LESZEK BOŃCZUK LAUREATEM NAGRODY IM. JANUSZA SŁOWIKA

Relacja Ewy Rutkowskiej

Nagroda im. Janusza Słowika (ur. w maju 1941)

Nagroda przyznawana jest od 2005 roku z inicjatywy nieżyjącej, już znanej działaczki kulturalnej w Gorzowie, Anny Makowskiej.

Wręczenie nagrody za ubiegły rok, odbyło się jak zwykle w Klubie „Pod Filarami. Na początek Przewodniczący Kapituły Nagrody Janusz Dreczka (członkami Kapituły są wszyscy nagrodzeni tą nagrodą) przypomniał sylwetkę Janusza Słowika. Powiedział m.in. „ Był to urzędniuk, zwykły człowiek, obecny tam, gdzie się coś działo w sferze kultury. Ale nie byłoby tej nagrody, gdyby nie Anna Makowska-Cieleń. Statuetki od początku (społecznie) wykonuje gorzowska artystka rzeźbiarka Zofia Bilińska. Tegoroczną zatytułowała „Spirala życia”.

Do tej pory laureatami zostali: Barbara Schroeder, Marek Z. Piechocki, Jerzy Synowiec, Daniel Adamski, Janusz Dreczka, Czesław Ganda, Adam Bałdych, Michał Wróblewski, Tomasz Malewicz, Błażej Król  i Stowarzyszenie „Sztuka Miasta”.

Następnie wymienił wszystkie zasługi i odznaczenia, które posiada typowany do nagrody „Słowika” za 2018 rok laureat, którym został Leszek Bończuk.

Otrzymał on statuetkę z rąk artystki oraz oprawiony certyfikat z następującym tekstem: „Leszek Bończuk jest Laureatem Nagrody Słowika za 2018 rok”.

Laureat w podziękowaniu za wyróżnienie powiedział m.in. : „Przez lata pracy w kulturze nauczyłem się dostrzegania innych. Do wszystkiego potrzebna jest pasja”.

Laureat otrzymał też list gratulacyjny od Prezydenta Miasta, który  odczytał Bogusław Dziekański.

Uroczystość została oprawiona piękną muzyką F. Chopina w wykonaniu  Ekateriny Matokh   absolwentki Akademii Muzycznej w Mińsku na Białorusi. Pianistka pracuje w Szkole Muzycznej w Strzelcach Kraj. Jest też zapraszana do współpracy z gorzowską filharmonią.

Koncert, jak zwykle fachowo poprowadził Marek Z. Piechocki.

Ewa Rutkowska

90 total views, no views today

FESTIWAL POETYCKI IM. K. FURMANA /DZIEŃ TRZECI/

Relacja Ewy Rutkowskiej

VIII Ogólnopolski Festiwal Poetycki im. Kazimierza Furmana „FurmanKa”

„Idziemy w miasto”

Dzień trzeci, Santocko i  Gorzów,  Klub „Jedynka”, 25 maja 2019

W tym dniu FurmanKa pojechała do Santocka, w plener. Bo organizatorzy zaplanowali aby poezja została wywiedziona w pole. I popoezjowali i ugościli się…

Po powrocie z wojaży, FurmanKa zatrzymała się na dłużej przy Klubie „Jedynka”. Ostatnim punktem programu tegorocznej edycji Fesiwalu był monodram „Tertium, Ten trzeci świadek w sprawie Hioba” (na podstawie księgi Hioba) w reżyserii Stanisława Miedziewskiego w wykonaniu Caryl Swift ze Słupska.

I tu nie wiem, co dodać. Wg. mnie aktorka nie była dobrze przygotowana. To, że był to jej drugi występ z tym spektaklem, nie tłumaczy zbyt wielu pomyłek i to że w wielu przypadkach po prostu tekst czytała. Problemem było też zrozumienie tekstu (artystka jest brytyjką i po polsku mówi specyficznie). Tym samym trudny temat został jeszcze bardziej zagmatwany.

