BASEBALL TO NIC TRUDNEGO

BBASBASeBa

Foto Grzegorz Milewski

Wydarzenie w ramach programu „Ameryka w twojej bibliotece” zatytułowane  „Baseball to nic trudnego”, zorganizowały Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Zbigniewa Herberta w Gorzowie Wielkopolskim oraz Ambasada USA w Warszawie. Pokaz rozgrywek odbył się 5 października w bibliotece a potem w Parku Róż.

Baseball jest grą bardzo popularną w USA, organizatorzy pragną propagować ją także w Polsce. Z wizytą do Gorzowa przybył attache ds. kultury Ambasady USA Scott Whitmore. O zasadach gry w baseball opowiedział Józef Wilk – trener Wilków Witnica – jedynej drużyny baseballowej w województwie lubuskim.

Na imprezę przybyli uczniowie gorzowskich szkół oraz podopieczni Środowiskowego Domu Samopomocy przy ul. Walczaka. Na zakończenie wszyscy częstowali się hot – dogami.

71 total views, 2 views today

GORZOWSKIE DNI KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ

DRADNiWójcikGÓRNY

O ogrodzie miłosierdzia na pograniczu Polski i Niemiec, kaznodziejstwie patriotycznym i ekumenizmie mówili  podczas trwających od 30 września Gorzowskich Dni Kultury Chrześcijańskiej duchowni różnych Kościołów. Zaprezentowana została także wystawa fotograficzna. DKCH pod patronatem ordynariusza diecezji zielonogórsko – gorzowskiej bp. Tadeusza Lityńskiego odbywają się pod hasłem „ 100 lat w służbie Bogu i Ojczyźnie”. Zakończą się 14 października.

Organizatorem DKCH jest Klub Inteligencji Katolickiej oddz. w Gorzowie Wlkp. przy współpracy parafii katedralnej pw. Najświętszej Maryi Panny, Urzędu Miasta, Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Zb. Herberta oraz Oddziału dla Osób Specjalnej Troski przy WiMBP.

Podczas trwających wydarzeń DKCH słuchacze uczestniczyli m.in w debacie prowadzonej przez ks. dra Rafała Mocnego – katolickiego duszpasterza akademickiego z dr. Justusem Werdinem – ewangelickim duchownym odpowiedzialnym za Centrum Ekumeniczne we Frankfurcie nad Odrą.

O chrześcijaństwie na przestrzeni stu lat w kontekście odzyskania niepodległości, podczas prelekcji pt. „ Od kaznodziejstwa patriotycznego do kaznodziejstwa politycznego”, mówił kolejnego dnia ks. prof. Andrzej Draguła z Uniwersytetu Szczecińskiego i Papieskiego Fakultetu Teologicznego we Wrocławiu.

Odbył się także panel pt. „Ku chrześcijaństwu jutra – ekumenizm w Gorzowie”, w którym uczestniczyli: prof. Paweł Leszczyński – z Polskiej Rady Ekumenicznej oraz prorektor Akademii Gorzowskiej im. Jakuba z Paradyża, ks. Jarosław Szmajda – proboszcz parafii prawosławnej, pastor Dariusz Chudzik z Kościoła Baptystów i ks. Tadeusz Kużmicki z Kościoła Rzymsko – Katolickiego.

W kaplicy katedralnej zaprezentowano wystawę fotografii Emilii Wójcik i Dariusza Górnego.

Więcej: https://ekai.pl/o-ogrodzie-milosierdzia-i-ekumenizmie-podczas-gorzowskich-dni-kultury-chrzescijanskiej/

51 total views, 1 views today

PRZY KATEDRZE W GORZOWIE WLKP. STANĄŁ POMNIK KS. WITOLDA ANDRZEJEWSKIEGO

KS577KS

Przy katedrze Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gorzowie Wielkopolskim stanął pomnik legendarnego kapelana „Solidarności” ks. Witolda Andrzejewskiego. Mszy św. polowej 7 października przewodniczył ordynariusz diecezji zielonogórsko –gorzowskiej bp Tadeusz Lityński. Pomysłodawcą postawienia monumentu kapłana jest Stowarzyszenie Absolwentów Duszpasterstwa Akademickiego im. ks. Witolda Andrzejewskiego.

