„SZTUKA WYWIADU”- CZWARTY DZIEŃ GORZOWSKICH SPOTKAŃ TEATRALNYCH

Pec P
Foto teatr, Paweł Kamrad
W czwartym dniu Gorzowskich Spotkań Teatralnych ze spektaklem „Sztuka wywiadu”wystąpili aktorzy Teatru Polonia z Warszawy: Jan Peszek, Maria Seweryn i Małgorzata Zajączkowska. Reżyserem przedstawienia jest Błażej Peszek.
Wielki aktor zgadza się na przeprowadzenie z nim ostatniego wywiadu. Tym aktorem jest Jan Peszek a dziennikarką Maria Seweryn. Wywiad nie jest typowym wywiadem, to raczej czas umożliwiający prowadzenie monologu i wsłuchiwania się w treść wygłaszanych wspomnień, demonstrowania ról, rozliczania się z przeszłością, okazywania bojaźni.
To także zakulisowy świat żony – osoby towarzyszącej i  wspierającej męża – wielkiego aktora. Kobiety pozwalającej na rozwój artysty, w pełni rozumiejącej duszę człowieka wcielającego się w grane role. Jednak upływające szybko życie nie daje takiego komfortu, nadchodzi czas lęku przed przemijaniem, z którym trzeba się zmierzyć, to także błaganie o ratunek, choć wiadomo, że ratunku nie ma. Ale ważne, że choć jedna strona życia jest harmonijna i wyrozumiała. To właśnie mądra żona, stojąca na straży. A czas? Czas jest nieubłagany.
– Wywiad, o którym reżyser spektaklu Błażej Peszek mówi: „To właściwie nie wywiad, to spotkanie z artystą w momencie, w którym towarzyszy mu nieodparty lęk przed przemijaniem, wypaleniem i końcem, spirala uczuć, która każe odpowiedzieć na pytanie: czy i dokąd uciec – czytamy na stronie teatru.
Po spektaklu spotkanie z aktorami w Art Cafe prowadzili Magda Dwurzyńska i Konrad Pruszyński.
PE
Foto wm

Reżyseria: Błażej Peszek
Światło: Błażej Peszek
Muzyka: Wojtek Kiwer
Scenografia i kostiumy: Jagna Janicka
Multimedia: Paweł Nowicki
Realizacja światła: Adam Szadkowski
Realizacja dźwięku: Michał Suwiński

Obsada: Maria Seweryn, Małgorzata Zajączkowska, Jan Peszek

12 listopada będą dwa spektakle „Matka” Teatru Polonia z Warszawy: o godz. 17.30 i 20.30. Obsada:
Katarzyna Gniewkowska, Krystyna Janda, Małgorzata Rożniatowska, Agnieszka Skrzypczak, Jarosław Boberek, Tomasz Tyndyk, Bartosz Waga

310 total views, no views today

OBCHODY ŚWIĘTA NIEPODLEGŁOŚCI W GORZOWIE WIELKOPOLSKIM

20251111_141600Bez nazwy

Gorzowskie obchody święta Niepodległości Polski rozpoczęły się przy pomniku marszałka Józefa Piłsudskiego, gdzie odśpiewano hymn Polski i złożono kwiaty. Następnie pochód przeszedł do katedry, gdzie o godz. 13 rozpoczęła się Msza św. Homilię wygłosił ordynariusz diecezji zielonogórsko – gorzowskiej bp Tadeusz Lityński. W drzwiach katedry wiernych witał proboszcz ks. Mariusz Kołodziej.

W tym roku więcej ludzi niż w latach poprzednich uczestniczyło w narodowym święcie mimo deszczowej aury.  Obok licznie zgromadzonych wiernych przybyli przedstawiciele władz miejskich i wojewódzkich, służby mundurowe, poczty sztandarowe, rodziny z dziećmi i młodzież.

Bp Lityński w kazaniu przypomniał między innymi historię Grobu Nieznanego Żołnierza w Warszawie, w związku z tym, że w tym roku minęło 100 lat od kiedy tam się znajduje. Przypomniał,  także słowa Jana Pawła II, który  podczas pierwszej pielgrzymki modlił się przy tym Grobie i powiedział:: „W dziejach Polski, dawnych i współczesnych, Grób Nieznanego Żołnierza znajduje szczególne uzasadnienie. Na iluż miejscach ziemi ojczystej padał ten żołnierz. Na iluż to miejscach Europy i świata przemawiał swoją śmiercią, że nie może być Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie”, a następnie: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi”. Także dziś biskup zaapelował o modlitwę do Ducha Św. aby odnowił oblicze naszej niespokojnej, zaniepokojonej ziemi, dotkniętej także skutkami wojny za naszą granicą.