Tak zupełnie na koniec, FurmanKa w niedzielę podjechała na cmentarz, aby pokłonić się tam spoczywającemu Kazikowi Furmanowi.

I to by było na tyle.

Pomysłodawczynią jak i co? I realizatorką tegorocznej edycji festiwalu była Agnieszka Kopaczyńska-Moskaluk. Ja wiem jak to jest. Dziękuję!

Tak zupełnie na zakończenie.

Wiersz Kazimierza Furmana „Antykonstrukcja miejsca bliskiego”

Miasto

Tych siedem garbów uniesionych, które zatraciły imiona

W imię betonowych przydomków

Ma w nim mejsce każda moja tkanka, każda kość

Niezgody, każdy nerw pozbawiony bólu

I krew, która coraz bardziej się bieli w betonie

Na każdym łbie miasta

Na Piaskach, Widoku, Górczynie

Czuć zapach soli

Którą na plecach warzyli betoniarze

Którą słońce wyciskało z silnych bicepsów

której w oczach, jak w morzu

Poeta, który dotknął ziemi, której grudkę otworzył na dłoni

Na tej wadze ludzkiego zmęczenia

By poznać mozół piętrowania domów

Widział na niej chleb i sól codziennej strawy

Czytał z niej poemat z wody i piasku

Ze stali twardej jak przekleństwa

Na długich ramionach dźwigów unosił ramiona do nieba

Przybliżał wszechświat ku prowincji miejskiej

A kiedy szedł, kiedy dotknął ziemi pozbawionej oddechu

Poznał ból miejsca

Krwiobieg ludzki tętnił gwarem bazaru

Szeleścił banknotami

Złotem rozdzwaniał słońce

Poeta, który wyszedł z betonu, który o drzewo się oparł

Dostrzegł liść jeden, jedyny

A na naim pocięte nerwy natury

Zwisające długimi mackami pajęczyn

Miał przed sobą zakratowaną przestrzeń

Miejsce było zbudowane z konstrukcji prostej

W zamyśle

Tworzyły je pony ścięte

I niezliczone kilometry poziomów

Pion był w służbie umysłu

Poziom zamieszkiwali ludzie

Jestem członkiem poziomów

Moje miejsce jest poziome

Moje myśli biegną przez poziom

Żaden mój ruch nie może prosić o posłuch

Moje prawo do uniesienia palca zostało odcięte na ławie

Pod dom

Mój sen biegnie pomiędzy szczelinami cegieł

Nim stanąłem na tym miejscu, rosło tu drzewo

Było oblężone przez szarą chmarę wróbli

Teraz, kiedy uniosłem głowę, ujrzałem dom

Był ślepy, po stokroć slepy

Stał trochę w poziomie, trochę w pionie

Jest moim wyrokiem, celą, poematem

Ewa Rutkowska

98 total views, no views today

FESTIWAL POETYCKI IM. KAZIMIERZA FURMANA

24 maja 2019, Gorzów, Klub „Jedynka”

„Idziemy w miasto”

VIII Ogólnopolski Festiwal Poetycki im. K. Furmana „FurmanKa”

W drugim dniu Festiwalu, w godz. przedpołudniowych, furmanka podjechała do kilku gorzowskich szkół, organizując warsztaty literackie dla młodzieży. Jadąc dalej po Gorzowie, dotarła do dominanty z happeningiem „Furmankologia, czyli Gorzów Kazimierza” w wyk. Marcina Ciężkiego.

O godz. 18 zaparkowała przy Klubie „Jedynka” na ul. Chrobrego.

Panelem dyskusyjnym „Miastoczuły – Kazimierz Furman i jego Gorzów”, do którego zaproszono obu szefów ZLP, O/Zielona Góra Roberta Rudiaka i Gorzowa Ireneusza K. Szmidta, a także znajomą Kazimierza, poetkę z Zielonej Góry Jolantę Pytel.