W uroczystości uczestniczyli m.in. bp senior Adam Dyczkowski, księża, siostry zakonne, przedstawiciele władz państwowych, wojewódzkich, samorządowych, służby mundurowe,  poczty sztandarowe, kadeci i harcerze.

Sylwetkę ks. Andrzejewskiego przedstawił Janusz Dreczka, który należał do Duszpasterstwa Akademickiego, prowadzonego przez ks. Witolda. Autorką pomnika jest Małgorzata Witaszak z Oborników Wielkopolskich. Projekt został wykonany z gliny, następnie z gipsu. Całość została odlana w brązie.  Pomnik usytuowany jest przy symbolicznym Białym Krzyżu „Solidarności” obok katedry, w miejscu, w którym w czasach walki z komunizmem zbierały się tłumy gorzowian modląc się o wolność kraju. W tej katedrze słynne kazania także w czasie stanu wojennego wygłaszał ks. Witold Andrzejewski.

Na zdjęciu niżej: ostatnich szlifów dokonywał w przeddzień uroczystości konserwator dzieł sztuki Michał Jarosiński

KSIĄDZ555Tablica55

Przy gorzowskiej farze znajduje się także wystawa „Pielgrzym Niepodległości 1940-2015” poświęcona sylwetce ks. prałata.

Wystawa55

Więcej: https://ekai.pl/gorzow-wlkp-odslonieto-pomnik-ks-witolda-andrzejewskiego-legendarnego-kapelana-solidarnosci/

 

118 total views, 1 views today

KONCERT W BLEDZEWIE „W HOŁDZIE MB ROKITNIAŃSKIEJ”

PART_1539511374453BATOBAT

W przypadający  7 października jubileusz 350-lecia przeniesienia obrazu Matki Bożej z Bledzewa do Rokitna odbył się koncert „W Hołdzie Matce Bożej Rokitniańskiej”.  W kościele pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Bledzewie wystąpił Andrzej Bator światowej sławy baryton operowy.

Andrzej Bator pochodzi z Bledzewa, mieszka w Warszawie i Nowym Jorku. Jest Honorowym Obywatelem gminy Bledzew. Sztukę wokalną zdobywał pod kierunkiem słynnych śpiewaków Metropolitan Opera i La Scali. Śpiewał w Zespole Pieśni i Tańca Mazowsze pod egidą Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej. Studia wokalne ukończył w  Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Otrzymał dyplom w klasie śpiewu operowego. Komponuje pieśni maryjne. Śpiewał na scenach Ameryki, Australii i Europy. Św. Jan Paweł II w Castel Gandolfo powiedział do niego: „Andrzeju, nie zmarnuj talentu. Śpiewaj Bogu, Maryi i ludziom”.

Patronat honorowy nad wydarzeniem objął ordynariusz diecezji zielonogórsko – gorzowskiej bp Tadeusz Lityński oraz Starosta Międzyrzecki Grzegorz Gabryelski.

 

63 total views, 1 views today

LETNIE WSPOMNIENIA MARZANNY LESZCZYŃSKIEJ

MARZA1555MARZA3555MARZA655MARZA255

Skończyły się wakacje i skończyło się lato. Zostały letnio-wakacyjne wspomnienia z wyjazdów do Norwegii i Chorwacji. I choć tyle pięknych widoków było, tylu różnych ludzi się spotkało, wiele przygód się przeżyło to najczęściej i najsilniej powracają do mnie jak bumerang dwa wydarzenia:

Wydarzenie nr 1: Wyspa Hvar w Chorwacji

Kupiłyśmy świeże  warzywa i owoce na bazarze i wracałyśmy („trzy Gracje”- Ania, Małgosia i ja) do portu, aby pontonem dopłynąć na czekający na nas katamaran, zacumowany przy bojce. Spieszyłyśmy się, bo trzej mężowie niecierpliwie wysyłali s-msy: „Co tak długo?”. Nawet grozili, że odpłyną bez nas, kapitan się piekli, bo (cha, cha) zasnął, kotwica puściła i zniosło go gdzieś na bok, tam już grożą karami i natychmiast nasz katamaran ma opuścić miejsce gdzie zadryfował.