Wspominając bardzo trudną drogę do niepodległości Polski, bp Lityński odniósł się także, do ostatnich wydarzeń kulturalnych, mianowicie do Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, podkreślając znaczenie kompozytora, który kochał Polskę, a jego muzyka także dziś rozsławia w świecie nasz kraj. Mówił o osobach, które mają swój niekwestionowany wkład w odzyskanie wolności naszej ojczyzny.

Po Mszy św. uroczystości kontynuowane były na Starym Rynku.  Oprawę muzyczną zapewniła orkiestra z Żagania, gorzowianie śpiewali pieśni patriotyczne, odbyły się laserowy pokaz „Droga do Wolności” oraz widowisko multimedialne „Iskra Niepodległej”.

Narodowe Święto Niepodległości przypada 11 listopada i jest jednym z najważniejszych świąt państwowych w Polsce.  W roku 1918, po 123 latach zaborów dokonanych przez Rosję, Prusy i Austrię, ojczyzna nasza powróciła na mapę świata. Po zakończeniu I wojny światowej, tego dnia do Warszawy przybył Józef Piłsudski, obejmując władzę nad odradzającym się państwem.

 

270 total views, 1 views today

GORZOWSKIE SPOTKANIA TEATRALNE. ANNA ROMANTOWSKA I DANIEL OLBRYCHSKI

20251110_20150420251110_20542920251110_20331920251110_20321420251110_20313320251110_202952

Trzeci Dzień Gorzowskich Spotkań Teatralnych to spektakl „Przebłyski” Teatru Gudejko oraz Krystyny i Daniela Olbrychskich.

Tytuł spektaklu przypomina, że w życiu każdego człowieka pojawiają się przebłyski różnych zdarzeń czy wspomnień, czasem bolesnych ale też radosnych. Tematem jest miłość, pokazana w realnym świecie ale też przenosząca się w inny pozaziemski wymiar. Uczucie, które upada i się podnosi, wzlatuje czasem w niewytłumaczalny sposób. W ludzkim rozumieniu powinno go nie być, bo zostało poniżone, zakrzyczane,  a ono jednak jest. Istnieje w prawdziwym świecie i daje znać zza światów.

Po przedstawieniu aktorzy spotkali się z widzami w Art Cafe. Rozmowę prowadzili Magda Dwurzyńska i Konrad Pruszyński.

Na początku Krystyna Olbrychska opowiedziała o genezie spektaklu, który napisał Serge Kribus specjalnie z myślą o Danielu Olbrychskim, po tym gdy się zachwycił jego kreacją w innej sztuce. Olbrychska mówiła o doskonałym wyczuciu reżyserskim Agaty Dudy – Gracz, co także potwierdziła Anna Romantowska.

Natomiast Daniel Olbrychski przypomniał, że pierwotnie w tym spektaklu kobiecą rolę grała Jadwiga Jankowska-Cieślak, niestety aktorka wkrótce zmarła i zdążyli razem wystąpić tylko trzy razy.

Po śmierci Jadwigi Jankowskiej, Olbrychscy złożyli propozycję zagrania Annie Romantowskiej, aktorka przyznała, że nie od razu się zgodziła przyjąć tę rolę, ponieważ od 30 lat nie pracowała w teatrze. Dziś wyznała, że jest zadowolona, że nie zaparła się tego tekstu, choć jest on wymagający tym bardziej, że przeplata się w nim  metafizyczność z realizmem. A ona bardziej czuje realizm. W przedstawieniu pokazane jest małżeństwo, które spotyka się na granicy życia i śmierci. Ona już nie żyje, a on jeszcze tak. Ich dialog to głęboka refleksja o przemijaniu i życiu w ogóle. 

Spektakl ożywiony jest muzyką, którą wykonują Maja Kleszcz i Wojciech Krzak.

Autor: Serge Kribus
Tłumaczenie: Bogusława Frosztęga
Reżyseria, scenografia, kostiumy: Agata Duda-Gracz

Reżyseria światła: Katarzyna Łuszczyk
Muzyka na żywo: Maja Kleszcz, Wojciech Krzak

Występują: Anna Romantowska, Daniel Olbrychski

Jutro 11 listopada, teatr zaprasza na spektakl „Sztuka wywiadu” wystąpią aktorzy Teatru Polonia z Warszawy.

365 total views, 1 views today

TEATR ATENEUM NA GORZOWSKIEJ SCENIE. DRUGI DZIEŃ GST

twtw1

Drugi dzień Gorzowskich Spotkań Teatralnych dostarczył emocji, które szybko nie opuszczą widzów, którzy obejrzeli spektakl „To wiem na pewno” w wykonaniu aktorów warszawskiego Teatru Ateneum.

