FESTIWAL POETYCKI. SPOTKANIE AUTORSKIE Z JAKUBEM MAŁECKIM

Furmanka zajechała. 23 maja 2019, Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Z. Herberta w Gorzowie.  Spotkanie autorskie z Jakubem Małeckim

 Spotkanie to zainaugurowało VIII Ogólnopolski Festiwal Poetycki im. Kazimierza Furmana „FurmanKa”. Festiwal odbywa się pod hasłem „Idziemy w miasto”

Jakub Małecki, pisarz i tłumacz z języka angielskiego. Absolwent Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. W 2017 roku otrzymał stypendium Młoda Polska przyznawane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

We wczesnej młodości uprawiał sporty siłowe.

Po studiach pracował w banku. Jak powiedział na spotkaniu. Nigdy nie miał kontaktów z osobami piszącymi. Nie pamięta, aby ktoś mu w rodzinie, np. na dobranoc czytał bajki. Ma dwóch braci, którzy nie lubią czytać. Natomiast on kupował książki od dawna. Czytał i lubił wymyślać różne historie. Ale o pisaniu nie myślał. Wszystko, co się od kilku lat dzieje w jego życiu, też go zaskakuje.

Praca w banku była wymagająca, ale i tu znajdował czas, aby napisać jakąś nową historię. Bo pisanie to swoisty oddech, to ucieczka w inny świat, to możliwość bycia kimś innym. Zawsze interesował się niesamowitością, niezwykłością. Tym co przeraża i fascynuje. Inspiruje go też  magia codziennego życia. Pierwsza napisana książka ukazywała świat bardzo oczywisty. Jego książki to opowieści  szczere, prawdziwe i realne, ale i nieco odrealnione. Stara się, aby te opowieści były prawdopodobne. Pewnym zarzewiem jest jakiś impuls, przeczytana lub zasłyszana historia. Potem to obudowuje swoją wyobraźnią. Pamięta szczegóły ze swoich spotkań z rozmówcą i  pamięta rozmówcę. Historii do swoich książek szuka wszędzie. Uważa, że jego pisanie jest smutne, że radości w tych książkach jest  niewiele. Choć prywatnie nie jest smutny.

Prowadząca spotkanie Agnieszka Kopaczyńska-Moskaluk nazwała to jego pisanie „tkaniem dużo cieńszą nitką, jakby pisał „szeptem”.

Pisaniem zajmuje się bardzo poważnie. Jest pisarzem, z tego się utrzymuje. Rzucił pracę w banku. Pisze bardzo regularnie. Uważa, że w pisaniu ważna jest tzw. „żelazna konsekwencja”. Jest tak zorganizowany, że na wszystko ma czas. Także na czytanie. Pewne fakty, które rozwija w książkach dokładnie rozpisuje (w Exelu).

W 2015 roku, ukazała się jego kolejna (ma ich już dziesięć od 2008 roku) książka  pt. „Dygot”. I to ona sprawiła, że  dopiero wtedy zrozumiał czego chce od literatury.

To był przełom. Wtedy zmieniło się jego życie.

Od czasu do czasu trochę wątpi, czy za kilka lat będzie miał jeszcze coś do opowiedzenia, zajmując się takim rodzajem literatury. A chciałby pisać do końca życia. Czy to będzie możliwe?

Już po ukończeniu książki, po postawieniu ostatniej kropki, dalej nad nią pracuje i ciągle poprawia. Drukiem ukazuje się np. trzecia wersja. Zawsze jest to wersja „odchudzona”.

Najnowsza książka ukaże się jesienią. Jest już po długich rozmowach z byłym żołnierzem misji w Afganistanie.

Jako tłumacz starał się napisać dokładnie tak samo jak autor. W prozie tłumacz nie musi być kreatywny.

I były pytania i można było nabyć książki i postać w kolejce po autograf.

