OBCHODY PIĄTEJ ROCZNICY ŚMIERCI KS. WITOLDA ANDRZEJEWSKIEGO

DRECZDrecz1Drecz 3Drecz2

Na zdj. 1 Anna Cetnar – prezes Akcji Katolickiej oddz. Gorzów Wlkp. i Janusz Dreczka

Na zdj. 3, 4, 5 – Scena Letnia Teatru im. J. Osterwy

Uroczysta Msza św. 30 stycznia, emisja fragmentów koncertu Filharmonii Gorzowskiej „Misjonarz szczęścia” oraz spotkanie wspomnieniowe członków Duszpasterstwa Akademickiego lat 70. ub. wieku w Teatrze im. Juliusza Osterwy złożyły się na obchody piątej rocznicy śmierci ks. Witolda Andrzejewskiego – legendarnego kapelana „Solidarności.

W tym dniu także przypadła 25. rocznica obchodów Dni Pamięci i Pojednania, które są efektem  inicjatywy władz samorządowych Gorzowa Wlkp. i mieszkańców dawnego Landsberga. Te uroczystości odbywały się na Pl. Grunwaldzkim tuż obok kościoła Niepokalanego Poczęcia NMP, w którym przez 25 lat ks. Andrzejewski był proboszczem.

W wieczornej Mszy św. uczestniczyli m.in. wice wojewoda lubuski Wojciech Perczak, poczty sztandarowe, przedstawiciele gorzowskiej Akcji Katolickiej, policji oraz licznie zgromadzeni mieszkańcy i parafianie.

Proboszcz ks. Dariusz Glama w kazaniu nawiązał do obchodów Dnia Pojednania Polaków i Niemców, przyjmowanego jako datę wyzwolenia Gorzowa po II wojnie światowej. – Ale w tej parafii 30 stycznia to szczególny dzień pamięci o poprzedniku, byłym proboszczu – powiedział ks. Glama, który odwołując się do Ewangelii wg św. Marka mówiącej o Przypowieści o świetle, porównał postawę i nauczanie śp. ks. Witolda, do rozsiewania tego światła i dawania dobrego przykładu. – Każdy z was w tym kościele ma swoją historię i swoje wspomnienia i przemyślenia związane z ks. Andrzejewskim, który zanim został księdzem był  aktorem i już wtedy przekazywał dobre słowa tym, którzy go słuchali i oglądali.

Po nabożeństwie w sali parafialnej odbył się wieczór wspomnień podczas którego Janusz Dreczka – były członek Duszpasterstwa Akademickiego, przedstawił fragmenty koncertu Filharmonii Gorzowskiej „Misjonarz szczęścia” pod batutą Moniki Wolińskiej rejestrowanego 4 lata temu przez TV Trwam, w pierwsza rocznicę śmierci kapłana.

Następnie, późnym wieczorem na Scenie Letniej Teatru im. Juliusza Osterwy, na kolejnym spotkaniu  wspomnieniowym zebrali się byli członkowie ówczesnego DA. Tutaj swoimi wspomnieniami podzielił się także urodzony w Wilnie dyr. teatru Jan Tomaszewicz, a wspólnie z aktorką Beatą Chorążykiewicz odegrali wywiad Krystyny Kamińskiej z ks. Andrzejewskim, wspominając m.in czas jego pracy w katolickim Radiu Gorzów, w którym codziennie w południe prowadził modlitwę Anioł Pański z rozważaniem, a bardzo często posiłkował się także poezją Zbigniewa Herberta.

Scenografię stanowiły sutanna, sztaluga z fotosami teatralnymi ze spektakli, w których grał aktor Andrzejewski oraz wielki ekran, na którym pokazywane były zdjęcia z pielgrzymek, kościołów i placów, miejsc z których potem głosił niezapomniane wolnościowe kazania ks. prałat Witold Andrzejewski.