Tytuł przedstawienia może tylko potwierdzić, że wiem na pewno, iż te emocje sięgały zenitu. A wszystko inne to: „wiem, że nic nie wiem”. I choć przedstawienie jest dramatem, nie brakuje w nim wątków żartobliwych, sarkastycznych. Rozpędzony współczesny świat zagarnia umysły, zatraca czas, usuwa wartości, pokazuje obłudę w relacjach małżeńskich, a kobietę – matkę zrównuje z mężczyzną – ojcem, któremu można zostawić dzieci i wyjechać w poszukiwaniu wątpliwego szczęścia, bo miłość była ale już jej nie ma, a gdzieś daleko na pewno jest, wystarczy tam pojechać.

To jeden z problemów rodziny z czworgiem dorosłych już dzieci. Kolejne też ciężkiego kalibru.

Zatem czy musi wydarzyć się tragedia żeby młodzi dostrzegli, że miłość i oddanie są w zasięgu ręki ale bywają  odtrącane, bo są takie zwykłe, naturalne, codzienne?

„Oto małżeństwo w średnim wieku i czwórka dorosłych dzieci. Prowadzą zwyczajne życie, jedynie najmłodsza córka wciąż mieszka z rodzicami. Ale – jak to bywa – coś powoli zaczyna się rozłazić w szwach. Ktoś postanawia wyprowadzić się z domu. Ktoś odkrywa, że nie mieści się w skórze swojej płci. Ktoś inny nie potrafi znieść własnej bezradności po utracie pracy. Najsilniejszej osobie w rodzinie – matce, która zawsze wie lepiej – także nie udaje się ocalić rozpadającej się wspólnoty. Bo tak naprawdę nikt z nas, nawet najbardziej kochających, niczego nie wie na pewno. Takie jest życie, tacy jesteśmy. Andrew Bovell jest Australijczykiem, ale wydaje się, jakby napisał tę sztukę również o nas – tu, nad Wisłą” – czytamy na stronie teatru.

Teatr Ateneum z Warszawy. Spektakl: „To wiem na pewno”. Autor: Andrew Bovell, Przekład: Rubi Birden, Reżyseria: Iwona Kempa. Scenografia i kostiumy: Joanna Zemanek, Opracowanie muzyczne: Iwona Kempa.

Występują: Agata Kulesza, Przemysław Bluszcz, Paulina Gałązka, Waleria Gorobets, Paweł Gasztold-Wierzbicki, Jan Wieteska.

10 listopada to trzeci dzień spotkań. Widzowie obejrzą „Przebłyski” – Teatru Gudejko, początek o godz. 19.

Autor: Serge Kribus
Tłumaczenie: Bogusława Frosztęga
Reżyseria, scenografia, kostiumy: Agata Duda-Gracz

Reżyseria światła: Katarzyna Łuszczyk
Muzyka na żywo: Maja Kleszcz, Wojciech Krzak

Występują: Anna Romantowska, Daniel Olbrychski

365 total views, no views today

JAK JEST TYLKO DOBRZE, TO JEST NIEDOBRZE

20251022_15541020251022_15523620251022_183242

Przypadek zrządził, że 23 października powinnam być w Warszawie. Był to ostatni dzień trwającego od 2 października XIX Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, ale ja tym razem nie na koncert. Najczęściej w stolicy zatrzymuję się w hotelu niedaleko Filharmonii Narodowej czyli w centrum miasta, w odległości przysłowiowych dwóch kroków od Pałacu Kultury. Tym razem, jak się spodziewałam trwający konkurs spowodował, że miejsc w hotelu nie było. Jednak bookowanie w internecie, lub rozmowa przez telefon, to jeszcze nie to, co osobista wizyta.

Po przyjeździe do Warszawy odwiedziłam hotel. Okazało się, że miejsce się znajdzie ale za dobę trzeba zapłacić 700 złotych.

W takich przypadkach mózg pracuje bardziej intensywnie niż zwykle. Od pewnego czasu planowałam wyjazd do jakiegoś spokojnego miejsca przy zakonie lub sanktuarium. Dzięki temu teraz przypomniałam sobie, że kilka lat temu chyba w Kołobrzegu robiłam wywiad z siostrą zakonną, która była prawie na walizkach, bo wyjeżdżała na stałe do Warszawy. Podała mi swój numer telefonu.

Zatem dzwonię do siostry. Odnalazłam w komórce: „Siostra Warszawska”. Dzwonię. Zgłasza się kobieta. Przedstawiam się i pytam czy siostra mnie pamięta? – Tak, chyba tak – trochę niepewnie odpowiada zakonnica. Przeszłam do rzeczy: – Siostro, czy jest możliwość w siedzibie Zgromadzenia przenocować?  – Oj, przykro u mnie nie, u nas nigdy nie było takiej możliwości ale może przy Wyszyńskiego u sióstr Miłosierdzia?

