SHOW GASTRONOMICZNE W BRANSON

Jeedze555SHOW55Konie55

Spożywanie posiłku może być rozrywką, a nawet show. W tym celu przenieśliśmy się do Dolly Partons Stampede Dinner Atraction w Branson.

Konrad zapowiedział, że będzie to rozrywka, której długo nie zapomnimy. Będziemy zajadać obiad, a wokół będą krążyć konie, więc może się zdarzyć, że „na talerzu wyląduje końska kupa”.

Przed pięknym lokalem przy którym posadowiona jest stajnia, a w boksach po jednym pięknym rumaku, wokół którego kręcą się stajenni, urocza panna z wachlarzem w długiej strojnej sukni witała gości.

Aby dostać się do wnętrza, po kupieniu biletu trzeba przejść kontrolę, chodzi przecież o bezpieczeństwo, nie wolno wnosić broni, która prawnie w Stanach jest dozwolona ale prawnie także jest obowiązująca kontrola.

Dlatego m.in. nie ma tu problemów np. na stadionach sportowych, na których jest pełna kultura, nikt się nie wydziera, nikt nie robi żadnych burd.  Nie oceniam, co jest lepsze i gdzie jest lepiej.

Skierowano nas do wielkiej okrągłej sali, na wzór cyrkowej areny. Na scenie występował zespół trzech artystów, śpiewających i grających country w taki sposób aby maksymalnie zaangażować wszystkich gości, których było około tysiąca. Były piosenki dedykowane dzieciom, rodzicom i dziadkom, tupanie, klaskanie i wtórowanie. Pojawiały się nutki patriotyczne i religijne, bo jest to okolica należąca do słynnego pasa biblijnego Ameryki, czyli tradycyjnej ostoi ewangelików. Nie brakuje flag i zawołań „Boże, błogosław Amerykę”.

Po takiej rozgrzewce goście poproszeni zostali o wejście na wyższe piętro do sali Dixie Stampede. W kilku rzędach wokół areny znajdowały się ławo – stoły. Wszyscy otrzymali jednakowe menu. Zapowiedziano na początku, że jedzenie będzie się odbywało rękami, wszyscy się zaśmiali, jednak okazało się to prawdą. Plastikowe kubeczki wyglądające jak rondelki napełniano zupą.

Potem roznoszono dziwaczne bułeczki, następnie ziemniaki pieczone przekrojone na pół, do tego podano pieczoną kukurydzę, po całym kurczaczku i pieczone polędwiczki wieprzowe.  Na deser  było ciasto przypominające polski jabłecznik i oczywiście kawa. zatem sztućców nie było. Do picia bez ograniczeń woda z lodem lub soki z lodem.

Zadziwiająca w tym wszystkim była obsługa, prawie biegająca wśród rzędów i natychmiast podająca posiłki. Potem kelnerzy i kelnerki zwinnie to wszystko sprzątali. Takie jedzenie trwało trzy godziny, więc jadło się dość wolno, a w tym czasie na arenie pokazywana była cała historia Ameryki. Począwszy od czasów Indian, poprzez kowbojskie tradycje.

Uczestniczyliśmy na wesoło w wojnie –  Północ – Południe, jednak z nutą refleksji i zadumy ale  nade wszystko radości. Aż do zwycięstwa, do pogodzenia Północy z Południem do świętowania i szanowania wielkiej amerykańskiej flagi. To było widowisko, w którym czynnie brali udział biesiadnicy podzieleni na dwie grupy. Jedna strona była Południem druga Północą. I trwały zabawy, konkurencje i rywalizacje zmierzające do osiągania sukcesów, nie zapominając, że wszyscy pochodzą od jednego Boga.

A zabawy były przednie. Wyścigi kur – przedstawicielki Północy i Południa.

Biegi z wiadrami z wodą, którą wlewano do beczek stojących na szali, wygrało Południe, więc Południowcy dawali wyraz radości okrzykami i oklaskami.

Szukanie dziewczyny ukrytej w beczce – konne wozy tak jeździły, że nikt nie zgadł, w którym z nich ukryto dziewczynę z widowni.

Wyścigi koni – Południowych i Północnych.

Wyścigi psów skaczących przez przeszkodę. Jeden z nich był proponowany do adopcji.

Zbijanie baloników na koniach.

Rzuty w dal kolorowymi podkowami.

Wyścigi prosiąt.

Wszystko i wszyscy, którzy reprezentowali Południe byli oznaczeni niebieskimi kokardami albo przepaskami:, a Północ – czerwonymi.

Ostatnią dyscypliną było podawanie amerykańskiej flagi przez biesiadników, reprezentujących Południe i Północ, zwyciężyć miała strona, która najszybciej przekazała flagę do celu, aż do jej wbicia. Nikt nie powiedział kto wygrał. Natychmiast sceneria na arenie się zmieniła i wkroczyły piękne rumaki z jeźdźcami trzymającymi flagi.

Taki był punkt kulminacyjny atrakcyjnego posiłku. Konie jeszcze długo  paradowały wokół areny. A potem piękne panie – jeźdźcy w sukniach o barwach  narodowych ustawiły się do pozowania do wspólnych zdjęć.

Choć ludzi było tu bardzo dużo, opuszczanie restauracji odbyło się sprawnie. Kiedy usiedliśmy do samochodu Konrad stwierdził brak okularów słonecznych, bez których jazda jest niemożliwa. Doświadczając i czytając o  uczciwości panującej na tych terenach, nie mieliśmy wątpliwości, że okulary się znajdą. Konrad nie musiał nawet wchodzić do wielkiej areny, okulary już czekały na niego w recepcji.

 

 

130 total views, 2 views today

[0]
0.00 zł Zobacz

Formularz zamówienia

NazwaCena
Anuluj
Better Pay - System sprzedaży dla WordPress!

Komentowanie zamknięte.