Swoje wspomnienia związane z prezentowanymi zdjęciami przekazywali m.in. Tadeusz Horbacz – były prezes Stowarzyszenia Rodzin Katolickich diecezji zielonogórsko- gorzowskiej, Janusz Dreczka, ówczesny podopieczny DA, a potem m.in. wice prezydent Gorzowa Wlkp. a także wielu innych, którzy rozpoznawali siebie na zdjęciach z „Szefem”, bo tak wtedy nazywali ks. Andrzejewskiego, który zainicjował piesze pielgrzymki na Jasną Górę.

Ks. Witold Andrzejewski urodził się 3 kwietnia 1940 r. w Kownie. Jego ojciec, również Witold, zginął w Katyniu. Po zakończeniu II wojny światowej z matką Jadwigą zamieszkał w Lublinie, a następnie we Wrocławiu i Łodzi. W Łodzi ukończył szkołę podstawową i średnią. Po maturze podjął pracę w Warszawie. Potem rozpoczął studia na wydziale aktorskim Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej i Filmowej. W 1960 r. przerwał studia stacjonarne i podjął pracę w Teatrze im. J. Osterwy w Gorzowie Wlkp. Trzy lata później uzyskał dyplom aktorski zdając egzamin eksternistyczny w warszawskiej PWST.

W 1966 roku wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Gościkowie-Paradyżu. Święcenia kapłańskie otrzymał 18 czerwca 1972 roku w kościele pw. św. Michała Archanioła w Świebodzinie z rąk bp. Wilhelma Pluty.

Przez cały okres posługi kapłańskiej był związany z Gorzowem Wlkp. Był duszpasterzem Okręgu Lubuskiego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, angażował się w działalność gorzowskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. Wspierał środowiska patriotyczne oraz ruch społeczny związany z NSZZ „Solidarność”.

Za swoją działalność otrzymał liczne wyróżnienia kościelne i państwowe. Papież Jan Paweł II w 1989 roku wyróżnił go godnością Kapelana Jego Świątobliwości. W 2007 r. za zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce otrzymał nadany przez Prezydenta RP Order Odrodzenia Polski.

Ks. prałat Witold Andrzejewski zmarł 30 stycznia 2015 r. w szpitalu w Gorzowie Wlkp. Niektóre źródła podają, że ks. Andrzejewski ur. się 5 kwietnia. Janusz Dreczka w rozmowie z milpress  wyjaśnił, że prawidłowa data jest umieszczona na pomniku i jest to 3 kwietnia. Janusz Dreczka poinformował także, że w ogrodzie przy Pałacu Biskupim przy ul. 30 Stycznia prezentowana jest wystawa IPN-u pt.  „Pielgrzym Niepodległości”, udostępniona przez Instytut bpa Wilhelma Pluty, dedykowana śp. ks. prałatowi Andrzejewskiemu.

Na placu przy katedrze WNMP stanął pomnik legendarnego kapelana „Solidarności”. Pomysłodawcą byli przedstawiciele Regionu Gorzowskiego NSZZ „Solidarność”.

86 total views, 3 views today

WYSTAWA ZDJĘĆ TOMASZA ŁĄCKIEGO

Tom5TOM1Tom 2

Fot. Grzegorz Milewski

Tomasz Łącki jest przedstawicielem trzeciego pokolenia fotografików rodu Łąckich. Specjalizuje się w fotografii portretowej. Część życia spędził w Edinburghu w Szkocji i bardziej znany jest jako Tom Łącki albo Tom Latzky.

Wystawę swoich prac zaprezentował w styczniu w Klubie „Jedynka” MCK przy ul. Chrobrego. Wystawę otworzył prezes Gorzowskiego Towarzystwa Fotograficznego Marian Łazarski.

53 total views, 1 views today

MUZYKA DAWNEGO LANDSBERGA ODKRYTA NA NOWO

galoppgal

Informuje: Urszula Śliwińska – rzecznik prasowy Filharmonii Gorzowskiej

Już wkrótce poznamy kolejny element wyników muzycznego śledztwa – odnaleziono utwór napisany przez landsberskiego kompozytora. Usłyszymy go 30 stycznia na koncercie kameralnym w Filharmonii Gorzowskiej.