Uroczystego otwarcia Festiwalu dokonała Agnieszka Kopaczyńska-Moskaluk

FurmanKa jeździ po Gorzowie, tak jak kiedyś chodził po swoim mieście Kazimierz Furman. Wczoraj parkowała przez WiMBP i przywiozła pisarza Jakuba Małeckiego.

W piątek, na pytanie: „Czy twórca może odcisnąć swoje piętno na miasto”. Odpowiadali zaproszeni goście:

Robert Rudiak – Kazimierz Furman miał świadomość, że pisze dobrze. Był swoistym wagabundą, sam tworzył swoją legendę. Był jak kolorowy ptak. Na pewno fascynował się twórczością T. Różewicza, ale poszedł swoją drogą. W Zielonej Górze miał swojego odpowiednika, też kolorowego ptaka, z którym się przyjaźnił.  Był to Mieczysław Warszawski.

Pan Robert Kazimierza Furmana poznał w Gorzowie w roku 1995, na konkursie poetyckim im. Papuszy. Od tamtego czasu spotykali się na różnego rodzaju konkursach i spotkaniach literackich. Miasto Kazimierzowi na pewno było potrzebne do życia. Było to  takie „życiopisanie” w oparciu o cywilizację miejską. Nie krył się z tym, że zarabiał na życie, wygrywając liczne konkursy ogólnopolskie.

Kazimierz był kimś, kto był i będzie rozpoznawalny. Teraz brakuje takich ludzi. Czasem pojawiają się poeci i to z dobrym wejściem, ale giną gdzieś po kilku latach. Gorzów ma takie mocne nazwiska: Oprócz Furmana, są to Zdzisław Morawski, Papusza, Kazimierz Jankowski i obecna, (współorganizatorka festiwalu) Beata P. Klary.

Jolanta Pytel – ostatnie spotkanie z Kazikiem zapamiętała bardzo szczególnie. Powiedział jej wtedy „Jola, ja umieram”. Było to chyba w tym samym roku, w którym odszedł. Razem z Kazikiem była członkiem Koła Młodych. Pisanie wtedy, było: ”ucieczką od rzeczywistości”. Taką ucieczką było też zdobywanie i czytanie  książek innych autorów. W całej twórczości Kazika, widać jego stosunek do miasta. Na dowód tego przeczytała kilka wierszy K. Furmana, m.in. „Do obywatela szarego”i  „Miasto”, tekst poświęcony T. Różewiczowi.

Ireneusz K. Szmidt –  Kazimierz Furman sam stworzył Legendę Furmana. Cały czas pracował nad swoim hałaśliwym wizerunkiem. Był buntownikiem. A bunt w poezji swoje miejsce ma. Miasto znał i opisywał w swoich wierszach. Jak mówił w wywiadach: „Nie pozowałem na kogoś zbuntowanego. Ubierałem się w swoim stylu i wybierałem miejsca, w których bywałem” (była to kawiarnia „Letnia”, Klub Myśli Twórczej „Lamus” i Klub „Pod Filarami”).

Swoje pisanie oceniał w kilogramach. Ale też mówił, że „jest to poezja która może kopnąć”. Pan Ireneusz wspomniał o jego felietonach. Niewiele osób o tym wie, że Kazimierz był dobrym i dowcipnym felietonistą. Przez dłuższy czas pisał felietony do miesięcznika „Arsenał”, (przed laty, wydawnictwo artystyczno-graficzne Krystyny Kamińskiej i Ireneusza K. Szmidta). Przeczytał też dwa zabawne felietony i pokazał wywiad z Kazimierzem dla miejscowej TV z 1999 roku.

Kazimierz Furman miał kilka twarzy. Był dość zamknięty w sobie, niezbyt szybko się zaprzyjaźniał. To on wybierał sobie ludzi z którymi się spotykał.

Podsumowując rolę miasta w poezji: Miasto, to miejsce które pamięta się jako dziecko, miasto w którym się żyje, albo odwiedza, czy nawet wymyśla.

I na koniec: Potrzebna jest monografia Kazimierza Furmana, aby te wszystkie „kilogramy” jego twórczości zostały opracowane i ujrzały światło dzienne.

