automatyczne drzwi, jedne, drugie. I stop! Proszę, pani do kogo? – Chcę tylko zostawić wniosek. – Jest pani druga w kolejce, proszę tu usiąść i poczekać.
Czekam. – Czy długo czekanie potrwa? – Zaraz zadzwonię do pani, która się tym zajmuje. Dzwoni. – Niestety ma zajęty telefon. – Może pójdę do biura i zaniosę? – Ale tam nie można wchodzić. Urzędnik tutaj przyjdzie. – To może zostawię tu u pani w recepcji? – Lepiej gdyby pani poczekała, bo może się okazać, że czegoś brakuje, to ta pani będzie wzywana pisemnie, a sprawa się przeciągnie. – Dopilnowałam, wszystko jest przez Wspólnotę wypełnione. A pani Teresa nie może być tu wzywana, bo nie jest w stanie sama przyjść. – Ja pani tylko radzę. Siadłam.
Po pół godzinie przyszła pani urzędnik. Zajęła się panią, która była pierwsza w kolejce. Pani z kolejki przeszła w głąb korytarza, siadła przy maleńkim stoliku, tuż przy niej stanęła pani urzędnik. Pani z kolejki zaczęła przepraszać, nie dosłyszałam za co. Pani urzędnik, że nie szkodzi, przecież ona tu po to jest aby pomagać. – Ja tu jestem dla państwa – powiedziała. Szybko poszło. Teraz ja. – Proszę. – Przyniosłam wniosek. Tłumaczyłam, jaki, po co i czyj. – Czy ma pani upoważnienie? – Do czego? – Do pozostawienia wniosku pani Teresy. – Nie mam. – To niestety nie możemy przyjąć. Ok. Mam w głowie, że to dziś musi być załatwione, bo jutro mija termin. Spokojnie, uniżenie proszę o spojrzenie na wniosek, może jeszcze czegoś brakuje. I brakowało: obok upoważnienia jeszcze oświadczenia i numeru dowodu osobistego. – Czy mogłaby pani podyktować mi treść oświadczenia, żeby było poprawnie, a pani Teresa tylko podpisze. – Uff. Mam. Jadę do pani Teresy po podpis i numer dowodu osobistego. Wracam do Urzędu Społecznego, jest godz. 14. Wyrobiłam się!
Stawiam rower, automatyczne drzwi stają otworem. Recepcja. Już mam podać Wniosek gdy nagle: Nie wzięłam numeru dowodu osobistego pani Teresy – mówię do siebie. Nie dzwonię telefonem, bo mówiła, że ma problem ze słuchem. Wyskoczyłam do roweru. A potem na niego wskoczyłam. Gdy pani Teresa posłyszała o numerze dowodu osobistego, wypaliła: Ja im pokażę, jak tylko dojdę do sił!!! – Pani Tereso, to moja wina! To ja zapomniałam. Najważniejsze, że do godziny 15 zdążę.
Zdążyłam!! Dzięki Bogu!
Pani z recepcji życzyła mi wszystkiego co najlepsze na świecie. Ja jej też 😊
wm
59 total views, 5 views today
[0]