Spotkanie pięknie prowadziła Agnieszka Kopaczyńska-Moskaluk

 Ewa Rutkowska

42 total views, no views today

WIOLONCZELISTA MARCIN ZDUNIK ZAGRA W FILHARMONII GORZOWSKIEJ

WI55

Z Marcinem Zdunikiem rozmawia Urszula Śliwińska – rzecznik Filharmonii Gorzowskiej

Między emocjami, a szlachetnością

Młody, genialny wiolonczelista. Laureat wszystkich konkursów, do jakich przystępował. Ceniony za „oszałamiającą technikę i wirtuozowski wdzięk”. Marcin Zdunik 17 maja wystąpi w Filharmonii Gorzowskiej w koncercie „Między muzyką, a przeznaczeniem”. W krótkiej rozmowie opowiada nam o swojej drodze do sławy oraz poszukiwaniu absolutu w muzyce.

 Jest Pan dziś jednym z najbardziej uznanych wiolonczelistów w kraju. Jak to się dzieje, że z – jak to Pan określił – „niezdyscyplinowanego ucznia szkoły muzycznej”  wyrasta jeden z najwybitniejszych wiolonczelistów, nagradzany na niemal wszystkich konkursach?

Marcin Zdunik: Miałem wielkie szczęście spotykać na swojej drodze inspirujących ludzi. Byli wśród nich moi nauczyciele, przyjaciele, inni muzycy, z którymi wspólnie stawałem na estradzie. W takim otoczeniu łatwiej jest wzrastać i rozwijać swoje umiejętności. Jestem wdzięczny Bogu, że postawił na mojej drodze tak wielu niezwykłych ludzi.

Dodajmy, ludzi, którzy pomagali pielęgnować miłość do muzyki. W jednym z wywiadów powiedział Pan, że kiedy ma potrzebę zastanowić się nad czymś istotnym w życiu, sięga Pan właśnie po muzykę. Nadal tak jest?

 M.Z.: Zdecydowanie tak! W muzyce tkwi jakaś niesamowita siła, która inspiruje i ożywia. Na mnie żadna inna sztuka nie oddziałuje tak intensywnie.

W Gorzowie zagra Pan w Koncercie wiolonczelowym Elgara. To ważne dzieło dla wiolonczelistów. Do jakich rozmyślań ono Pana inspiruje?

 M.Z.: Koncert op. 85 E. Elgara stanowi kamień milowy w dziejach repertuaru wiolonczelowego. Od czasu wykonania go przez Jacqueline du Pre kojarzony jest z silną, osobistą emocją i romantycznym wyrazem. W samej partyturze uwagę zwraca jednak włoski termin nobilmente, związany z tak istotną w kulturze anglo-saskiej kategorią szlachetności. Można zatem odnieść wrażenie, że wyzwaniem w intepretowaniu muzyki Elgara jest pogodzenie silnej emocji muzycznej ze szlachetnością brzmienia i wyrazu.

Koncert op. 85 odczytuję również jako swoistą metaforę ludzkiego losu: jest w nim czas zabawy, są momenty bolesne, chwile zadumy, a wszystko wydaje się być z góry zaplanowane przez bezlitosne fatum, które w koncercie ucieleśnia się w powracającym, głównym motywie dźwiękowym utworu.

Jacek Rogala, który pokieruje gościnnie Orkiestrą Filharmonii Gorzowskiej mówi o tym koncercie, że nie jest może bardzo wirtuozowski, ale z pewnością niezwykle emocjonalny, elegijny.  Tymczasem o Pańskiej grze pisze się podkreślając „oszałamiającą technikę”. Czy to oznacza, że takie kompozycje nie są wyzwaniem?

 M.Z.: Jak najbardziej są wyzwaniem! Każdy koncert jest próbą opowiedzenia pięknej, przejmującej historii, która okazałaby się wartościowa dla słuchaczy. Jako wykonawcy bierzemy na siebie odpowiedzialność za czas, który poświęcili, aby przyjść na koncert.