Czy dawni mieszkańcy Landsberga lubili tańczyć? Jakiej muzyki słuchano na terenach dzisiejszego Gorzowa i okolic? Na te i inne pytania dotyczące historii kultury muzycznej Landsberga starali się odpowiedzieć historyk i regionalista Robert Piotrowski i były dyrektor Filharmonii Gorzowskiej Mariusz Wróbel. O szczegółach opowiada Robert Piotrowski.

30 stycznia odbędzie się kolejny koncert kameralny, który poza zaplanowanym repertuarem zawierać będzie też pewna niespodziankę. Jaki to utwór i jak to się stało, że znalazł się w programie tego koncertu?

Robert Piotrowski: Mogę się wypowiedzieć oczywiście wyłącznie z perspektywy historycznej i archiwistycznej. Z dyrektorem Wróblem, od kiedy tylko się poznaliśmy, a było to bardzo sympatyczne spotkanie, doszliśmy do wspólnej refleksji na temat pewnego niedosytu jeśli chodzi o wiedzę na temat  kultury muzycznej na tych ziemiach. W ten sposób zrodziła się ciekawa znajomość, a zarazem interesujący dialog między nami. Poszukiwaliśmy wszelkich śladów kultury muzycznej dawnego Landsberga. To poszukiwanie zawiodło nas na przykład do produkowanych tu pianin. Pewnego dnia natknąłem się również na ofertę antykwariatu muzycznego, który oferował  ładny XIX wieczny druk litograficzny – ciekawy sam w sobie – sygnowany nazwiskiem kompozytora Henryka Fryderyka Magnusa Volgera wraz z nazwiskiem wydawców – również Volgerów z Landsberga. Był to rok 1845, a więc na sto lat wcześniej, zanim ktokolwiek pomyślał, że Landsberg przestanie być Landsbergiem.

Co to za utwór?

Robert Piotrowski: Udało mi się dotrzeć do informacji, że ów utwór był swego rodzaju hołdem złożonym nowej technice wdzierającej się wówczas na te ziemie, a dokładnie – powstał jako objaw fascynacji koleją. Sam utwór nosi zresztą tytuł „Podróż koleją. Galop”. Jest więc już w niego wpisany pewien pęd, prędkość, fascynacja nową technologią.

Wiemy coś o samym kompozytorze?

Robert Piotrowski:  Jak się okazało, pan Volger urodził się w 1785 roku  i żył do roku 1857. Co ciekawe, to właśnie w roku jego śmierci, a więc 12 lat po napisaniu utworu, kolej w końcu rzeczywiście pojawiła się na tych terenach i zawitał tu pierwszy pociąg. Nie był to jedyny utwór, który w tamtych latach poświecono był kolei. Być może  zbieżność nazwisk z księgarzami i wydawcami – Volgerami – stoi za tym, że właśnie ta kompozycja została wydana. Podejrzewam, że byli krewnymi, choć nie udało mi się tego faktu ostatecznie potwierdzić. Utwór ten zapisany jest w katalogach muzycznych pod nazwiskiem Volgera wraz z innymi jego kompozycjami, z których część wydana została właśnie w Landsbergu.

Nie  jest to wielkie dzieło symfoniczne, a raczej prosty utwór. Jego przeznaczenie również wydaje się jasne – był to po prostu utwór taneczny.

Robert Piotrowski: Dokładnie tak. Być może miał również inspirować muzyków, grających wówczas w coraz liczniej powstających lokalach rozrywkowych. Mógł pojawiać się podczas wieczorów tanecznych. Pamiętajmy, ze są to czasy muzyki „prawdziwej”, więc aby coś zagrać konieczne było posiadanie tych nut lub choćby wcześniejszy z nimi kontakt, jeśli ktoś był wybitnym muzykiem i potrafił grać z pamięci. Jest to pewnie mały element ogromnego zbioru życia tanecznego, życia towarzyskiego ówczesnej epoki. Przypomnę – epoki niezwykle eleganckiej, mieszczańskiej, ale jednocześnie nie stroniącej od rozrywek.

