M. i A. LESZCZYŃSCY ORAZ JOANNA URBANIAK Z FAN DANCE OPOWIADAJĄ O TAŃCU

FILFIL5FIL6logo6FIL4FIL3PLA

 Z Marzanną i Andrzejem Leszczyńskimi – tancerzami Klasy C, sekcji Senior Hobby w Szkole Tańca Fan Dance Anny i Grzegorza Deptów rozmawia Wanda Milewska. O miłości do tańca opowiada także Joanna Urbaniak – tancerka klasy D, tańcząca w parze z Patrykiem Tomaszewskim. Obie pary wystąpiły w Filharmonii Gorzowskiej  podczas koncertu „Niech żyje walc”. Orkiestrą FG dyrygował Jacek Kraszewski, konferansjerem był Robert Janowski.  

WM – Jakie były początki Waszej pasji tanecznej. Kto kogo zainspirował?

Marzanna L. –Nasza pasja zrodziła się dość późno. Byłam już stateczną żoną i mamą trzech synów. Propozycja była moja, a mąż opierał się przed tym pomysłem chyba dwa lata. Zachęcali nas  znajomi z czasów studenckich z Wrocławia. Oni zapisali swoje dzieci na tańce i sami zaczęli też trenować i jeździć na turnieje. Podczas kolejnych spotkań opowiadali o ich zamiłowaniu tanecznym, a kiedyś wspomnieli, że w Gorzowie jest bardzo sympatyczny nauczyciel  Grzegorz Depta, który ich oceniał na turniejach. – Spróbujcie nauki u niego – powiedzieli. Po tej rozmowie znaleźliśmy szkołę tańca Fan Dance i Grzegorza Deptę.

 WM – Jakie były początki nauki, czy taniec małżonków jest trudnym wyzwaniem?

 ML – Tu możemy mówić o swoich przypadkach. Jest nawet takie powiedzenie, że aby małżeństwo ze sobą mogło tańczyć musi być dobre. Dla mnie jest to wyzwanie, bo często słyszę za dużo uwag np. że „ już tyle razy o tym było a ja dalej nie wiem o co chodzi”. Trzeba wybaczać cięty język i duże wymagania partnera i wiedzieć jak zatrzymać tę spiralę, która się często potrafi rozkręcić tak, że odbiera ochotę do dalszej wspólnej pracy. No ale jeśli już do tego doszło to trzeba zapomnieć i wybaczać, umieć doceniać to co się ma i nie porównywać do nikogo ale cieszyć się najmniejszymi postępami. Mąż twierdzi, że jest to bardzo duże wyzwanie dla niego bo…jestem konfliktowa i mało podporządkowana. Ja uważam, że Andrzej ma charakter typowego  bossa, moje koleżanki, które nas czasem obserwują,  twierdzą, że by tego nie wytrzymały. No cóż, on ma mało czasu, chciałby szybko zrobić pewne rzeczy a ja lubię samą naukę, lubię poświęcić więcej czasu na opanowanie kolejnych elementów czy figur.

 WM – Czy macie inne wspólne pasje? Czy taniec zajmuje tyle czasu, że inne nie są potrzebne?

ML – Lubimy podróżować, chodzić po górach, jeździć na rowerach, pływać, jeździmy na nartach i rolkach. Jednak zawsze pamiętamy o kalendarium tanecznym. Taniec to zazdrosna muza, szybko da o sobie znać, że się ją zaniedbuje. Ale wszystko co robimy dodatkowo, też się przydaje w tańcu, bo wzmacnia naszą kondycję, prostuje nas, relaksuje i jest natchnieniem. Trzeba tylko rezolutnie gospodarować wspólnym czasem oraz zasobami fizycznymi, wtedy wszystko da się pogodzić.

WMCzy taniec umacnia małżeństwo? Na pewno są emocje i nerwy. Jak z tego wychodzicie żeby nadal było harmonijnie?

ML – Na pewno taniec turniejowy i pokazy wyzwalają emocje. Chęć dobrego wyniku i to aby był ładny efekt bo inni patrzą prowadzi do konfliktów. Gdy tańczymy dla siebie, presji takiej nie ma. Ale jest tak na tym świecie, że bez walki, bólu nie ma specjalnego postępu. Lubimy widzieć błędy po stronie partnera i jego obarczać za to, często któraś ze stron jest bardziej leniwa a to jest denerwujące. Dlatego się kłócimy w tańcu. Oboje jednak bardzo lubimy  tańczyć, dlatego sporo sobie wybaczamy i zapominamy urazy. Wielokrotnie umiejętność tańczenia przydała nam się w różnych sytuacjach życiowych. Czasem widzę jak ludzie zmieniają do nas nastawienie gdy podoba się im to co robimy. Zdecydowanie, taniec umacnia  związek. Trudno też powiedzieć czy gdybyśmy ze sobą nie tańczyli czy po tylu latach bylibyśmy idealną parą. Jeśli się zdarzy, że ktoś się bardzo obraził to przerywamy i dopiero po pewnym czasie wracamy do ćwiczeń. Warto o tym też porozmawiać, przeprosić a najlepiej odpuścić drugiej osobie. Czasem dobrze jest podejść do newralgicznych sytuacji żartobliwie i pośmiać się z siebie samych. Jedna z koleżanek mówiła, że przez tango możemy się mocno pokłócić, możemy się nawet rozwieść, tylko co to da?