Kolejną częścią tego dnia Festiwalu był Koncert w wykonaniu Jana Kondraka w Klubie „Pod Filarami”. W ponad dwugodzinnym koncercie śpiewał piosenki z tekstami Edwarda Stachury z muzyką (w większości) Piotra Mikołajczaka.

Po przerwie śpiewał piosenki różne, m.in. B. Okudżawy, Boba Dylana i autorskie.

Był też bis.

FurmanKa organizowana jest dzięki wsparciu MCK Klub „Jedynka”, WiMBP, Klubu „Pod Filarami” i Firmy Enea.

Od początku Festiwal organizują dwie panie: Agnieszka Kopaczyńska-Moskaluk i Beata P. Klary.

Ewa Rutkowska

 

 

97 total views, no views today

FESTIWAL POETYCKI. SPOTKANIE AUTORSKIE Z JAKUBEM MAŁECKIM

Furmanka zajechała. 23 maja 2019, Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Z. Herberta w Gorzowie.  Spotkanie autorskie z Jakubem Małeckim

 Spotkanie to zainaugurowało VIII Ogólnopolski Festiwal Poetycki im. Kazimierza Furmana „FurmanKa”. Festiwal odbywa się pod hasłem „Idziemy w miasto”

Jakub Małecki, pisarz i tłumacz z języka angielskiego. Absolwent Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. W 2017 roku otrzymał stypendium Młoda Polska przyznawane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

We wczesnej młodości uprawiał sporty siłowe.

Po studiach pracował w banku. Jak powiedział na spotkaniu. Nigdy nie miał kontaktów z osobami piszącymi. Nie pamięta, aby ktoś mu w rodzinie, np. na dobranoc czytał bajki. Ma dwóch braci, którzy nie lubią czytać. Natomiast on kupował książki od dawna. Czytał i lubił wymyślać różne historie. Ale o pisaniu nie myślał. Wszystko, co się od kilku lat dzieje w jego życiu, też go zaskakuje.

Praca w banku była wymagająca, ale i tu znajdował czas, aby napisać jakąś nową historię. Bo pisanie to swoisty oddech, to ucieczka w inny świat, to możliwość bycia kimś innym. Zawsze interesował się niesamowitością, niezwykłością. Tym co przeraża i fascynuje. Inspiruje go też  magia codziennego życia. Pierwsza napisana książka ukazywała świat bardzo oczywisty. Jego książki to opowieści  szczere, prawdziwe i realne, ale i nieco odrealnione. Stara się, aby te opowieści były prawdopodobne. Pewnym zarzewiem jest jakiś impuls, przeczytana lub zasłyszana historia. Potem to obudowuje swoją wyobraźnią. Pamięta szczegóły ze swoich spotkań z rozmówcą i  pamięta rozmówcę. Historii do swoich książek szuka wszędzie. Uważa, że jego pisanie jest smutne, że radości w tych książkach jest  niewiele. Choć prywatnie nie jest smutny.

Prowadząca spotkanie Agnieszka Kopaczyńska-Moskaluk nazwała to jego pisanie „tkaniem dużo cieńszą nitką, jakby pisał „szeptem”.

Pisaniem zajmuje się bardzo poważnie. Jest pisarzem, z tego się utrzymuje. Rzucił pracę w banku. Pisze bardzo regularnie. Uważa, że w pisaniu ważna jest tzw. „żelazna konsekwencja”. Jest tak zorganizowany, że na wszystko ma czas. Także na czytanie. Pewne fakty, które rozwija w książkach dokładnie rozpisuje (w Exelu).

W 2015 roku, ukazała się jego kolejna (ma ich już dziesięć od 2008 roku) książka  pt. „Dygot”. I to ona sprawiła, że  dopiero wtedy zrozumiał czego chce od literatury.

To był przełom. Wtedy zmieniło się jego życie.

Od czasu do czasu trochę wątpi, czy za kilka lat będzie miał jeszcze coś do opowiedzenia, zajmując się takim rodzajem literatury. A chciałby pisać do końca życia. Czy to będzie możliwe?