Ta odpowiedź mnie zastanowiła, że akurat s. Miłosierdzia i przy ul. Wyszyńskiego, tak jak w Gorzowie. Zapytałam: czy ja się dodzwoniłam do siostry w Warszawie? – Nie, ja jestem z Gorzowa.  Chyba sobie pomyślała, że coś ze mną nie tak. No trudno. Przeprosiłam.

Jeszcze raz przeglądam telefon. I znajduję: „Siostra Warszawska”, a kolejny „Siostra Warszawa”. Wyjaśniło się, rozmawiałam z siostrą z Gorzowa Wielkopolskiego z ul. Warszawskiej. Tak bywa, wpisując kontakty na „łapu capu”.

Nie poddaję się, dzwonię: „Siostra Warszawa”. Zgłasza się! Pamięta! Zaprasza! Dojazd ze śródmieścia metrem, z metra autobusem i 5 minut pieszo. Jak na Warszawę, to w okamgnieniu znalazłam się na miejscu. I miałam to, co wcześniej sobie planowałam.: zacisze, zieleń. Atmosfera powoli toczącego się życia, pracy i modlitwy a nade wszystko wsparcia bliźniego. To jest miejsce, w którym kilkadziesiąt chorych kobiet znalazło opiekę i wsparcie. Do tego w tym właśnie momencie pogoda jak marzenie.

Wieczorem wspólny różaniec w kaplicy, do której można iść nawet w środku nocy jeśli dusza ma taką potrzebę. Rano o godz. 7 Msza św. Przymusu nie ma, idzie ten kto czuje potrzebę. Akurat ja miałam potrzebę snu.

Po różańcu kolacja z siostrami. Przy stole w jadalni zasiadło 20 zakonnic.

Nie mogło dziś zabraknąć tematu o muzyce i Chopinie, bo to przecież czas konkursowy, o którym tym bardziej mówi się w Warszawie. Okazuje się, że siedzę obok siostry, która nosi ksywę „Chopin”.

Bo ta siostra o Chopinie prawie wszystko wie i Chopina grywa. Przypadek zrządził, że posadzono mnie obok niej. Wyznałam, że co pięć lat odważam się ćwiczyć Poloneza g-moll, jakby w odpowiedzi siostra zaintonowała śpiewnie pierwszy jego takt a ja pociągnęłam z nią całą frazę. Co niezwykle zakonnice rozbawiło. Tośmy sobie potem porozmawiały na różne tematy.

Było wesoło, poważnie, naukowo i muzycznie. A na zakończenie jeszcze o Chopinie: O „Chopin, Chopin!”. Bo Siostra „Chopin” oczywiście film współczesny o kompozytorze obejrzała.

Ja dopiero się przygotowuję i mam trochę wątpliwości, czy na pewno chcę obejrzeć. Bo wiele książek o Chopinie przeczytałam, więc zderzenie ze współczesną wizją niekoniecznie mnie pociąga.

Siostra film odebrała przychylnie, do jednego miała zastrzeżenie, co mnie w takim razie nie zdziwiło. Ponieważ w filmie wiele miejsca poświęcono chorobie kompozytora aż do jego śmierci, to jednak sylwetkę księdza Aleksandra Jełowickiego pominięto. A to właśnie ten kapłan był przy śmierci Chopina i usłyszał ważne ostatnie słowa przyjaciela. Niestety to co kiedyś było, dziś często  jest modyfikowane a nawet wymazywane. Nie będę się nad tym teraz zatrzymywać.

Z optymizmem patrzę w przyszłość. Są ludzie, którzy wartościami się dzielą, mnożą i je rozdają. Są też ludzie, którzy te wartości chłoną i pomnażają. Najważniejsze, że znają różnice między Dobrem a Złem. Bo dobro i zło są nierozłączne jak mawiał ks. Twardowski: „W życiu musi być dobrze i niedobrze, bo jak jest tylko dobrze, to jest niedobrze”.

 

 

385 total views, no views today

ROZPOCZĘŁY SIĘ 41. GORZOWSKIE SPOTKANIA TEATRALNE

medium_Lalka-11-z-18KAMRAD

Foto teatr – Paweł Kamrad

Od 8 do 14 listopada trwać będą 41. Gorzowskie Spotkania Teatralne. Dziś odbyła się premiera „Lalki” w reżyserii Jacka Głomba, w adaptacji Katarzyny Knychalskiej.