WM – Braliście udział w wielu turniejach. Czy występ przed gorzowską publicznością był większym wyzwaniem niż w innym miejscu?

ML –Zawsze instynktownie bałam się występów przed rodziną i znajomymi. Chętniej wyjeżdżałam na turnieje tam gdzie nikt mnie nie znał. Towarzyszy temu świadomość, że stało się i znikamy, zapominamy o wszystkim, zwłaszcza wtedy, gdy pójdzie nie tak jak chcieliśmy. Nie jest to do końca prawdą, istnieją przecież kamery, nagrania, zdjęcia. Do końca nie wiemy kto i jak to użyje i komu pokaże. Muszę przyznać, że występów tu w Gorzowie nie mieliśmy wielu a te, które były pozostawiły piękne wspomnienia. Echa, które do nas dochodziły potem były przesympatyczne. Ludzie, którzy nas znają inaczej odbierają to niż obcy ludzie. Widać było wzruszenia, podziw. Rozkleiły mnie łzy. To dla mnie chyba największy komplement, że ktoś się rozpłakał ze wzruszenia i nie był to pojedynczy przypadek. Jeśli ktoś płakał bo też tak chciałby umieć tańczyć to znaczy, że warto było poświęcić tyle czasu na to i wyglądało to nieźle. Poza tym świadomość, że jest tu tyle znajomych była dla mnie sporą motywacją do zmobilizowania się, dodawało mi to energii oraz pomysłów. Jednym słowem uskrzydlało

WM – Jaka była atmosfera zakulisowa, czy ktoś Was wspierał duchowo?

Andrzej L. – Mieliśmy swoje garderoby, wodę, herbatkę. Obsługa imprezy była bardzo sympatyczna. Osoby odpowiedzialne za organizację podpowiadały nam kiedy musimy być gotowi. Wprowadzano nas w odpowiednich momentach na salę, informowano co się dzieje.

Filharmonia jest labiryntem, a my wymyśliliśmy sobie zejście po schodach. Musieliśmy więc w różnych momentach koncertu znikać, gdzie indziej się pojawiać i tutaj mieliśmy pomoc.

Żona w takich chwilach raczej lubi się odseparować, wyłączyć z otoczenia bo ją to rozprasza, woli jeszcze coś na boku przećwiczyć, rozgrzać stawy. Ja jestem bardziej rozproszony. Znalazła się chwila na autograf i zdjęcie z sympatycznym Robertem Janowskim, który był konferansjerem.

Cały czas wspieraliśmy się z drugą tańczącą parą: Joanną Urbaniak i Patrykiem Tomaszewskim. Scenariusz był poprawiany na bieżąco, bo wpadały nam do głowy nowe pomysły i ustalaliśmy drobne poprawki. Słowa otuchy docierały od znajomych. Byli tacy co przeżywali to razem z nami, przejęci dzwonili i wczuwali się w nasze role. Koleżanki i koledzy ze szkoły tańca przyszli nas obejrzeć a także wesprzeć. Żona mogła  liczyć na ich podpowiedzi w sprawie doboru  dodatków do stroju. Ja pożyczyłem spinki do koszuli, które gdzieś się zapodziały. Miło, że w tym zagonionym świecie znajdują się wspaniałomyślni, pomocni ludzie.

WM – Ile posiadacie pucharów i jaką zdobyliście klasę w tańcach?

ML – Mamy około 50. pucharów. Zapełniamy już drugą półkę. Część z nich była zdobyta podwójnie, czyli dostał mąż i ja za to samo. Mamy też całe pudło medali. Wszystko przechowujemy, bo mamy ku temu warunki w domu. Jesteśmy posiadaczami klasy tanecznej C w obu stylach, czyli standardowym i latinoamerykańskim.

WMCo zawdzięczacie swojej szkole, swoim nauczycielom z Fan Dance?