Już po ukończeniu książki, po postawieniu ostatniej kropki, dalej nad nią pracuje i ciągle poprawia. Drukiem ukazuje się np. trzecia wersja. Zawsze jest to wersja „odchudzona”.

Najnowsza książka ukaże się jesienią. Jest już po długich rozmowach z byłym żołnierzem misji w Afganistanie.

Jako tłumacz starał się napisać dokładnie tak samo jak autor. W prozie tłumacz nie musi być kreatywny.

I były pytania i można było nabyć książki i postać w kolejce po autograf.

Spotkanie pięknie prowadziła Agnieszka Kopaczyńska-Moskaluk

 Ewa Rutkowska

83 total views, no views today

WIOLONCZELISTA MARCIN ZDUNIK ZAGRA W FILHARMONII GORZOWSKIEJ

WI55

Z Marcinem Zdunikiem rozmawia Urszula Śliwińska – rzecznik Filharmonii Gorzowskiej

Między emocjami, a szlachetnością

Młody, genialny wiolonczelista. Laureat wszystkich konkursów, do jakich przystępował. Ceniony za „oszałamiającą technikę i wirtuozowski wdzięk”. Marcin Zdunik 17 maja wystąpi w Filharmonii Gorzowskiej w koncercie „Między muzyką, a przeznaczeniem”. W krótkiej rozmowie opowiada nam o swojej drodze do sławy oraz poszukiwaniu absolutu w muzyce.

 Jest Pan dziś jednym z najbardziej uznanych wiolonczelistów w kraju. Jak to się dzieje, że z – jak to Pan określił – „niezdyscyplinowanego ucznia szkoły muzycznej”  wyrasta jeden z najwybitniejszych wiolonczelistów, nagradzany na niemal wszystkich konkursach?

Marcin Zdunik: Miałem wielkie szczęście spotykać na swojej drodze inspirujących ludzi. Byli wśród nich moi nauczyciele, przyjaciele, inni muzycy, z którymi wspólnie stawałem na estradzie. W takim otoczeniu łatwiej jest wzrastać i rozwijać swoje umiejętności. Jestem wdzięczny Bogu, że postawił na mojej drodze tak wielu niezwykłych ludzi.

Dodajmy, ludzi, którzy pomagali pielęgnować miłość do muzyki. W jednym z wywiadów powiedział Pan, że kiedy ma potrzebę zastanowić się nad czymś istotnym w życiu, sięga Pan właśnie po muzykę. Nadal tak jest?

 M.Z.: Zdecydowanie tak! W muzyce tkwi jakaś niesamowita siła, która inspiruje i ożywia. Na mnie żadna inna sztuka nie oddziałuje tak intensywnie.

W Gorzowie zagra Pan w Koncercie wiolonczelowym Elgara. To ważne dzieło dla wiolonczelistów. Do jakich rozmyślań ono Pana inspiruje?

 M.Z.: Koncert op. 85 E. Elgara stanowi kamień milowy w dziejach repertuaru wiolonczelowego. Od czasu wykonania go przez Jacqueline du Pre kojarzony jest z silną, osobistą emocją i romantycznym wyrazem. W samej partyturze uwagę zwraca jednak włoski termin nobilmente, związany z tak istotną w kulturze anglo-saskiej kategorią szlachetności. Można zatem odnieść wrażenie, że wyzwaniem w intepretowaniu muzyki Elgara jest pogodzenie silnej emocji muzycznej ze szlachetnością brzmienia i wyrazu.

Koncert op. 85 odczytuję również jako swoistą metaforę ludzkiego losu: jest w nim czas zabawy, są momenty bolesne, chwile zadumy, a wszystko wydaje się być z góry zaplanowane przez bezlitosne fatum, które w koncercie ucieleśnia się w powracającym, głównym motywie dźwiękowym utworu.