Spotkania otworzyli dyrektor Teatru im. Juliusza Osterwy, Jan Tomaszewicz,  który od czerwca tego roku jest Prezesem Związku Artystów Scen Polskich oraz wiceprezes ZASP aktor Maciej Makowski.

Inne spojrzenie twórcze na klasykę polskiej literatury, mogli dziś poznać widzowie gorzowskich konfrontacji. Skrótowa wersja historii Stanisława Wokulskiego, powracającego z wojny, obejmująca wątek miłosny do Izabeli Łąckiej, uwspółcześniona, pokazująca odwieczne problemy, utwierdza oglądających, że wszystko w życiu dzieje się cyklicznie. Ale także to, że zachowania ludzkie bywają nieludzkie, niegodne, uzasadnione lub nie, czy to w oparciu o wiarę czy tylko w jej udawaniu.

W prostych słowach fabuły nie da się opowiedzieć, trzeba to widzieć, kontemplować i konkludować. W spektaklu nie odczuwa się dłużyzn, ożywiany jest ruchem, muzyką i stylowymi, barwnymi  kostiumami aktorów.

Dziś wyjątkowo po spektaklu nie było spotkania z aktorami w Art Cafe. Te rozpoczną się 9 listopada.

W kuluarach, widzowie pochlebnie wypowiadali się o premierowej sztuce, twierdząc, że na uwagę zasługują stroje, dające optymistyczne spojrzenie na świat, bo kolorowe i epokowe. Rzecki i Wokulski budzą zaufanie, a piękna Izabela chyba mniej złośliwa niż w powieści Prusa. Na pewno sztuka daje potrzebę refleksji. Pokazana jest oczywiście oczami teatralnych twórców, którzy na bazie ówczesnych problemów sygnalizują te dzisiejsze. Warto więc zauważyć, że naprawdę dużo jest do zrobienia w naszym społeczeństwie a nawet w całej ludzkości. Ktoś szepnął mi do ucha, że momentami słabo słyszał dialogi, twierdząc, że to taki mały mankament – ale jednak.

„Lalkę” opowiada Rzecki a literackie postacie są tu marionetkami, manekinami ze sklepowych gablot. On je włącza do gry, a one stopniowo się rozkręcają, uwidaczniając społeczne, rotacyjne przekazy. Rzecz dzieje się w jego sklepie od otwarcia do zamknięcia, a kończy przygotowaniem do dnia kolejnego.

Na scenie pojawia się także fikcyjny bohater powieści Bolesława Prusa – muzyk, w tej roli wystąpił skrzypek Lech Serpina.

Autor: Bolesław Prus
Adaptacja: Katarzyna Knychalska
Reżyseria: Jacek Głomb

teatter

Foto wm

Scenografia i kostiumy: Małgorzata Bulanda
Współpraca reżyserska, ruch sceniczny: Marlena i Witold Jurewiczowie
Muzyka: Bartosz Straburzyński

Obsada: Beata Chorążykiewicz, Dominik Jakubczak, Magdalena Kasperowicz, Mikołaj Kwiatkowski, Marta Karmowska, Karolina Miłkowska, Jan Mierzyński, Oliwer Witek, Mieszko Wierciński. 

Związek Artystów Scen Polskich (ZASP) to jedno z najstarszych stowarzyszeń zawodowych ludzi teatru w Polsce.  Założony został w 1918 roku w Warszawie. Zainicjowali go m.in. Juliusz Osterwa, Stefan Jaracz, Aleksander Zelwerowicz. Celem było zrzeszenie ludzi teatru i ochrona ich praw zawodowych oraz materialnych.

Podczas drugiego dnia Spotkań  wystąpi  warszawski Teatr Ateneum ze spektaklem  „To wiem na pewno”, który wystawiony zostanie dwukrotnie o godz. 17.30 i 20.30.

553 total views, no views today

II FESTIWAL „WIECZORY NARODÓW” W KOŁOBRZEGU

1 IMG_75702 IMG_75733 IMG_75804 IMG_7589

Fundacja Musica oraz Regionalne Centrum Kultury w Kołobrzegu im. Zb. Herberta są organizatorami muzycznego wydarzenia Festiwal „Wieczory Narodów”. W tym roku festiwal odbywa się po raz drugi, jest to cykl czterech koncertów, podczas których w sali widowiskowej RCK oraz w kołobrzeskiej bazylice wystąpią instrumentaliści młodego pokolenia.

7 listopada zainaugurowano Koncert Muzyki Polskiej. Wydarzenie poprowadziła Violetta Kowalska z RCK.

Wystąpili: altowiolista Daniel Palmizio i pianista Łukasz Chrzęszczyk. W programie znalazły się dzieła rodzimych kompozytorów: Fryderyka Chopina, Aleksandra Tansmana, Aleksandra Michałowskiego, Zygmunta Stojowskiego i Władysława Szpilmana.