ML – Umiejętności taneczne zdobywamy i utrwalamy na zajęciach w szkole tańca Fan Dance dwa, trzy razy w tygodniu. Grzegorz Depta jest wiceprezesem PTT Okręgu Lubuskiego i często kieruje nas na szkolenia z różnymi Mistrzami Polski, które organizowane są dla par turniejowych. Ostatnio braliśmy udział w szkoleniu z Markiem Kosatym i Pauliną Glazik (finaliści najważniejszego turnieju świata w Blackpool). Wiosną ubiegłego roku mieliśmy okazję i szczęście uczestniczyć w szkoleniu prowadzonym przez Arunasa Bizokasa (dziewięciokrotnego Mistrza Świata w stylu standardowym).

Do pokazu w filharmonii pomogła nam się przygotować Anna Depta sugerując zarys przedstawienia do muzyki, podała inspirację i czuwała nad tym abyśmy wzięli się do pracy. Ale muszę przyznać, że dosyć samodzielnie przygotowaliśmy całość na tej bazie. Cała nasza czwórka miała duży samodzielny wkład. Jestem pełna uznania dla umiejętności, kreatywności i zgodnego współdziałania Asi i Patryka. Grzegorz Depta udostępnił  nam salę na dowolny czas.

WMCo powinni wiedzieć, ci, którzy pragną rozpocząć wspólną przygodę z tańcem?

A.L. – Że powinni to robić z żoną.

ML. – Że zbyt wygórowana ambicja jest gorsza niż faszyzm. Trzeba przede wszystkim czerpać przyjemność z nauki tańca. Jak powiedział papież Benedykt XVI na spotkaniu w Krakowie: „trzeba pracować, uczyć się  i nie mieć ambicji”. Reszta przyjdzie sama.

WMProszę jeszcze o refleksje po występie w Gorzowskiej Filharmonii.

AL – Występ w Gorzowskiej Filharmonii przerósł nasze wyobrażenie. Jest z pewnością innym przeżyciem niż turniej taneczny, a mieliśmy ich około siedemdziesięciu. Na pewno sprawiła to wyjątkowa oprawa jaką daje filharmonia. Muzyka na żywo przy tak potężnej ilości instrumentów, z towarzyszeniem harfy…  .  W Polsce większość turniejów tanecznych odbywa się w halach sportowych, gdzie na parkietach są linie do gry w piłkę. Wchodzą panie w sukniach z falbanami i w kamieniach ale czar w połowie pryska.

Przebywałaś parę miesięcy w Ameryce i opisywałaś jak to tam ludzie znają parę kroków tanecznych a już daje im się możliwość zatańczenia na pięknej sali z towarzyszeniem orkiestry. Ale poczekajmy, z pewnością dożyjemy innych czasów. Już w Mierzynie pod Szczecinem co roku można oglądać finały taneczne do orkiestry na żywo podczas Turnieju organizowanym przez Dance Club Grażyna Grabicka i Szymon Kalinowski. Na razie to nagroda  dla najlepszych w Polsce. Kto już popróbował raz prawdziwej orkiestry – widzi różnicę. Ciekawe, że takie warunki występowania wyzwalają nas bardziej, a wydawałoby się że mogłoby nas to przytłoczyć. To była bajka i można się znaleźć w krainie czarów w każdym wieku.

A nasze refleksje po występie w Gorzowskiej Filharmonii? Mój mąż twierdzi, że ciągle jeszcze się nie kończą….

Joanna Urbaniak posiada klasę D tańca towarzyskiego. Jest uczennicą ósmej  klasy Szkoły Podstawowej nr 13 w Gorzowie Wlkp.  Tańca uczy się w Szkole Tańca Fan Dance Anny i Grzegorza Deptów. Jej partnerem w tańcu jest Patryk Tomaszewski.

WM – Czy taniec jest twoją jedyną pasją, czy jedną z wielu?

Joanna U. Tańczyć zaczęłam wcześnie, bo już od przedszkola, więc taniec jest częścią mojego życia i nie wyobrażam sobie abym mogła z niego zrezygnować. Od wielu lat uczę się w Fan Dance i jest mi tu bardzo dobrze, tu zgłębiam technikę, kierunkuję się do zdobywania  wyższych klas, tu jest fragment mojego życia. Gdybym nie tańczyła, czułabym pustkę.

WM – Tańczy się w parze, czy nie masz problemu z partnerami, czy zawsze masz z kim ćwiczyć?

JU – Miałam już kilku partnerów do tańca. Z obecnym ćwiczy mi się bardzo dobrze. Taniec w parze polega na współpracy i akurat doskonale się ona układa.

WMW czym pomaga taniec? I czy nie jest czasem uciążliwy albo w czymś przeszkadza?