Taniec jako taki odrywał wówczas różne role.

Robert Piotrowski: Zdecydowanie. Oprócz typowej zabawy, radowania się, był elementem życia społecznego, hierarchii, relacji towarzyskich, konwenansów. Na takich wieczorach tanecznych poznawały się pary, czasem było to inspirowane przez rodzinę, otoczenie, a czasami spontaniczne. Czasem pary poznawały się w szkołach tańca. To wszystko zaczęło również obrastać w wydawnictwa muzyczne, instrumenty, cały anturaż przynależnych temu elementów.

7 lutego kolejny koncert kameralny wzbogacony Pana prelekcją na temat muzycznej przeszłości tych ziem. W jakie czasy tym razem się przeniesiemy?

Robert Piotrowski: Będzie ciąg dalszy baroku. Na co dzień rzadko słuchamy baroku. Dla nas jest to epoka o tyle ciekawa, że sam Gorzów architektury barokowej właściwie nie ma, jest to więc dla nas zupełnie nieodkryty teren.

Koncert kameralny „Tańce nieoczywiste”, 30 stycznia, godz. 19.00, Filharmonia Gorzowska

Koncert kameralny „Wiolinowe oblicze baroku II”, 7 lutego, godz. 19.00, Filharmonia Gorzowska

 

 

 

 

 

 

 

58 total views, no views today

ALFA-CPR: URZĄD MIASTA PRACUJE NORMALNIE

Dariusz Wieczorek z Wydziału Promocji i Informacji Miasta Gorzowa Wlkp.

Do 29 stycznia na terenie Polski, w związku z uroczystościami 75. rocznicy wyzwolenia byłego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, został wprowadzony stopień alarmowy ALFA i ALFA-CRP. – Urząd Miasta Gorzowa Wielkopolskiego pracuje normalnie, zgodnie z codziennym rytmem. Wszystkie systemy teleinformatyczne działają poprawnie, a mieszkańcy obsługiwani są na bieżąco – poinformował Jarosław Żółtowski, dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego gorzowskiego magistratu.

Podczas obowiązywania stopnia alarmowego ALFA wszyscy powinni zwracać szczególną uwagę na wszelkie niestandardowe sytuacje i potencjalne zagrożenia, na przykład: nietypowo zachowujące się osoby, pakunki, torby lub plecaki pozostawione bez opieki w miejscach publicznych, samochody (szczególnie transportowe) zaparkowane w pobliżu miejsc zgromadzeń.

Stopień alarmowy ALFA jest najniższy w czterostopniowej skali (wprowadza się go w przypadku uzyskania informacji o możliwości wystąpienia zdarzenia o charakterze terrorystycznym, którego rodzaj i zakres jest trudny do przewidzenia), a jego wprowadzenie ma charakter prewencyjny (ogólnego ostrzeżenia).

Równolegle zarządzeniem Prezesa Rady Ministrów został wprowadzony pierwszy stopień alarmowy CRP (ALFA-CRP), który dotyczy zagrożenia w cyberprzestrzeni. Oznacza on, że administracja publiczna jest zobowiązana do prowadzenia wzmożonego monitoringu bezpieczeństwa systemów teleinformatycznych pod kątem naruszania bezpieczeństwa komunikacji elektronicznej.