Daniel Palmizio – włosko-brytyjski dyrygent, altowiolista i wykładowca. Laureat wielu prestiżowych konkursów. W latach 2014-2016 był pierwszym altowiolistą w London Philharmonia Orchestra pod batutą Esy Pekki Salonena.W 2016 roku zadebiutował jako dyrygent z Węgierską Orkiestrą Radiową.

Łukasz Chrzęszczyk – pianista, solista i kameralista, adiunkt w Katedrze Kameralistyki Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie. – W 2014 ukończył studia pianistyczne na UMFC w klasach fortepianu profesora Piotra Palecznego i kameralistyki fortepianowej prof. Mai Nosowskiej. W 2018 roku uzyskał stopień doktora sztuki; jego praca doktorska, poświęcona sonatom na skrzypce i fortepian K. Pendereckiego, otrzymała wyróżniające recenzje, umieszczające artystę w gronie najciekawszych polskich muzyków młodego pokolenia – podaje m.in chopin.edu.pl.

9 listopada o godz. 17 w Regionalnym Centrum Kultury odbędzie się Koncert Muzyki Austriackiej, w którym Marta Kowalczyk i Daniel Palmizio wykonają dwa duety na skrzypce i altówkę Wolfganga  Amadeusza Mozarta.

10 listopada zaplanowano spotkanie z muzyką brytyjską Edwarda Elgara, Benjamina Brittena i Vaughana Wiliamsa, z udziałem orkiestry kameralnej Festiwalu Wieczory Narodów złożonej z muzyków z regionu województwa zachodniopomorskiego.

Ostatni koncert poświęcony muzyce włoskiej odbędzie się w kołobrzeskiej konkatedrze WNMP, w programie znajdą się „Cztery Pory Roku na skrzypce i orkiestrę kameralną” Antonio Vivaldiego.

Foto Grzegorz Milewski

336 total views, no views today

MUZYKA I MEDYCYNA. ROZMOWA Z DYRYGENTKĄ BEATĄ HERMAN

BEATA

Planowała zostać weterynarzem, a jest dyrygentką.

Po ukończeniu Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia w Olsztynie została panią od rytmiki. Potem ukończyła Akademię Muzyczną im. Fryderyka Chopina i została dyrygentką. Od wielu lat uczy jazdy konnej i narciarstwa. Jest managerem w warszawskim hospicjum oraz prowadzi arteterapię w Centrum Opieki Medycznej „Kopernik”, dawniej Warszawski Szpital dla Dzieci.

Beata Herman urodziła się w Warszawie, potem z rodzicami zamieszkała w Olsztynie. Na czas studiów przeniosła się do Warszawy i tu  już pozostała.

Twój zawód to przede wszystkim dyrygent ale pracujesz także w służbie zdrowia. Jak łączysz te dyscypliny i dlaczego?

Medycyna i muzyka interesowały mnie od najmłodszych lat. Wiele wiadomości na tematy medyczne otrzymałam od mojej mamy, która chciała być lekarzem. Nawet zdała egzaminy na Akademię Medyczną ale nie została przyjęta z powodu przynależności do katolickiego stowarzyszenia Sodalicji Mariańskiej, wtedy wybrała filologię polską, którą ukończyła na  Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Jednak medycyną interesowała się zawsze. Natomiast miłość do muzyki odziedziczyłam po tacie, który śpiewał w trzech chórach.

Chciałam zostać lekarzem zwierząt. Ale kolejność egzaminów wstępnych na uczelnie była taka, że pierwszy termin przypadał w Akademii Muzycznej, do której także złożyłam dokumenty. Egzamin z wielu przedmiotów był dość wyczerpujący, ponieważ zdałam je  bardzo dobrze więc chciałam już mieć wakacje. I w taki sposób wybrałam muzykę.

Jak zostałaś dyrygentką? Przecież to zawód, o którym można tylko pomarzyć.

Zawsze mi się wydawało, że bycie dyrygentem to jest szczyt marzeń i możliwości każdego muzyka. W moim przypadku tak się stało, że los sam skierował mnie na ten kierunek. Uczyłam się u profesora  Lechosława Ragana, to legenda olsztyńskiej chóralistyki. Profesor  wychował wielu dyrygentów, którzy są chórmistrzami.

Potem uczyłam się na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina, która obecnie jest uniwersytetem, po jej ukończeniu okazało się, że na 16 osób z roku tylko 4 osoby zajęły się dyrygowaniem, między innymi – ja. Pozostali robią różne inne rzeczy, co mnie nie dziwi bo praca muzyka w Polsce jest bardzo słabo płatna więc nie jest to najlepszy zawód do wykonywania.