JU – Taniec to na pewno jest przyjemność ale także wysiłek. Jeżeli jednak się zaangażuje w to co się bardzo lubi, a ja taniec kocham i mogę mu poświęcać kilkanaście godzin tygodniowo. Bardzo lubię przychodzić do tej szkoły. Taniec pomaga zachować dobrą kondycję, a ruch jest także bardzo potrzebny. Taniec mi nigdy w niczym nie przeszkadza.

WMCzy zdarzają wam się kłótnie podczas treningów?

JU- Każdej parze to się przytrafia ale trzeba umieć się pogodzić. Wtedy najlepiej omówić problem, co ma być po kolei, trzeba ustalić co dodać a co należy odjąć. Tu jest konieczna współpraca i zrozumienie. Jeżeli partnerka czegoś nie wie to partner powinien jej powiedzieć. A po za tym jest wsparcie trenerów pani Ani  i pana Grzegorza, którzy nam pomagają. Każde z nas uczy się wszystkiego po kolei i wiadomo, że zdarzają się błędy.

WM – Czy lubicie tworzyć własne układy i czy jest to dopuszczalne podczas nauki?

JU – Bardzo lubimy i czasami tworzymy, dostosowując kroki do rytmu, bo jeśli chcemy coś zmienić to musimy zgrać jedno z drugim, a poza tym dostosować do swoich predyspozycji. Nie każdy ma doskonałą technikę, a każdy ma inną zwinność i szybkość. Nasze pomysły czasem wydaje się, że biorą się nie wiadomo skąd, jakby znikąd. Najczęściej powstają w tym czasie, który mamy tylko dla siebie pomiędzy practicem a zajęciami. Dodajemy jakieś obroty które są pełną improwizacją.

WM – Co możesz powiedzieć o roli nauczyciela tańca?

JU – Czasem wydaje nam się, że trenerzy mówią to, czego byśmy nie chcieli słyszeć, a tak naprawdę to daje bardzo dużo. Trzeba wszelkie uwagi i propozycje przyjąć, wytrenować i wtedy są efekty.

WM –Czy w przyszłości chciałabyś być zawodową tancerką?

JU – Zawsze byłam kierunkowana ku tańcu. I z tego się cieszę. Chciałabym być choreografem albo instruktorką. Byłabym szczęśliwa ucząc maluszków od podstaw i pokazać, że taniec to nie tylko ciężka praca ale także przyjemność z robienia tego co się kocha.

WMCzy lubisz występować przed publicznością. Czy to duży stres dla ciebie?

JU – Stresują się na pewno wszyscy. Niektórych stres blokuje, tak jak w moim przypadku ale znam osoby, dla których stres jest motywujący. Tancerz może się obawiać przed występem jeśli czuje, że ma niedopracowaną figurę, niedokończoną. A poza tym to jest taka ogólna obawa, czasem nawet przed tym żeby się nie przewrócić. Nasz ostatni występ w Filharmonii Gorzowskiej uważamy za najważniejszy do tej pory, mimo, iż wielokrotnie braliśmy udział w turniejach. Najpierw mieliśmy małe pokazy, a potem stopniowo przed większą publicznością. A ten w filharmonii był dla nas pewnego rodzaju show dance. My się lubimy także  pokazać, a niektóre pary wolą tylko przygotowywać program turniejowy.

WM –  Które tańce są twoimi ulubionymi?

JU – Kiedyś preferowałam „łacinę” ale po ostatnim obozie zmieniło mi się upodobanie i to bardzo. Zaczęłam się odnajdować w standardzie. A zależy to też od tego jaka jest muzyka czy jaki mam nastrój. Jeżeli jestem zła, to ja pokażę tę złość na parkiecie, a jeśli będę szczęśliwa to pokażę to co jest najlepsze.

WM – Czy tancerki mogą samodzielnie  zdecydować w jakiej sukni wystąpią?

JU – Są wymogi co do strojów, obowiązują akceptowane przez Polskie Towarzystwo Taneczne. W klasie C nie można mieć zdobień, świecących cekinów, musi być bardzo klasycznie. A od klasy B już są możliwe cekiny czy pióra. Kolor jest dowolny, oprócz cielistego.

WM – Dziękuję Państwu za rozmowę. Na zakończenie przypomnę za Marzanną cytującą Benedykta XVI: –  Trzeba pracować, uczyć się  i nie mieć ambicji. Reszta przyjdzie sama.

 

576 total views, 2 views today

[0]
0.00 zł Zobacz

Formularz zamówienia

NazwaCena
Anuluj
Better Pay - System sprzedaży dla WordPress!

Komentowanie zamknięte.