Jacek Rogala, który pokieruje gościnnie Orkiestrą Filharmonii Gorzowskiej mówi o tym koncercie, że nie jest może bardzo wirtuozowski, ale z pewnością niezwykle emocjonalny, elegijny.  Tymczasem o Pańskiej grze pisze się podkreślając „oszałamiającą technikę”. Czy to oznacza, że takie kompozycje nie są wyzwaniem?

 M.Z.: Jak najbardziej są wyzwaniem! Każdy koncert jest próbą opowiedzenia pięknej, przejmującej historii, która okazałaby się wartościowa dla słuchaczy. Jako wykonawcy bierzemy na siebie odpowiedzialność za czas, który poświęcili, aby przyjść na koncert.

Zapraszamy w piątek 17 maja o godz. 19.00

„Między muzyką, a przeznaczeniem” koncert symfoniczny

Bilety: 32zł – 45zł

 

 

 

 

90 total views, no views today

KOŁOBRZEŻANIE I GORZOWIANIE WSPIERAJĄ BUDOWĘ HOSPICJUM W WILNIE

Kołobrzeżanie i gorzowianie wspierają budowę hospicjum dla dzieci w Wilnie, którego realizatorką jest s. Michaela Rak ze Zgromadzenia Jezusa Miłosiernego – współzałożycielka  Hospicjum św. Kamila w Gorzowie Wlkp. oraz pierwszego hospicjum na Litwie. Dziś w  bazylice konkatedralnej w Kołobrzegu, autor bajek Andrzej Waleński rozprowadzał książki, z których dochód przeznacza na wsparcie paliatywnej placówki dla najmłodszych za wschodnią granicą Polski.

Za aprobatą proboszcza kołobrzeskiej konkatedry ks. dr Andrzeja Pawłowskiego, po każdej Mszy św. wierni kupowali „Znane bajki wierszem” autorstwa Waleńskiego, który przez wiele lat pracował jako pedagog w przedszkolu, dzięki czemu poznał także literackie wymagania dzieci.

BAJKI55

Andrzej Waleński urodzony w Kołobrzegu od wielu lat mieszka w Gorzowie Wielkopolskim. Przez wiele lat był wiceprzewodniczącym Stowarzyszenia Hospicjum św. Kamila. Jest nauczycielem w Szkole Podstawowej i Gimnazjum Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców im. Piotra Jerzego. bł. Frassatiego. Jest Nadzwyczajnym Szafarzem Komunii Św. diecezji zielonogórsko-gorzowskiej i ministrantem w parafii pw. Najświętszego Zbawiciela w Gorzowie Wlkp.

Kilka dni temu z Wilna powróciła delegacja gorzowian pod kierunkiem Hanny Kaup. Gorzowianki : Zofia Bilińska, Maria Gonta, Halina Motyka, Barbara Schroeder, Jadwiga Teresa Żurawska, zawiozły m.in. pościel, ręczniki, wózek inwalidzki, środki czystości, zabawki i mnóstwo innych prezentów, a także pieniądze od darczyńców.

WIlno5

Na zdj. Obok s. Michaeli Zofia Bilińska i Barbara Schroeder, Hanna Kaup

Więcej na: https://ekai.pl/kolobrzezanie-i-gorzowianie-wspieraja-budowe-hospicjum-w-wilnie/

99 total views, no views today

JUBILEUSZ CHÓRU CANTABILE

Relacja Ewy Rutkowskiej

Benefis z okazji 25-lecia  Chóru „Cantabile”

Filharmonia Gorzowska, 11 maja 2019

Filharmonia Gorzowska gości zawsze artystów zasługujących na wysłuchanie.

Tak było i tym razem. Gorzowski Chór „Cantabile”, w tym pięknym i jedynym nowym w Gorzowie  przybytku kultury obchodził swoje 25-lecie istnienia.

Chór powstał w marcu 1994 roku w ówczesnym Wojewódzkim Domu Kultury i od początku śpiewa pod dyrekcją Jadwigi KOS. To ona zajęła się wtedy organizają i stroną artystyczną zespołu. Cały czas dba o wysoki poziom wykonawczy swoich podopiecznych. Nigdy nie schodzą z wysokiego C!