Zapraszamy w piątek 17 maja o godz. 19.00

„Między muzyką, a przeznaczeniem” koncert symfoniczny

Bilety: 32zł – 45zł

 

 

 

 

56 total views, 2 views today

KOŁOBRZEŻANIE I GORZOWIANIE WSPIERAJĄ BUDOWĘ HOSPICJUM W WILNIE

Kołobrzeżanie i gorzowianie wspierają budowę hospicjum dla dzieci w Wilnie, którego realizatorką jest s. Michaela Rak ze Zgromadzenia Jezusa Miłosiernego – współzałożycielka  Hospicjum św. Kamila w Gorzowie Wlkp. oraz pierwszego hospicjum na Litwie. Dziś w  bazylice konkatedralnej w Kołobrzegu, autor bajek Andrzej Waleński rozprowadzał książki, z których dochód przeznacza na wsparcie paliatywnej placówki dla najmłodszych za wschodnią granicą Polski.

Za aprobatą proboszcza kołobrzeskiej konkatedry ks. dr Andrzeja Pawłowskiego, po każdej Mszy św. wierni kupowali „Znane bajki wierszem” autorstwa Waleńskiego, który przez wiele lat pracował jako pedagog w przedszkolu, dzięki czemu poznał także literackie wymagania dzieci.

BAJKI55

Andrzej Waleński urodzony w Kołobrzegu od wielu lat mieszka w Gorzowie Wielkopolskim. Przez wiele lat był wiceprzewodniczącym Stowarzyszenia Hospicjum św. Kamila. Jest nauczycielem w Szkole Podstawowej i Gimnazjum Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców im. Piotra Jerzego. bł. Frassatiego. Jest Nadzwyczajnym Szafarzem Komunii Św. diecezji zielonogórsko-gorzowskiej i ministrantem w parafii pw. Najświętszego Zbawiciela w Gorzowie Wlkp.

Kilka dni temu z Wilna powróciła delegacja gorzowian pod kierunkiem Hanny Kaup. Gorzowianki : Zofia Bilińska, Maria Gonta, Halina Motyka, Barbara Schroeder, Jadwiga Teresa Żurawska, zawiozły m.in. pościel, ręczniki, wózek inwalidzki, środki czystości, zabawki i mnóstwo innych prezentów, a także pieniądze od darczyńców.

WIlno5

Na zdj. Obok s. Michaeli Zofia Bilińska i Barbara Schroeder, Hanna Kaup

Więcej na: https://ekai.pl/kolobrzezanie-i-gorzowianie-wspieraja-budowe-hospicjum-w-wilnie/

71 total views, no views today

JUBILEUSZ CHÓRU CANTABILE

Relacja Ewy Rutkowskiej

Benefis z okazji 25-lecia  Chóru „Cantabile”

Filharmonia Gorzowska, 11 maja 2019

Filharmonia Gorzowska gości zawsze artystów zasługujących na wysłuchanie.

Tak było i tym razem. Gorzowski Chór „Cantabile”, w tym pięknym i jedynym nowym w Gorzowie  przybytku kultury obchodził swoje 25-lecie istnienia.

Chór powstał w marcu 1994 roku w ówczesnym Wojewódzkim Domu Kultury i od początku śpiewa pod dyrekcją Jadwigi KOS. To ona zajęła się wtedy organizają i stroną artystyczną zespołu. Cały czas dba o wysoki poziom wykonawczy swoich podopiecznych. Nigdy nie schodzą z wysokiego C!

Zawsze tak było i tak jest. A to widać i słychać.

Chór na początku swojego istnienia brał udział w różnych konkursach, w tym w gorzowskim przeglądzie PARA. Ale dość szybko z tego zrezygnowali. Ćwiczą dla publiczności, nie dla konkursów. Koncertują i jeżdżą po Europie, promując swoje miasto. Chór przed kilku laty został uhonorowany odznaką „Za Wybitne Zasługi dla Rozwoju Miasta Gorzowa”.