Z siatami w rękach i nieodłącznym kapeluszem – panamą, który kupiłam w popularnych tu sklepach o tematyce marynistycznej „Blu” lub „Aqua”, zmierzałam do portu. Nagle przez zatłoczony plac wybiegł naprzeciwko nas około czteroletni chłopczyk. Dziecko było zrozpaczone, zalewało się łzami, szlochał i biegł przed siebie, niczym przysłowiowe lemingi do morza na zatracenie. Zatrzymałam się, aby rozejrzeć się gdzie są jego rodzice, zastanawiałam się czy wzięli go na tzw. przetrzymanie, gdyby np. histeryzował lub próbował na nich coś wymusić. Niestety, szybko zorientowałam się, że rodziców nie ma. Niektórzy ludzie przystawali na chwilę, patrzyli po czym odchodzili. Dziecko biegło dalej, a jego rozpacz była dla mnie rozdzierająca serce. Chłopiec biegł coraz szybciej, jakaś kobieta chwyciła go za rączkę, ale ją wyrwał, a ona odpuściła. Chłopiec zbliżał się do ruchliwej ulicy. Tak się składało, że ludzie szli w przeciwną stronę niż ten chłopczyk biegł. Zresztą  i ja też, raczej nikomu nie było po drodze ratować dziecko w dodatku wyglądające na „niegrzeczne”, nie dające się ujarzmić i możliwe, że wyrywałoby się czy kopało. Ludzie znajdujący się obok chłopca „topnieli” coraz bardziej, ruchliwa ulica przybliżała się do niego a stamtąd nie przybywał już nikt.

W jednej chwili wręczyłam wypełnione zakupami siaty koleżankom, powierzyłam swoja panamę, którą musiałam nieustannie przytrzymywać, bo wiatr chciał mi ją zazdrośnie ukraść i puściłam się pędem za chłopcem. Do ruchliwej ulicy pozostało tylko parę metrów. Wzięłam go na ręce, próbowałam uspokoić, głaskałam po jasnych włoskach, tuliłam pokazując palcem w kierunku portu i powtarzając „Mama. Tam jest twoja mama.” Niosłam go tak przez plac, dziecko przynajmniej nie wyrywało się i nie kopało, ale uspokoić się nie mogło, łzy płynęły i szlochało na głos. Ludzie przystawali, ktoś pokazywał gdzie jest policja. Oddalałam się od ruchliwej ulicy i instynktownie przeczuwałam, że zaraz zobaczę tu kogoś kto rozpaczliwie szuka swojego dziecka. Instynkt mnie nie zawiódł. Wkrótce jakaś kobieta pokazała palcem za winkiel potężnego, zabytkowego budynku. Tam już chyba ktoś rozpaczał. Dziecko ciągle sygnalizowało swoje zagubienie na moich rękach. Nagle z oddali zobaczyłam pędzącego w moim kierunku młodego mężczyznę. Potężnymi susami zbiegł z mostku w porcie i błyskawicznie przemierzył plac.

-Your son?” – zapytałam.

– No, cousin –  odparł.

Nie miałam wątpliwości, że to rodzina. Zagadywał do dziecka, wydaje mi się po czesku. Chłopiec uspokoił się nieco, ale ciągle był rozdygotany.

Przekazałam malucha i poszłam do portu. Z oddali widziałam jak młodzieniec przekazuje chłopca małej, drobnej blondynce, która wtopiła się w niego i tak stojący pozostali w mojej pamięci.

Obok mnie usłyszałam polski głos: „ W takich przypadkach mogą posądzić o uprowadzenie”.

Odparłam tylko: Wszystko mi jedno, co ktoś powie i co pomyśli. Tam było wielu świadków. Gdyby to dziecko zginęło pod kołami samochodu, nigdy bym sobie tego nie wybaczyła.”