Zawsze tak było i tak jest. A to widać i słychać.

Chór na początku swojego istnienia brał udział w różnych konkursach, w tym w gorzowskim przeglądzie PARA. Ale dość szybko z tego zrezygnowali. Ćwiczą dla publiczności, nie dla konkursów. Koncertują i jeżdżą po Europie, promując swoje miasto. Chór przed kilku laty został uhonorowany odznaką „Za Wybitne Zasługi dla Rozwoju Miasta Gorzowa”.

Podczas Benefisu, prowadzący koncert Wojciech Kuska poinformował słuchaczy, że w trakcie minionego 25-lecia w chórze śpiewało ponad sto czterdzieści osób. Teraz jest ich trzydzieści osiem. Siedemnaście osób ma staż 15-letni. W tym cztery osoby Alina, Ania, Zenek i Grzegorz śpiewają w chórze od początku. Można więc stwierdzić, że  baza jest cały czas stabilna, nie zmienia się zbyt często. Choć i tutaj jak w każdym zespole istnieje rotacja, z różnych powodów ktoś odchodzi. Ale na ich miejsce przychodzą nowi. W chórze zawsze chętnie byli widziani śpiewający mężczyźni. Kobiety chyba bardziej się angażują do tego rodzaju przedsięwzięć, więc częściej i więcej jest chętnych.

Ja z chórem miałam dość bliskie relacje. Oni istnieli przy WDK, a ja tam  pracowałam, jako gł.instr. d/s ara. Organizowałam m.inn. przeglądy PARA. Kilkanaście razy miałam zaszczyt prowadzić ich koncerty. A gdy koncerty były beze mnie, „biegałam” posłuchać. Prowadziłam też pierwszy znaczący Jubileusz. Koncert z okazji 10-lecia istnienia chóru. Odbył się on w BWA/MOS. Gośćmi zaproszonymi wtedy była Gorzowska Orkiestra Kameralna pod dyr. Szczepana Kaszyńskiego i Gorzowska Orkiestra Dęta pod dyr. Bolesława Malickiego. Było też podniośle i uroczyście. Jak teraz, na 25-leciu w Gorzowskiej Filharmonii.

Punktualnie o 16oo, w odpowiednich „morskich” strojach, na scenie pojawił się chór i zaśpiewał wiązankę pieśni żeglarskich. Na galę 25-lecia  zaproszonych zostało kilku znakomitych gości. Jednym z nich był członek chóru sprzed lat, teraz artysta zawodowy „pełną gębą” Karol Malinowski, absolwent Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. Zaśpiewał dwie pieśni. Na fortepianie zaakomapniowała mu Magda Bańkowska-Moskwa.

Prowadzący koncert Wojciech Kuska swoje informacje dozował bardzo umiejętnie.

Oto nadszedł pierwszy wielki moment. Jadwiga Kos została uhonorowana Brązową Odznaką Zasłużony Kulturze „Gloria Artis”. A Honorowe Medale Zasłużony dla Gorzowa otrzymały dwie panie, Alina Felicka (w chórze od początku) i Edyta Wyborska. Obie panie pełnią ważne funkcje w Zarządzie Towarzystwa Przyjaciół Chóru.

W drugiej odsłonie koncertu, chór pojawił się w bardzo kolorowych strojach i zaśpiewał kilka utworów ludowych w opracowaniu śp. Jerzego Dudy, kiedyś także członka tego zespołu. Jednym z utworów dyrygowała córka Jadwigi Izabela Kryś.

W tej części kolejnym gościem była Beata Gramza. A do słynnego utworu Cohena „Alleluja” dołączyła jeszcze na fortepianie Magda Bańkowska-Moskwa.

W kolejnej odsłonie koncertu, w bloku muzycznym, który zatytułowano „Cantabile i Przyjaciele”, zaprezentowały się połączone siły dwóch chórów. Gospodarza  i zaproszonego gościa, Chóru Kameralnego Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego  ze Szczecina. Ponadto czterech muzyków z filharmonii gorzowskiej i  ponownie Beata Gramza.