Podczas Benefisu, prowadzący koncert Wojciech Kuska poinformował słuchaczy, że w trakcie minionego 25-lecia w chórze śpiewało ponad sto czterdzieści osób. Teraz jest ich trzydzieści osiem. Siedemnaście osób ma staż 15-letni. W tym cztery osoby Alina, Ania, Zenek i Grzegorz śpiewają w chórze od początku. Można więc stwierdzić, że  baza jest cały czas stabilna, nie zmienia się zbyt często. Choć i tutaj jak w każdym zespole istnieje rotacja, z różnych powodów ktoś odchodzi. Ale na ich miejsce przychodzą nowi. W chórze zawsze chętnie byli widziani śpiewający mężczyźni. Kobiety chyba bardziej się angażują do tego rodzaju przedsięwzięć, więc częściej i więcej jest chętnych.

Ja z chórem miałam dość bliskie relacje. Oni istnieli przy WDK, a ja tam  pracowałam, jako gł.instr. d/s ara. Organizowałam m.inn. przeglądy PARA. Kilkanaście razy miałam zaszczyt prowadzić ich koncerty. A gdy koncerty były beze mnie, „biegałam” posłuchać. Prowadziłam też pierwszy znaczący Jubileusz. Koncert z okazji 10-lecia istnienia chóru. Odbył się on w BWA/MOS. Gośćmi zaproszonymi wtedy była Gorzowska Orkiestra Kameralna pod dyr. Szczepana Kaszyńskiego i Gorzowska Orkiestra Dęta pod dyr. Bolesława Malickiego. Było też podniośle i uroczyście. Jak teraz, na 25-leciu w Gorzowskiej Filharmonii.

Punktualnie o 16oo, w odpowiednich „morskich” strojach, na scenie pojawił się chór i zaśpiewał wiązankę pieśni żeglarskich. Na galę 25-lecia  zaproszonych zostało kilku znakomitych gości. Jednym z nich był członek chóru sprzed lat, teraz artysta zawodowy „pełną gębą” Karol Malinowski, absolwent Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Zaśpiewał dwie pieśni. Na fortepianie zaakomapniowała mu Magda Bańkowska-Moskwa.

Prowadzący koncert Wojciech Kuska swoje informacje dozował bardzo umiejętnie.

Oto nadszedł pierwszy wielki moment. Jadwiga Kos została uhonorowana Brązową Odznaką Zasłużony Kulturze „Gloria Artis”. A Honorowe Medale Zasłużony dla Gorzowa otrzymały dwie panie, Alina Felicka (w chórze od początku) i Edyta Wyborska. Obie panie pełnią ważne funkcje w Zarządzie Towarzystwa Przyjaciół Chóru.

W drugiej odsłonie koncertu, chór pojawił się w bardzo kolorowych strojach i zaśpiewał kilka utworów ludowych w opracowaniu śp. Jerzego Dudy, kiedyś także członka tego zespołu. Jednym z utworów dyrygowała córka Jadwigi Izabela Kryś.

W tej części kolejnym gościem była Beata Gramza. A do słynnego utworu Cohena „Alleluja” dołączyła jeszcze na fortepianie Magda Bańkowska-Moskwa.

W kolejnej odsłonie koncertu, w bloku muzycznym, który zatytułowano „Cantabile i Przyjaciele”, zaprezentowały się połączone siły dwóch chórów. Gospodarza  i zaproszonego gościa, Chóru Kameralnego Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego  ze Szczecina. Ponadto czterech muzyków z filharmonii gorzowskiej i  ponownie Beata Gramza.

Tą częscią dyrygowała Iwona Wiśniewska-Salamon ze Szczecina.

No i był czas na drugi ważny moment: siedemnastu najdłużej śpiewających chórzystów otrzymało pamiątkowe statuetki i podziękowania, przyznane przez swoją dyrygentkę i dyrektorkę MCK.

A połączone siły obu chórów, wszystkim obecnym na koncercie i sobie wzajemnie, zadedykowały utwór z takim przesłaniem:

„Tam, gdzie jest Bóg jest miłość. Tam gdzie jest miłość, jest Bóg”.

Tak się dzieje, że wszystko dobre, też się kiedyś kończy. I nadszedł czas na finał tej pięknej Gali. Do chórzystów na scenie dołączyli obecni na koncercie, byli członkowie chóru „Cantabile” i pod sufit poleciała „Gaude Mater Polonia”.