 

 

 

51 total views, 1 views today

SYBIRACY PRZYGOTOWUJĄ OBCHODY 80. ROCZNICY DEPORTACJI NA NIELUDZKĄ ZIEMIĘ

SybirSY

10 lutego minie 80 lat od masowej deportacji Polaków na Syberię. W związku z tym centralne obchody tej rocznicy odbędą się w Warszawie, także z Gorzowa Wlkp. na uroczystości wyjedzie delegacja z prezes Marią Dratwińską, która wywieziona została z rodziną na Syberię w roku 1951 za udział jej ojca w Armii Andersa.

  1. lutego nastąpi przekazanie sztandaru Związkowi Sybiraków oddziałowi w Rzepinie.
  2. lutego obchody rocznicy przygotowują w Gorzowie Wlkp. kadeci Zespołu Szkół Technicznych i Ogólnokształcących.

W siedzibie Związku Sybiraków w Gorzowie przy ul. Borowskiego odbyło się 22 stycznia  spotkanie zarządu, celem omówienia bieżących spraw. W poczet członków wspierających przyjęto dziś Wandę Milewską, której dziadkowie oraz mama i jej dwie siostry oraz brat wywiezieni zostali na nieludzką ziemię w 1940 r. i tam cudem przeżyli 6 lat.

Miłym akcentem było także składanie życzeń Henrykowi Jarmołowiczowi z okazji przypadających dziś jego 82. urodzin. Henryk Jarmołowicz jest fotografem i uwiecznia m.in.  wszystkie uroczystości Sybiraków. Jest on jednym z inicjatorów powołania Związku Sybiraków w Gorzowie Wlkp.

Gorzowscy Sybiracy mają swoją kaplicę w kościele pw. NMP Królowej Polski przy ul. Żeromskiego. W Katedrze WNMP znajdowała się tablica pamiątkowa i wielki drewniany różaniec, na którego paciorkach wytłoczone są wagoniki. Różaniec poświęcił Jan Paweł II w 1997 r. podczas wizyty w Gorzowie. Miejskie rondo i ulica noszą nazwę Sybiraków. W sanktuarium maryjnym w Rokitnie lubuscy Sybiracy ufundowali kaplicę “Zesłańców Sybiru”. Obecnie trwa zbiórka funduszy na renowację kaplicy. Pieniądze można wpłacać na konto sanktuarium  34 1240 3578 1111 0000 4532 1270.

Pierwsza masowa deportacja Polaków na Sybir rozpoczęła się 10 lutego 1940 r. W głąb Rosji wywieziono ponad dwa miliony rodaków. Na zsyłce znalazła się przede wszystkim polska inteligencja. Wywożono ich w nieludzkich warunkach, często umierali w czasie transportu. Zesłańcy pracowali w lasach, na polach, w kopalniach, przy budowie dróg.

 

169 total views, 4 views today

GORZOWSKIE „60 KRZESEŁ” KINEM MIESIĄCA

MOSMOS1

Informuje Dariusz Wieczorek z Wydziału Promocji i Informacji UM

Fot. Bartłomiej Nowosielski, MOS

Gorzowskie Kino 60 krzeseł jest już ponad rok członkiem Europa Cinemas, sieci najlepszych europejskich kin arthousowych, do której w Polsce należy zaledwie 39 placówek „srebrnego ekranu”.

Liczący się w branży audiowizualnej, współpracujący z Europa Cinemas magazyn i portal Film New Europe, przyznał gorzowskiej placówce w styczniu 2020 roku tytuł Kina Miesiąca.

– Myślę, że największym wyzwaniem jest zbudowanie społeczności kinowej i utrzymanie zaufania naszych widzów. To największe wyzwanie, ale i najbardziej satysfakcjonujące. Jesteśmy małym kinem artystycznym z konkretnym repertuarem. Kiedy widzowie przychodzą do nas, wiedzą, że będzie inaczej – że czeka na nich nie zawsze proste, czasem całkiem nowe, ale ciekawe doświadczenie filmowe – powiedziała Iwona Bartnicka, zapytana w wywiadzie dla Film New Europe o największe wyzwanie dla prowadzącej to kino.