Tą częscią dyrygowała Iwona Wiśniewska-Salamon ze Szczecina.

No i był czas na drugi ważny moment: siedemnastu najdłużej śpiewających chórzystów otrzymało pamiątkowe statuetki i podziękowania, przyznane przez swoją dyrygentkę i dyrektorkę MCK.

A połączone siły obu chórów, wszystkim obecnym na koncercie i sobie wzajemnie, zadedykowały utwór z takim przesłaniem:

„Tam, gdzie jest Bóg jest miłość. Tam gdzie jest miłość, jest Bóg”.

Tak się dzieje, że wszystko dobre, też się kiedyś kończy. I nadszedł czas na finał tej pięknej Gali. Do chórzystów na scenie dołączyli obecni na koncercie, byli członkowie chóru „Cantabile” i pod sufit poleciała „Gaude Mater Polonia”.

No i były kwiaty i miłe życzenia… I  potem napoje i szampan i piętrowe torty…

W trakcie koncertu wyświetlano wspomnieniowe fotki.

No więc, działo się!

Ewa Rutkowska

 

 

277 total views, no views today

KSIĘŻA – PRZEKLEŃSTWO CZY DAR

Dziękuję Bogu, że stawiał na mojej drodze księży i siostry zakonne o wielkim autorytecie moralnym. Począwszy od lat najmłodszych z radością wspominam śp. ks. Szmurło, potem w szkole średniej śp. ks. Andrzeja Rutę czy siostry Marię, Kunegundę czy Michaelę Rak. Także w życiu dorosłym spotykałam i nadal spotykam wielu wartościowych kapłanów, którzy nie wstydzą się prosić o wstawiennictwo i modlitwę za duszpasterską posługę.

W następnej kolejności dziękuję swoim Rodzicom i Dziadkom, którzy przekazali mi wielką ufność Bogu ale także bogobojność. Ile razy dziś słyszymy: – bój się Boga. Ale bać się Boga nie oznacza, że Bóg jest groźny i nas ukarze. Bóg jest miłosierny i nas kocha.

Dla tych, którzy są poszukujący, lub nie wierzą w Stwórcę, może wyjaśnieniem będzie miłość rodzicielska. Człowiek jest istotą błądzącą i grzeszną ale odwzajemniona  miłość do rodzica jest buforem wskazującym, że czasem coś jest nie tak, jak powinno być. Przychodzi refleksja, i chęć poprawy. Tak jest z Bogiem, a bogobojność nie jest strachem tylko wyrzutem sumienia, które podpowiada co jest dobre a co złe.

Dlaczego o tym piszę? A no dlatego, że dziś znowu Kościół się kaja i przeprasza, czasem  sprawia wrażenie, że się boi dzisiejszych ludzi i świata.

Nie lękajcie się!

Niech każdy przeprasza za siebie. Nie za kogoś. Za kogoś to można się modlić.

Nie oglądam filmów typu: „Kler” czy „Tylko nie mów nikomu” ale nie oglądam też „Pasji”. Czytam Biblię, po fragmenciku, po jednym zdaniu. Staram się czytać codzienne rozważania ewangeliczne. I szczerze polecam każdemu to czynić.

Nie osądzać, nie złorzeczyć. Mówić dobrze o innych. Uśmiechać się do napotkanego człowieka, dziękując Bogu za kolejny przeżyty dzień i za piękno przyrody i śpiew ptaków.

Moja nieżyjąca już koleżanka, podczas długiej choroby, powiedziała mi, że codziennie dziękuje Stwórcy, za możliwość obserwowania świata i dostrzeżenia, że cudem jest nawet fruwająca mucha.

Kapłaństwo – to Dar, to Sakrament. Pan Bóg zsyła nam mnóstwo darów. Od nas zależy czy je przyjmiemy czy wolimy Pana Boga oszukiwać. I nie jest to tak, że tylko księża są wilkami w owczych skórach.

 

 

133 total views, no views today