No i były kwiaty i miłe życzenia… I  potem napoje i szampan i piętrowe torty…

W trakcie koncertu wyświetlano wspomnieniowe fotki.

No więc, działo się!

Ewa Rutkowska

 

 

229 total views, 1 views today

KSIĘŻA – PRZEKLEŃSTWO CZY DAR

Dziękuję Bogu, że stawiał na mojej drodze księży i siostry zakonne o wielkim autorytecie moralnym. Począwszy od lat najmłodszych z radością wspominam śp. ks. Szmurło, potem w szkole średniej śp. ks. Andrzeja Rutę czy siostry Marię, Kunegundę czy Michaelę Rak. Także w życiu dorosłym spotykałam i nadal spotykam wielu wartościowych kapłanów, którzy nie wstydzą się prosić o wstawiennictwo i modlitwę za duszpasterską posługę.

W następnej kolejności dziękuję swoim Rodzicom i Dziadkom, którzy przekazali mi wielką ufność Bogu ale także bogobojność. Ile razy dziś słyszymy: – bój się Boga. Ale bać się Boga nie oznacza, że Bóg jest groźny i nas ukarze. Bóg jest miłosierny i nas kocha.

Dla tych, którzy są poszukujący, lub nie wierzą w Stwórcę, może wyjaśnieniem będzie miłość rodzicielska. Człowiek jest istotą błądzącą i grzeszną ale odwzajemniona  miłość do rodzica jest buforem wskazującym, że czasem coś jest nie tak, jak powinno być. Przychodzi refleksja, i chęć poprawy. Tak jest z Bogiem, a bogobojność nie jest strachem tylko wyrzutem sumienia, które podpowiada co jest dobre a co złe.

Dlaczego o tym piszę? A no dlatego, że dziś znowu Kościół się kaja i przeprasza, czasem  sprawia wrażenie, że się boi dzisiejszych ludzi i świata.

Nie lękajcie się!

Niech każdy przeprasza za siebie. Nie za kogoś. Za kogoś to można się modlić.

Nie oglądam filmów typu: „Kler” czy „Tylko nie mów nikomu” ale nie oglądam też „Pasji”. Czytam Biblię, po fragmenciku, po jednym zdaniu. Staram się czytać codzienne rozważania ewangeliczne. I szczerze polecam każdemu to czynić.

Nie osądzać, nie złorzeczyć. Mówić dobrze o innych. Uśmiechać się do napotkanego człowieka, dziękując Bogu za kolejny przeżyty dzień i za piękno przyrody i śpiew ptaków.

Moja nieżyjąca już koleżanka, podczas długiej choroby, powiedziała mi, że codziennie dziękuje Stwórcy, za możliwość obserwowania świata i dostrzeżenia, że cudem jest nawet fruwająca mucha.

Kapłaństwo – to Dar, to Sakrament. Pan Bóg zsyła nam mnóstwo darów. Od nas zależy czy je przyjmiemy czy wolimy Pana Boga oszukiwać. I nie jest to tak, że tylko księża są wilkami w owczych skórach.

 

 

106 total views, no views today

SZTUKA CZY OBRZYDLIWOŚĆ

Relacja Marzanny Leszczyńskiej

Będąc na ciekawym filmie w Kinie „60 krzeseł”, którego akcja rozgrywa się na Kubie i w Nowym Orleanie zostałam przy okazji skierowana do obejrzenia wystawy Tomasza Mroza zatytułowanej  „Całe czasy tu obecne”. Weszłam, rzuciłam okiem na 5 czy 6  eksponatów i z obrzydzeniem czym prędzej wyskoczyłam z sali, a w mojej głowie powstała uporczywa myśl „ Oj, tego nie podaruję!”.

Czegoś równie obrzydliwego dawno nie widziałam.

W kącie ogryzki po jabłkach, na środku rzeźba jakiegoś zwierzęcia z długim kijem w…tyłku, potężny wąż ulepiony z czegoś a’la glina przypominał -stolec, coś co chyba przypominało osła dosiadał osobnik z głową zielonej żaby, dalej dwie szczotki do zamiatania hałasujące bo sprzężone ze sobą jakimś urządzeniem rozsuwające się zsuwające z ubłoconą czaszką.