– Widzowie dzielą się z nami swoimi opiniami, pytają o filmy i wydarzenia, a niektórzy nawet nazywają 60 krzeseł „naszym kinem”, co jest największym komplementem dla całego naszego zespołu. Pewnego razu, zainspirowani pokazem Shine, niektórzy z naszych widzów udali się na koncert Davida Helfgotta w Londynie. Wysłali nam zdjęcia, to było niesamowite. Traktujemy widownię jak przyjaciół, a naszym celem jest utrzymanie rodzinnej atmosfery. Chcemy, aby wracali do naszego kina, byli jego częścią – dodała Bartnicka.

Cały wywiad tutaj:  https://www.filmneweurope.com/news/poland-news/item/119367-fne-europa-cinemas-cinema-of-the-month-kino-60-krzesel-gorzow-wielkopolski-poland

Kino 60 Krzeseł powstało w 2002 roku w ramach Miejskiego Ośrodka Sztuki w Gorzowie Wielkopolskim. Wyświetla filmy artystyczne, a także organizuje wydarzenia i programy edukacyjne, dotyczące filmu i mediów. Jest gospodarzem m.in. klubu filmowego DKF Megaron, który otrzymał nagrodę Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej w 2016 roku.

 

 

 

 

122 total views, 3 views today

KONCERT Z HARFISTKĄ ANNĄ SIKORZAK-OLEK W GORZOWSKIEJ FILHARMONII

HARF5HARf progr

Fot. FG

Urszula Śliwińska – rzecznik prasowy Filharmonii Gorzowskiej rozmawia z Anną Sikorzak – Olek. Artystka opowiada o harfie, muzyce miłości i koncercie „Poezje i Romanse”.

Dźwięk harfy przynosi szczęście miłości. 

Wybitna polska harfistka, kompozytorka, ceniony pedagog, nagrała muzykę do ponad setki filmów. W Filharmonii Gorzowskiej wystąpi podczas koncertu walentynkowego – wyjątkowej uczcie dla zmysłów, podczas której ukazane zostaną wszystkie odcienie miłości. Anna Sikorzak – Olek opowiada o harfie, muzyce miłości i koncercie „Poezje i Romanse”.

Filharmonia Gorzowska: W Filharmonii Gorzowskiej wystąpi Pani podczas koncertu walentynkowego. W jednym z wywiadów powiedziała Pani: „Nieodżałowanej pamięci Jerzy Waldorff powiedział kiedyś, że muzyka łagodzi obyczaje. Chyba nie pogniewałby się na małą zmianę, że to harfa łagodzi obyczaje.”  Rzeczywiście w jej brzmieniu jest coś kojącego, anielskiego. To dobra muzyka do opowiadania o miłości?

Anna Sikorzak – Olek: Harfa od wieków jest symbolem poezji. Motyw złotej harfy, o złotych strunach  przewija się w wierszach naszych Romantyków. To ślad druidzkiej przeszłości, gdzie do właśnie wtóru harf opowiadano historie – też miłosne. A co może, jeśli nie poezja oddać  najlepiej najtkliwsze nasze uczucia. W wierszu „Do M….” z roku 1823 Adama Mickiewicza, czytamy:

Czy zadumana w samotnej komorze

Do arfy zbliżysz nieumyślną rękę,

Przypomnisz sobie: właśnie o tej porze

Śpiewałam jemu tę samą piosenkę ………

FG: W Stanach Zjednoczonych niemal na każdym weselu rozbrzmiewa muzyka harfy. U nas to wciąż instrument niszowy, choć przecież jest jednym z najstarszych znanych ludzkości instrumentów. Z czego to wynika?