Zanim jednak zostałam dyrygentem, moją pierwszą pracą przed rozpoczęciem studiów było prowadzenie rytmiki dla dzieci w przedszkolach. A po studiach też najpierw byłam rytmiczką.

 W jaki sposób Twoje obie pasje: muzyka i medycyna znalazły wspólną drogę?

Muzyka i medycyna mają bardzo wiele wspólnego, ale jedno jest pewne: muzyka jest lekarstwem.

Ale zacznę od tego, że moją pasją było też jeździectwo. Taką sekcję założyłam będąc jeszcze na Akademii Muzycznej, przez co udało mi się wywalczyć dla studentów możliwość zaliczenia wychowania fizycznego przez jazdę konną. Najpierw jeździliśmy w klubie

W Podkowie Leśnej a z czasem dołączyliśmy do większego klubu jeździeckiego Akademii Medycznej. Okazało się, że wśród muzyków są także świetni jeźdźcy na przykład Tytus Wojnowicz, który jest znakomitym oboistą. Na moim roku studiował  też oboista Teatru Wielkiego Artur Jackowski, który zanim rozpoczął studia jeździł w klubie w Lublinie.

Na tych obozach integrowały się światy; muzyczny z medycznym. Ludzie przywozili ze sobą instrumenty, ja zrobiłam butelkofon, ułożyłam dwie oktawy klawiatury z naczyń szklanych, do których nalewałam wody i miałam mini fortepian, który stał na środku stołu w jadalni i można było na nim przygrywać.

Spędzając miło czas ze śpiewającymi studentami medycyny z warszawskiej uczelni,  zapytałam ich o chór, mając pewność, że na tej uczelni na pewno istnieje, ponieważ na wielu Akademiach Medycznych w Polsce chóry doskonale działały. Okazało się, że największa medyczna uczelnia w Polsce chóru nie miała.

Trafiłam więc do rektora Akademii Medycznej prof. Tadeusza Tołłoczki, proponując mu, założenie chóru. Profesor odpowiedział, że już paru tutaj takich było, którzy chcieli założyć ale wszyscy polegli i jak widać chóru nie ma. Trudność polegała na tym, że wydziały uczelniane znajdują się w wielu miejscach w Warszawie, do tego co kilka tygodni zmieniane są plany zajęć. Czyli nawał zajęć oraz braki lokalowe uniemożliwiały prowadzenie tej działalności.

Mimo tych trudności, zaproponowałam, że podejmę się uruchomienia chóru nawet na początku za darmo. Otrzymałam pozwolenie.  Był to rok 1991 i od października poprowadziłam Chór Akademii Medycznej zwany w skrócie CAM, a potem Chór Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. I tak moja muzyczna droga połączyła się z medycyną.

Na pewno masz mnóstwo pięknych wspomnień ze współpracy z wieloma śpiewakami. O jakiej mogłabyś teraz wspomnieć?

Zaprzyjaźniłam się z Europejskim Chórem Studentów Medycyny, który powstał w 1996 roku w Londynie. Przez 10 dni wspólnie przygotowywaliśmy utwory a potem razem je wykonywaliśmy z towarzyszeniem  wynajętej  orkiestry a czasem z orkiestrą studencką. W tym wydarzeniu brali udział studenci medycyny z całej Europy. Potem jechaliśmy na występy do jednej ze stolic Europy. Zaczęło się od Londynu, a potem były między innymi Berlin i Valladolid w Hiszpanii.

Natomiast w 2000 roku pod patronatem prezydentowej Jolanty Kwaśniewskiej  przygotowałam koncert w Warszawie. Przybyło 80 studentów z całej Europy. Orkiestrą Polskiego Radia dyrygował José Maria Florêncio – polski dyrygent, altowiolista, kompozytor brazylijskiego pochodzenia. Nagraliśmy wtedy płytę z tego koncertu.

Kolejny koncert Europejskiego Chóru zrobiłam w 2015 roku. Wystąpiliśmy wtedy w Warszawie w Akademii Muzycznej oraz w Płocku w bazylice katedralnej. W organizacji pomogła nam Płocka Izba Lekarska i proboszcz katedry ks. Stefan Cegłowski.

Współpraca z płocczanami zawsze będzie dla mnie bardzo miłym wspomnieniem zawodowym. Czuć było, że ci ludzie kochają muzykę, koncerty i chętni są do pomocy w ich organizowaniu.

 Przez pewien czas byłam też chórmistrzem powstającej Polskiej Opery Królewskiej, w skład której wchodzili byli pracownicy Warszawskiej Opery Kameralnej. Obecnie jest to Chór Kameralny Warszawskiej Opery Królewskiej.