Wydarzenie 2:

Tromso – „Wrota Arktyki”. Norwegia. Ależ wybraliśmy! Po afrykańskich temperaturach w Polsce ta chwila na północy Norwegii była prawdziwym wytchnieniem. Przez całą noc jeździliśmy po mieście rowerami w rękawiczkach, ocieplaczach obserwując niebo, momenty zetknięcia się dnia z nocą. Akurat trwały „białe noce”. Dla naszego syna Witka, który ukończył właśnie liceum o profilu matematyczno – geograficznym było to zjawisko interesujące i wiele od niego dowiedzieliśmy się. W Ice Galery, gdzie rzeźby z lodu były prawdziwymi dziełami sztuki wytrzymaliśmy 45 minut. Nastała niedziela i chcieliśmy pójść na Mszę św. Przeczytaliśmy w internecie jak to ksiądz z Polski rozszerzył katolicyzm wśród tutejszej ludności i ludzie nie mieszczą się w kościółku podczas Mszy św. Niestety w niedzielę nie udało nam się wybrać, ale przyszliśmy w poniedziałek. Punktualnie cała nasza czwórka stanęła przed drzwiami kościoła i niestety drzwi były zamknięte.

-Nikt oprócz nas nie przyszedł, dlatego ksiądz nie otworzył kościoła – pomyślałam. Już mieliśmy odejść, gdy usłyszałam przy bocznej bramie jakąś krzątaninę. Sądziłam, że to ksiądz i nie pomyliłam się. Dogadywaliśmy się po angielsku. Powiedział, że chętnie odprawi Mszę dla naszej rodziny i poprosił abyśmy poczekali. Po chwili drzwi kościoła się rozwarły, a on zaczął wertować w swoich świętych księgach. Zapytał czy jesteśmy z Anglii, a my na to, że z Polski.

– To trzeba było tak od razu – odpowiedział po polsku. Chwilę potem dołączyła do nas jeszcze jedna osoba. Był 22. lipca, dzień św. Rity więc dużo o niej opowiadał. Po Mszy chętnie z nami porozmawiał. Opowiedział o wielu ciekawych zdarzeniach. Mieszka tu od 13. lat. Pochodzi ze Śląska. Mówił o zorzy polarnej, życiu mieszkańców i ostatnich przemianach w tym kraju.

Według mnie najważniejsze było spotkanie moich nastoletnich synów z kapłanem. W krótkim czasie dotknął kluczowych spraw, które nas rodziców nurtowały, ale nasz autorytet był za słaby aby sobie z nimi poradzić. Zachęcił chłopców do aktywności i rozwoju, także oni na parę pytań musieli odpowiedzieć. Miałam wrażenie, że w tej chwili zrozumieli po co się uczą. „ Lepiej teraz się parę lat potrudzić, aby potem było lekko, niż aby teraz było beztrosko a potem resztę życia trudzić się żeby  przeżyć”. To była rozmowa kogoś zatroskanego, znającego problemy polskiej młodzieży we współczesnym świecie. Chcieliśmy na koniec złożyć ofiarę, kategorycznie jej nie przyjął.

Zastanawiam się dlaczego te wydarzenia wydają mi się takie ważne​ ?

W pierwszym przypadku przestałam być biernym odbiorcą. W krótkim czasie wykazałam się refleksem, wrażliwością i zdrowym rozsądkiem, a to niesie sporą satysfakcję, o wiele większą niż odwiedzenie nie wiem jakiegoś pięknego miejsca na świecie.

A w drugim przypadku?

Być może jest to reakcja na cały ten zgiełk wokół filmu „Kler”, nagonki na księży, niesprawiedliwego wrzucania wszystkich do jednego worka. Ciągle spotykam księży, drogowskazy, pomocnych, dzięki, którym nie mam wątpliwości, że do kościoła trzeba chodzić i nie spotka mnie tam nic złego.