 Anna Sikorzak – Olek: Ciągle harfy mało, ciągle brak nam jej w wielu – nawet wojewódzkich miastach. To efekt naszej powojennej przeszłości. Ale powoli sytuacja się zmienia. Harfy stały się relatywnie tańsze. Orkiestry posiadają już świetne instrumenty. Harfiści również kupują na własność harfy najdroższych światowych marek. W Warszawie od 10 lat prowadzę zespół harfowy składający się z ponad 20 harfistów w wieku od 6 do 18 lat. To „Wiktorska Harp Open”. W lipcu tego roku jedziemy na Światowy Kongres Harfowy do Cardiff, do Walii. Zaprezentujemy tam ponad 45 minutowy program grany przez 38 harfistów. To będzie nasz pierwszy tak liczny udział w kongresach, które trwają już od lat 60- tych. Stowarzyszenie „Harfa Dzieciom”, które założyłam w 2010 roku, stawia sobie za cel popularyzację tego instrumentu w Polsce. Proszę zajrzeć na naszą stronę www.harfadzieciom.pl . Zobaczyć można tam, ile koncertów gramy. Oczywiście chętnie przyjedziemy do Gorzowa Wielkopolskiego z koncertem „Na 1000 strun”.

Co ciekawe, w Nowym Yorku największą  firmę oferującą  granie na harfie podczas ślubów, spotkań i uroczystości, prowadzi z wielkim sukcesem polska harfistka. W Warszawie, Krakowie, Lublinie, Białymstoku i …..można by wymieniać jeszcze długo, już też harfy grają na ślubach. I jak głosi  fama,  to przynosi szczęście młodej parze.

FG: W Filharmonii Gorzowskiej co roku odbywa się Festiwal Muzyki Współczesnej im. Wojciecha Kilara. Podczas niedawnych koncertów karnawałowych prezentowaliśmy m.in. jego walc do filmu „Trędowata”. Pani również nagrywała muzykę do tego filmu. W jednej z radiowych rozmów powiedziała Pani, że nagrywanie muzyki filmowej jest dla Pani „przygodą życia”. Czy jest jakiś film, nagranie, które wspomina Pani najmilej?

 Anna Sikorzak – Olek: Dobrze pamiętam nagranie muzyki pana Kilara do „Trędowatej”. Był  rok 1976! Nagle przyszło mi zastąpić harfistkę orkiestry radiowej – nieodżałowaną Izię Cichoń. Partia harfy w dużej mierze polegała na graniu glissand – czyli ślizganiu się po strunach. Opłaciłam to wtedy bąblami na palcach. Ale warto było. Miałam w życiu wiele szczęścia. Nagrałam muzykę do ponad 100 filmów. Chyba największą moją przygodą muzyczną była współpraca ze  Zbigniewem  Preisnerem. Jego muzyka do filmów Krzysztofa Kieślowskiego (Dekalog. Trzy Kolory), Agnieszki Holland (Tajemniczy Ogród) i wielu innych, koncerty w całej Europie: na Akropolu w Atenach, Paryżu i w  Londynie, czy w kopalni w Wieliczce,  w Kamieniu Pomorskim po śmierci Krzysztofa Kieślowskiego, albo kolędy na koniec wieku w magicznym Teatrze Starym w Krakowie – tych przeżyć się nie zapomina. W moim CV znaleźć można jeszcze wiele nazwisk:  Michał Lorenc, Krzesimir Dębski, J. A. P. Kaczmarek, Maciej Zieliński, Paweł Szymański z muzyką do filmu „Plac Zbawiciela”. W krakowskim studio radiowym nagrałam  26 minutowy odcinek tej muzyki bez jednego cięcia i sklejania. Tego się nie zapomina. Dobra muzyka filmowa to ta, której się nie słyszy podczas oglądania. Dobra muzyka zaczyna żyć własnym życiem na koncertach. Uczestniczę w wielu takich koncertach i rozumiem jej popularność.

FG: Jest Pani nie tylko wybitną harfistką, uznanym pedagogiem, propagatorką gry na harfie, ale także kompozytorką. Komponuje Pani m.in. muzykę dla dzieci. Na czym polega specyfika takich kompozycji?