 Piękna jest historia tej współpracy, ale w życiu różnie bywa, bywają wzloty i upadki, czy ty też tego doświadczałaś? 

Oczywiście, że nie tylko są  piękne chwile, bywały też trudności. W każdym razie od 1991 roku na stałe pracowałam jako dyrygent chóru na Akademii Medycznej. Chór prowadziłam do roku 2009. Dwa lata wcześniej utworzyłam orkiestrę, wtedy był to już Uniwersytet Medyczny. Orkiestra na początku kameralna w 2018 roku rozrosła  się do rozmiarów symfonicznej. Graliśmy w filharmonii i to była moja główna praca do roku 2020. Po tym czasie nastąpiła przykra zmiana. Kolejny rektor Uniwersytetu Medycznego Zbigniew Gaciong stwierdził, że orkiestra jest na tej uczelni niepotrzebna i rozwiązał naszą jednostkę.

Czyli samo życie, blaski i cienie. Straciłaś pracę na Akademii Medycznej. Jakie znalazłaś rozwiązanie?

Od dwóch lat prowadzę działalność rozrywkowo-muzyczną, flecikowo-dziecięcą w szpitalu dziecięcym. Pracuję też w hospicjum.

Jedna i druga praca medyczna połączona jest ze sztuką, ponieważ dla hospicjum organizuję koncerty charytatywne, które promują i informują o pracy w placówce paliatywnej i w ogóle o jej działalności. Natomiast w szpitalu realizuję mój program „ W Koperniku na fleciku”.

Ze śpiewającymi lekarzami pracuję nadal, prowadząc Chór Medicantus Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie oraz orkiestrę działającą pod patronatem tej Izby. Chór ma zajęcia w poniedziałki a orkiestra w środy.

Najbardziej związana jesteś ze środowiskiem medycznym. Czy inne zawody też bywają w kręgu twoich muzycznych działań?

W 1999 roku zaproponowano mi pracę chórmistrza w Zespole Pieśni i Tańca Politechniki Warszawskiej. Chętnie przyjęłam to stanowisko ponieważ miałam okazję nauczyć się polskich tańców narodowych u znakomitej pani pedagog, założycielki tego zespołu – Marii Czupratowskiej-Semczuk, która do dziś prowadzi zajęcia i jest konsultantem.

Natomiast w ubiegłym roku poznałam grupę oldboyów – absolwentów Politechniki Warszawskiej i zgodziłam się zostać chórmistrzem ich zespołu pieśni i tańca. Przekrój wiekowy mieści się w przedziale od 40 do 80 lat, wszyscy znakomicie tańczą i śpiewają. To ogromna przyjemność pracować z nimi. Taniec pozwala im utrzymać doskonałą kondycję. Oni tworzą niesamowitą rodzinę i zgrany zespół, znają się, tolerują i lubią i to wszystko  przekłada się na ich życie nie tylko hobbystyczne ale też prywatne.

Współpracujesz z organistą, którego dostrzegłam podczas okolicznościowego występu Chóru Medicantus. Przedstaw proszę tego muzyka. 

Szukałam akompaniatora i znalazłam Andrzeja Mikulskiego – doktora sztuki, świetnego organistę, który jest także  jazzmanem co się rzadko zdarza. Ma swój zespół jazzowy, jest kompozytorem tworzącym muzykę współczesną i często wokalną organową. Andrzej robi nam aranże a jak trzeba to też komponuje. Doskonale nam się współpracuje.

Jak się później okazało, jego mamą jest solistka Polskiej Opery Królewskiej – Ewa Mikulska, z którą wiele lat temu spotkałyśmy się w tej właśnie operze.

Jak wykorzystujesz pozostałe swoje pasje, jeździectwo i narciarstwo? Masz na to wszystko czas?

Prowadząc chóry proponuję śpiewakom także inne atrakcje, nie tylko po to by zachęcać do śpiewania ale żeby mogli kojarzyć pobyt w zespole z korzystaniem ze zdrowych przyjemności. Stąd narciarstwo, jeździectwo ale także żeglowanie czy tenis. Podczas jednego z obozów był z nami mistrz Polski w tenisie medyków i on nas uczył tej gry.

 Beata Herman, dyrygentka Chóru Medicantus, absolwentka Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie, w 2017 roku uhonorowana Brązowym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, przyznawanym przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Chór-medicantus-768x579

Foto:  https://kslpmazowsze.pl/2020/01/20-01-2020-noworoczne-spotkanie-srodowisk-medycznych-z-kardynalem-k-nyczem/

Rozmawiała Wanda Milewska

397 total views, 2 views today