Pomyślałam, że coś takiego może wymyślić ktoś kto w ogóle nie myśli.

Proszę państwa, otaczająca nas rzeczywistość naprawdę nie wygląda tak szkaradnie jak ta, którą zobaczyłam w BWA. Tego z pewnością nie można nazwać wystawą.

Szkoda pięknej, dużej sali, z solidnym parkietem na takie szkarady. Gdyby  tę salę wynająć na treningi tańców standardowych byłby z tego prawdziwy pożytek.

Opuszczałam kino po wspaniałym filmie, pełnym fantastycznego przesłania o muzyce, która połączyła i wzruszyła tylu ludzi, a jednocześnie tuż obok prezentowano instalacje wzbudzające oburzenie, złość, burzące to wszystko co film zbudował. Grupka dzieci z nauczycielką szła obejrzeć instalacje. Pytanie: jak pani nauczycielka pokieruje rozmową na temat tej ekspozycji i czy nazwie to sztuką?

Nie polecam, odradzam, uprzedzam, takim rzeczom mówię – NIE!

Chyba, że chce się kształtować złe gusty, upowszechniać brzydotę a co za tym idzie złe samopoczucie.

Kochani, proponuję rozwagę, postawmy na zdrowy rozsądek i nie doszukujmy się sztuki tam, gdzie jest jej zupełna negacja. Postawmy na krytycyzm i wybierajmy mądrze, zwłaszcza gdy kształtujemy młode charaktery.

Marzanna Leszczyńska

95 total views, no views today

BENEFIS JERZEGO ZGORZAŁKA

ZGOrZG5

Fot. Krystyna Karcz

Relacja Ewy Rutkowskiej

Jerzy Zgorzałek, 75 lat życia, półwiecze w malarstwie.

Muzeum Lubuskie im. J. Dekerta.  Gorzów,   8 maja 2019

Taki nosi tytuł kolejny już album z reprodukcjami artysty malarza Jerzego Zgorzałka, wydany z tej pięknej i ważnej okazji, przez Artystę. Przy pomocy Fundacji „Razem się udaje”, której Prezesem jest Dawid Wachowiak, pomysłodawca tego benefisu.

Uroczystość odbyła się na dziedzińcu Muzeum, pod patronatem posłanki na Sejm RP Krystyny Sibińskiej i członka Trybunału Stanu Witolda Pahla.

Scena z zabytkowym fotelem, na którym zasiadł dostojny Jubilat  została umieszczona pod pięknym, rozłorzystym platanem.

Pan Jerzy Zgorzałek do Gorzowa przyjechał ze stolicy przed siedmioma laty. Szukał wtedy nowego miejsca do swojej działalności, ale także do zamieszkania. I tak trafił do naszego miasta. „ Jest ono i  brzydkie i piękne i jest tu tyle tematów do namalowania…” Tak mówił artysta o Gorzowie, witając licznie zebraną publiczność i opowiadając co nieco ze swojego życiorysu. Wspominał m.in. swoją mamę, która też malowała i przekazała mu talent, pobyt w wojsku, gdzie wykonywał różne napisy, gazetki i plansze. I tak to się zaczęło…

Malarstwem zajmuje się, jak mówi od zawsze. Jest to jego powołanie i sposób na życie. Umiejętności swoje doskonalił w pracowni wielkiego pejzażysty i pedagoga Jerzego Baurskiego.

Jerzy Zgorzałek maluje w większości pejzaże. Ale mówi, że dobry artysta powinien umieć namalować  wszystko. I to dobrze. Maluje w technice olejnej, głównie szpachlą.

Od  lat 60-tych bierze czynny udział w wystawach zbiorowych i indywidualnych. Ciągle jest obecny. Ja artystę poznałam przed kilkoma laty na wystawie cyklu jego prac kolejowych. Wystawa miała miejsce w WiMBP w Gorzowie. Jak mówią znawcy. Ten cykl o parowozach jest chyba jedyny, albo bardzo nieliczny o takiej tematyce. Cykl powstał na 100-lecie Parowozowni w Wolsztynie.