Marzanna Leszczyńska

93 total views, no views today

GORZOWSKIE HOSPICJUM ŚW. KAMILA MA 25 LAT

SAMOOSPHoBP

Hospicjum św. Kamila istnieje już 25 lat. Z tej okazji 30 września w kościele pw. Pierwszych Braci Męczenników w Gorzowie Wielkopolskim odprawiona została uroczysta Msza św. w intencji chorych oraz pracowników paliatywnej placówki. Po Mszy św.  bp senior diecezji zielonogórsko – gorzowskiej Adam Dyczkowski  zainaugurował „Pola Nadziei”.

W przeddzień odbyła się gala w Teatrze im. Juliusza Osterwy z udziałem bp. Adama Dyczkowskiego oraz s. Michaeli Rak, byłej dyrektorki hospicjum, która przybyła na obchody jubileuszu z Wilna. Michaela Rak, która kilkanaście lat kierowała gorzowską placówką powiedziała, że to co się dokonuje w hospicjum, to jest wzajemna wymiana darów, osób zdrowych pełnych werwy i tych, którzy potrzebują pomocy. – Wy się otwieracie na tę pomoc i dzisiaj chylę czoło, przed tym hospicjum, że jest ono domem miłości – mówiła s. Michaela, która przyznała, że po przyjeździe z Wilna do Gorzowa najpierw poszła na cmentarz, podziękować tym, którzy ją wspierali w dziele hospicyjnym, a potem dziękowała Jezusowi Miłosiernemu w kaplicy placówki. Siostra przekazała maleńki prezent, który przywiozła z niedawnej pielgrzymki do Ziemi Świętej – kamień grobu Pańskiego. – Bo on pokazuje, że życie nie kończy się w grobie, że jest zmartwychwstanie, mając ten kamień pod nogami otrzymujemy całe przesłanie Chrystusowej lekcji miłości, dzięki której damy radę – zapewniła zakonnica, zdradzając tajemnicę pozyskania kamienia. – Mój znajomy remontował grób więc poprosiłam go o ten kawałek skały i przywiozłam go tutaj – powiedziała ukochana przez Gorzowian zakonnica, wywołując radość na widowni.

Więcej:   https://ekai.pl/gorzow-wlkp-hospicjum-sw-kamila-obchodzi-jubileusz-25-lecia/

89 total views, 4 views today

FILHARMONIA GORZOWSKA ROZPOCZĘŁA SEZON ARTYSTYCZNY 2018/2019

FIL55

Filharmonia Gorzowska zainaugurowała 28 września nowy sezon artystyczny 2018/2019. Wystąpiła Orkiestra Filharmonii Gorzowskiej pod dyr. Jacka Kraszewskiego. Na fortepianie grała Beata Bilińska.

W programie znalazły się utwory Aleksandra Borodina „Tańce połowieckie” z opery „Kniaź Igor”,  Siergieja Rachmaninowa Koncert fortepianowy nr 2 c-moll op. 18 oraz  Piotr Czajkowski IV Symfonia f-moll op. 36.

Beata Bilińska urodziła się w Krakowie. Należy do czołówki polskich pianistów. Od szesnastu lat prowadzi intensywną działalność artystyczną, występując z koncertami symfonicznymi, recitalami solowymi i kameralnymi w Polsce oraz za granicą. Obecnie prowadzi również liczne kursy mistrzowskie w kraju i za granicą.

W 1996 roku ukończyła Akademię Muzyczną im. Karola Szymanowskiego w Katowicach w klasie fortepianu prof. Andrzeja Jasińskiego, uzyskując dyplom z wyróżnieniem. Po studiach przez 6 lat pełniła funkcję asystenta prof. Jasińskiego. Obecnie pracuje na stanowisku adiunkta w macierzystej uczelni.

Występowała na wielu prestiżowych festiwalach i koncertowała m.in. w Austrii, Argentynie, Bułgarii, Czechach, Danii, Francji, Irlandii, Japonii, Niemczech, Norwegii, Słowacji, Szwajcarii, Szwecji, USA i we Włoszech.

Info ze str:http://pl.chopin.nifc.pl/chopin/persons/detail/id/6993

36 total views, 1 views today