 Anna Sikorzak – Olek: Moje utworki dla dzieci powstają z potrzeby dopasowania utworu do temperamentu i umiejętności ucznia. A do tego wszystkiego są małymi prezentami dla każdego z nich. Jest tylko jeden utwór „poważny”, który zadedykowałam Żołnierzom Wyklętym  – to „Elegia” na harfę solo. Dałam w nim wyraz moim uczuciom dla tragicznych losów bezimiennych, zamordowanych bohaterów.

FG: Program koncertu „Poezje i romanse” w Filharmonii Gorzowskiej pomyślany został w taki sposób, by ukazać wszystkie odcienie miłości. Jakich kompozycji wysłuchamy? Jaki będzie duch tego koncertu?

 Anna Sikorzak – Olek: Pierwszy z nich powstał na początku XX wieku. To „Tańce” C. Debussy: Dance Sacre i Dance Profane  na harfę i kwintet smyczkowy. Muzykę można opisać kolorami – pierwszy błękitny przenosi nas w świat sacrum, drugi taniec to szaleńczy, zaskakujący walc w kolorach fioletowo – zielonych. Kontrast pomiędzy sacrum i profanum. Wszystko inne kryje się w otwartości naszej percepcji. „Tańce” to jedna z najlepszych kompozycji na harfę jaką kiedykolwiek napisano.

Koncert Mikołaja Hertla „Athos” powstał ponad 100 lat później. Kompozytora zainspirował do napisania koncertu pobyt w Grecji, wizyta w klasztorach na górze Athos i wielobarwność tamtejszej kultury. Dlatego usłyszymy w tej muzyce zwroty charakterystyczne dla Grecji, zmiany nastrojów, przepiękną harmonię i różnorodność barw.  Gram ten koncert zawsze na harfie zielonej – elektrycznej, która lepiej oddaje rozrywkowy, wręcz filmowy charakter tego utworu.

„Poezje i romanse”

Koncert symfoniczny

Piątek, 14 lutego, godz. 19.00

 WYKONAWCY:
Orkiestra Filharmonii Gorzowskiej
Jacek Kraszewski / dyrygent
Anna Sikorzak-Olek / harfa

 

BILETY:
45 zł normalny
38 zł ulgowy
32 zł balkon

126 total views, 3 views today

NIEMIECKI DYPLOM DSD II W GORZOWSKIM IV LO

TABLICA5

Fot. ze str. http://www.gorzow.pl/PL/3235/8180/W_IV_LO_z_DSD_II/k/

Informuje Dariusz Wieczorek – Wydział Promocji i Informacji UM

22. stycznia w IV LO im. Tadeusza Kotarbińskiego w Gorzowie Wielkopolskim zostanie odsłonięta tablica potwierdzająca, iż to liceum należy do sieci ponad tysiąca szkół, w ponad 60 krajach na świecie, które przybliżają język i kulturę Niemiec.

W szkołach tej sieci istnieje możliwość zdobycia dyplomu DSD II (Deutsches Sprachdiplom), który jest świadectwem znajomości języka niemieckiego, niezbędnej dla podjęcia studiów wyższych w Niemczech.

Z egzaminem DSD II i polską maturą można podjąć studia na każdym kierunku w Niemczech.

Dyplom może być również przydatny dla studentów polskich uczelni, którzy będą chcieli i mieli możliwość wyjechać na stypendium do Niemiec.

Absolwent DSD II zwiększa swoje szanse na zatrudnienie na polskim i europejskim rynku pracy – podkreśliła Hanna Mickiewicz-Kędziora, dyrektor IV LO.

Egzaminy na DSD są przeprowadzane w szkołach średnich w klasie maturalnej. Certyfikat DSD II zdaje się na poziomie B2/C1; egzamin ten jest niemieckim odpowiednikiem egzaminu CAE z Cambridge. Do egzaminu podchodzi się bez konieczności uiszczania jakiejkolwiek opłaty, o ile zdaje się go grupowo.

 

 

 

66 total views, no views today