Prace pana Jerzego znajdują się także w Muzeum Kolejnictwa w Warszawie i w bardzo wielu prywatnych kolekcjach w kraju i na świecie. „Do ludzi” poszło  chyba ponad 1000 obrazów. A na wystawie w naszym Muzeum i na płocie wokół sceny pod platanem można było podziwiać chyba też coś ponad pięćdziesiąt prac. Jedna z prac została przeznaczona na aukcję. Obraz wylosowala Jadwiga Teresa Żurawska. A zebrane fundusze zostaną przeznaczone na Fundację „Razem się udaje”.

Od 2013 roku na Os. Dolinki, przy ul. Okólnej 31A mieści się  Autorska Pracownia Malarska Jerzego Zgorzałka.  Widzowie chętnie i miło witani!

Na uroczystość przybyli dość licznie goście oficjalni, szczególnie serdecznie witani przez artystę. I bardzo dużo przyjaciół i znajomych. Benefis prowadził Dawid Wachowiak. A spotkanie umilała  muzyka w wykonaniu ośmiu młodziutkich skrzypaczek ze Szkoły Muzycznej I st. przy ul. Teatralnej. Zespół prowadzi Łukasz Jaros. Każdy obecny na Benefisie został obdarowany albumem.

Były kwiaty, szampan, „wystrzałowy” tort i Sto Lat Jubilatowi.

I ja tam byłam, i szampana piłam…. Ewa Rutkowska

134 total views, no views today

KONCERT JAK OBRAZ IMPRESJONISTÓW

FG

Informuje Urszula Śliwińska – rzecznik Filharmonii Gorzowskiej

Przed nami ostatni koncert kameralny w obecnym sezonie artystycznym w Filharmonii Gorzowskiej.  Cały cykl tych koncertów pokazał, że w muzyce kameralnej wciąż wiele jest do odkrycia, a nowe zestawienia instrumentów stwarzają niecodzienne formy wyrazu. Tak będzie i tym razem. 10 maja na scenie wystąpi obój i rożek angielski w towarzyszeniu tria smyczkowego.

  Wymagający, przepiękny, poruszający – takimi przymiotnikami określają koncert sami artyści. Koncert rozpocznie wirtuozowski Kwartet na obój, skrzypce, altówkę i wiolonczelę Mozarta. Tego kompozytora usłyszymy również w przepięknym  i melancholijnym  Adagio na rożek angielski, skrzypce, altówkę i wiolonczelę.

Po przerwie usłyszymy oboistę i kompozytora francuskiego, Gillesa Silvestrini, artystę nazywanego współczesnym Paganinim oboju. Muzycy wykonają trzy kompozycje inspirowane malarstwem impresjonistycznym. Podczas koncertu publiczność będzie jednocześnie podziwiała dzieła Maneta, Moneta i Renoira.

– Te utwory to osobista wizja impresjonizmu przeniesiona przez Silvestrini na płaszczyznę muzyki – mówi Daniel Barnardino, oboista Orkiestry
Filharmonii Gorzowskiej i autor tego koncertu. – To kompozycje bardzo wymagające od muzyków, a jednocześnie wyjątkowe i przepiękne w odbiorze, doskonale oddające impresjonistyczne malarstwo.

Koncert zwieńczy skrzący się nastrojami, detaliczny w melodyce i swobodny w formie Phantasy Quartet Brittena.

– Dobór repertuaru jest nieprzypadkowy. Zależało mi na tym, by pokazać wyjątkowe współbrzmienie oboju z instrumentami smyczkowymi. Wybraliśmy te kompozycje, które w szczególny sposób to obrazują, a jednocześnie będą prawdziwą przyjemnością dla publiczności – dodaje Daniel Bernardino.

  Koncert „Czwórka z fantazją, piątek 10 maja, godz. 19.00

Bilety 20-25zł

 

 

80 total views, no views today